Hub Edi

O nas, o zyciu, o podrozach. O wszystkim i o niczym. Baczne obserwacje otaczajacej nas rzeczywistosci. Blogowe zapiski dla potomnosci na dlugie zimowe wieczory.

Wpisy

  • czwartek, 26 maja 2016
    • Oj szalala, szalala;)

      Wszystkiemu winna hulajnoga. Albo recznik. Albo i to i to...... W piatkowe popludnie Ami umowila sie z kolezankami na osiedlowym basenie. Porwala hulajnoge, przerzucila recznik przez ramie i pognala co sil w nogach na basen. Za chwile jednak wrocila z placzem, rozbitym kolanem,  zakrwawiona broda i bolaca reka. Okazalo sie, ze recznik zaplatal sie w kola hulajnogi i Ami wyladowala na chodniku:(. Reka bolala, ale nie wygladala tragicznie. Oblozylismy lodem, altacetem, zabandazowalismy i Ami poszla spac. Nastepnego dnia, reka troche ja bolala, ale nie az tak zeby wzbudzic moje podejrzenia. Wyruszylysmy wiec z domu i skrzetnie realizowalysmy kolejne punkty szczelnie wypelnionego dnia: test z chinskiego, polska szkola, etc. Ami skarzyla sie co jakis czas na reke, ale tez skarzyla sie na kolano i brode.

      Gdy jednak po poludniu reka zaczela coraz bardziej puchnac i juz nie wygladala zbyt dobrze, a Ami nie mogla ruszyc palcami, wiedzialam, ze cos sie swieci. Zabralam dziadziusia dla towarzystwa i na otarcie lez i pojechalismy do  dyzurnej przychodni. Jedno spojrzenie personelu i juz wiedzielismy, ze mamy do czynienia ze zlamaniem. Przeswietlenie tylko to potwierdzilo. Diagnoza: pekniecie obu kosci nad nadgarstkiem:(. Nastepny punkt programu: gips. Zagipsowali Ami po sama pache, choc, jako, ze reka byla dosyc spuchnieta, gorna czesc pozostala otwarta. Z przychodni wyszlismy wiec z reka w gipsie, recepta na silne leki przeciwbolowe i skierowaniem do ortopedy:(. Ot taka rozrywka na sobotni wieczor...

      Bynajmniej nie do smiechu bylo babciom, ktore zostaly w domu. Informowalismy je na biezaco o "stanie pacjentki";), a jak wrocilismy do domu zastalismy je obydwie przy stole z zapuchnietymi od placzu oczami. Nie wiedzialam, czy najpierw pocieszac Ami czy babcie;). Mialy jednak troche racji uzalajac sie nad Ami, bo moment nadwyraz nieodpowiedni sobie reka wybrala na zlamanie. Od poniedzialku mialy zaczac sie treningi i zawody plywackie, Ami dopiero co zostala obmierzona na okolicznosc strojow/T-shirtow, etc. druzynowych, a tu kariera zawodowej plywaczki wlasnie sie zakonczyla. Bynajmniej na ten sezon. Nie wspomne, ze za miesiac Ami leci do Polski, gdzie tez ma zaplanowane wszelkie obozy, pol-kolonie, etc. I juz oczyma wyobrazni szukalam znajomego ortopedy, ktory zajac by sie mial zdjeciem gipsu.

      Wtorkowa wizyta u ortopedy przyniosla jednak garsc dobrych wiesci. Prawdziwym szczesciem w nieszczesciu jest to, ze zlamanie nie jest najtragiczniejsze. Choc pekniete sa obie kosci, pekniete sa w miejscu gdzie latwo mozna je unieruchomic ( a nie np. w nadgarstku) co powinno przyspieszyc gojenie. Ortopeda zapewnil, ze do Polski Ami poleci juz bez gipsu, a tylko z tymaczsowa opaska. Ku naszej uciesze, zalozyl tez Ami krotszy gips, tak do lokcia, co znacznie poprawilo mobilnosc i sprawnosc Amelki. Na oslode, pielegniarka pozwolila wybrac Ami kolor gipsu. I tak oto wyladowalismy z modnym w tym sezonie blekitem:) (eh... zmyslam oczywiscie). Humor nam sie troche poprawil i choc reka w gipsie w srodku lata to zaden "fun", moglo byc naprawde o wiele gorzej.

      IMG_4924

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Oj szalala, szalala;)”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 maja 2016 17:04
  • piątek, 13 maja 2016
    • Open House

      Raz w roku dzieci w szkołach mają tzw. Open House – czyli spotkanie, na którym dzieciaki prezentują czego się nauczyły, jak wygląda ich typowy dzień w szkole, nad jakimi projektami pracują, etc. Właśnie wróciliśmy z takiego spotkania szkolnego u Ami. Amelia z dumy pękała prezentując mi swoją klasę, przykładowe prace, projekty nad którymi tak ciężko pracują. Najciekawszą częścią programu był test specjalnie przygotowany dla rodzicow w stylu: “Are you smarter than a 3rd grader?”, czyli czy jesteśmy mądrzejsi od trzecioklasistów. Niesamowite jakich rzeczy uczą się nasze dzieci: co to jest onomatopeja, jakies statystyki o planetach, dosyć zaawansowana matematyka, rodzaje inwestycji, prawo popytu i podaży, etc., Dość powiedzieć, że test oblałam z kretesem.  Na 8 pytań odpowiedziałam tylko na 3. Wyłożyłam się na onomatopei właśnie i nie wiedziałam nic na temat bohaterów książek, które właśnie czytają. Amelia z dumą czerwonym długopisem nakreśliła mi wielkie F. Musiałam trochę się zbuntować   i ruskim targiem wynegocjowałam słabe D – czyli jakąś tróję;).

      Jestem pod wielkim wrażeniem jak dobrze zorganizowana jest szkoła Amelii. Dzień zaplanowany jest sczegółowo, dzieciaki znają rozkład dnia, wiedzą czego się spodziewać i nie buntują się, że  nauczyciele wymagają od nich ciągłej uwagi. Nauka naprawdę potrafi być ciekawa, dzieci lubią szkołę. Amelia uwielbia swoja panią, która jest dosyć wymagająca, potrafi jednak docenić i pochwalić. Podoba mi sie jak zorganizowany jest cały system nagród i kar. Czasem oczami przekręcam, że tak “po amerykańsku” dzieciaki chwalone są za najmniejsze osiągnięcia, widzę jednak, że na przykład na moje dziecko takie pochwały działają bardzo motywująco. Żeby nie było za słodko, dzieciaki są również karane. Oprócz typowych “uwag”, dywaniku u dyrektora, etc. dzieciaki za karę jedzą samotnie lunch czy pozbawiane są możliwości zabawy z kolegami w czasie przerwy. Ponoć takie kary działają cuda. Podoba mi się również, że większość materiału dzieci przyswajaja w szkole. Praca domowa to tylko utrwalenie, ćwiczenie. Widzę, że Amelia świetnie czuje się w środowisku szkolnym, ma sporo koleżanek i jest lubiana. Aż trudno uwierzyć, że w przyszłym roku będzie już w czwartej klasie!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Open House”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 13 maja 2016 18:47
    • Jay

      Miałam już kiedyś zamiar napisać o Jay’u. Znajomy może trochę nieortodoksyjny. Normalnie niewiele miałabym wspólnego z 60-letnim, byłym agentem FBI z 30 letnim stażem, który teraz szefuje u nas, sztywnemu jakby nie było, działowi Compliance. Ale Jay jest super otwarty, zabawny i świetnie się dogadujemy. Ponieważ pracujemy często razem, poznaliśmy się bliżej i bardzo się lubimy. A w sobotę Jay zaprosił nas na świetną imprezę z okazji 30-tej rocznicy ślubu jego i Karen.

      Szczerze mówiąc nie wiedziałam czego się spodziewać. Ku naszemu zdziwieniu, okazało się, że trafiła nam się nie lada impreza.  Jubilaci przygotwali super zabawę  w ciekawym miejscu  - destylarni gdzie produkuje się whiskey i bourbon połączonej z restauracją i pięknym patio. W ramach imprezy odbyliśmy wycieczkę po destylarni gdzie dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy na temat produkcji i sprzedaży whiskey. Nie zabrakło również różnego rodzaju alkoholu do degustacji i oceny. Sama impreza naprawdę świetna. Ponad 100 osób zjawiło się by świętować tą okrągłą rocznicę z Jay –em i jego żona. Niektórzy przejechali cały kraj by stawić się na imprezę. Jay wygłosił przecudna i wzruszającaą przemowę.  Podziękował wszystkim za przybycie, ale przede wszystkim podkreślił jakie cudowne jest jego małżeństwo, jak ważna jest dla niego rodzina i żona. Fajnie popatrzeć na ludzi, którzy przeżyli ze sobą 30 lat a nadal patrzą na siebie jak zakochani nastolatkowie i nie wstydzą się tej miłości okazać.

      Ogólnie świetna impreza, która ponoć ciągnęła się do późnej nocy. My zmyliśmy się tuż przed 10, bo wiadomo dzieci, obowiązki;).

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Jay”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 13 maja 2016 18:25
    • Tak źle i tak niedobrze

      Generalnie, czas szybko płynie. Jak się jest na macierzyńskim czas biegnie dwa razy szybciej. Moja 10- tygodniowa przerwa nieubłagalnie dobiega końca.

      Powoli mentalnie nastawiam się już na powrót do nowego, “normalnego” życia. Oczywiście targają mną sprzeczne uczucia. Lubię moją pracę, to co robię i nie wyobrażam sobie, że rzuciłabym pracę i została w domu. Takie siedzenie w domu jest fajne, ale gdzieś w głowie kołacze się poczucie winy, że nie za wiele moja osoba wnosi do naszego życia.   Z drugiej strony, szkoda mi bardzo, że zostawię Antosię, że nie będę mogła już spędzać z nią dużo czasu, że ominie mnie mnóstwo “pierwszych” uśmiechów, grymasów, słów, kroków. Wielkim, wielkim pocieszeniem, jest fakt, że zostawiam Antosię w dobrych, chyba najlepszych z możliwych, rękach – z dziadkami, a do końca czerwca jeszcze z moją mamą.

      Próbując przygotować sobie “miękkie lądowanie” w pracy, pojawiłam się w biurze już w czwartek i piątek. Nie chcę żeby w poniedziałek rano zwaliła się na mnie lawina spraw, które muszą być załatwione “na wczoraj”. Potrzebuję tych kilku dni żeby zorganizować się od nowa, przejrzeć emaile, porozmawiać z szefem, koleżankami i moją asystentką, która trzyma rękę na pulsie w czasie mojej nieobecności.

      Wszyscy powitali mnie miło, cieszą się że już jestem. Wiem, że cieszą się równiez z faktu, ze przybyły kolejne dwie ręce do roboty. Szef na powitanie ostentacyjnie odetchnął z ulgą, poklepał po plecach  i stwierdził, “dobrze, że już jesteś, brakowało nam cię”, po czym z szelmowskim uśmiechem wyrecytował listę nowych spraw, które dostaliśmy w czasie mojej nieobecności. Minę chyba miałam nietęgą, bo na pocieszenie dodał, że oczywiście będzie mnie wspierał i większe sprawy będziemy prowadzić razem.

      Fajnie było usiąść znowu za biurkiem, przejrzeć dokumenty, pogadać z ludźmi. Ale często moje myśli krążyły jeszcze wsród naszego Antośkowego życia. Zastanawialam się co teraz robi, czy śpi, czy są na spacerze, oglądałam co chwilę zdjęcia na telefonie i tęskniłam. Na pocieszenie wyszłam wczesniej i popędziłąm wyściskać mój skarbek.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Tak źle i tak niedobrze”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 13 maja 2016 17:31
  • wtorek, 26 kwietnia 2016
    • Antosiowy Pamietnik

      7 tygodni za nami. Antosia zmienia sie, rosnie. To juz nie jest ten noworodek co przesypia 20 godzin na dobe. Oczka otwarte sa teraz coraz czesciej, pojawily sie placzki, marudzenie. I tylko niezmiennie noce sa spokojne. Antosia z dnia na dzien bije rekordy, ostatnio przespala nawet 7 godzin.

      Za nami tez kilka wyjsc "do ludzi";). Zabralam Antosie do pracy. Zawiezlismy pyszne nalesniki i salatki na lunch i wspolnie spedzilismy sobie troche czasu w moim biurze.  Na poczatku Mala troche poplakiwala. Cale szczescie za chwile usnela i dala mi spokojnie porozmawiac z szefem i wspolpracownikami. Bylo fajnie i milo, wszyscy juz czekaja na moj powrot. Chociaz nikt tego na glos nie powiedzial, rozumiem, ze chca zebym juz wrocila i odciazyla ich w pracy.

      Jako, ze pogoda jest naprawde przepiekna, cale niedzielne popoludnie spedzilismy w ogrodzie botanicznym. Sceneria przepiekna, kwitnace kwiaty, drzewa i mnostwo atrakcji dla dzieci. Antosia niestety (a moze stety) przespala cala wyprawe, zdecydowanie sluzy jej swieze powietrze.

      IMG_4627

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Antosiowy Pamietnik”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 kwietnia 2016 19:46
  • czwartek, 14 kwietnia 2016
    • Macierzynski w praktyce

      Jestem na macierzynskim. To w zasadzie pierwszy raz kiedy zrobilam sobie przerwe w pracy i jestem w domu. Cale 10 tygodni. Teoretycznie powinnam spacerowac z wozkiem i dochodzic do siebie. Teoretycznie powinnam zwolnic tempo, przekierowac mysli na nowa sytuacje rodzinna, poczytac poradniki i nadrobic seriale. Teoretycznie powinnam miec na wszystko czas i tego czasu jest rzeczywiscie sporo.

      W praktyce wyglada to jednak tak, ze zaganiana jestem strasznie, momentami bardziej niz wtedy gdy pracowalam.  I chyle tutaj czapki z glow przed dziewczynami, ktore nie pracuja zawodowo a zajmuja sie dziecmi. I nie wyobrazam sobie jak mozna ogarnac taka trojke czy czworke maluchow, szczegolnie jak sie nie ma pomocy. Ja pomocy mam sporo (mama, tesciowie) i jedna mala kruszynke do obslugi, a zajeci jestesmy wszyscy na maxa.

      Fakt,  w miedzyczasie zalatwiamy mnostwo innych spraw. Ogarniamy przeprowadzke tesciow, kontenery i cala biurkokracje zwiazana ze zmiana miejsca zamieszkania. Nawet przy dosyc sensownej amerykanskiej biurokracji jest tego mnostwo: ubezpieczenia, rejestrajce samochodow, zmiana dokumentow, banki, urzedy etc. Wiekszosc z tych rzeczy trzeba zalatwic osobiscie i swoje odstac w kolejkach. Tak, do takich wlasnie urzedow, w naszej okolicy sa niesamowite kolejki.

      Troche czasu pochlania mi praca - probuje w miare byc na biezaco, sprawdzam wiec emaile, odpowiadam, czasem podrzuce jakis dokument, czasem pokieruje sprawe na wlasciwe tory... i nie wiadomo kiedy caly ranek mija.

      Na swoja obrone dodam, ze probuje troche czasu spedzic z Mala. Zdaje sobie sprawe, ze czas tak szybko leci i jak wroce do pracy nie bede miala mozliwosci dlugich spacerow czy zwyczajnego nacieszenia sie Antosia. Staram sie wiec troche tego czasu jej poswiecic. Rowniez Amelia korzysta z mojej obecnosci w domu. Odwiedzam ja w szkole na lunch, a dwa dni w tygodniu przyjezdza autobusem po szkole prosto do domu. Dzieki temu mozemy zrobic cos fajnego, np. sesje zdjeciowa lub chocby na spokojnie odrobic lekcje. Luksusem staje sie rowniez na spokojnie zjedzony obiad (przygotowany przez babcie) czy zwyczajne ganianie po osiedlu w trakcie tygodnia.

      Polowa macierzynskiego za mna. Wiem, ze czasu nie da sie zatrzymac i za chwile bede juz szykowala sie do powrotu do pracy. W miedzyczasie jednak postaram sie odhaczyc jeszcze kilka projektow, ktore sobie na ten czas zaplanowalam, jak np. scrapbooki, porzadkowanie dokumentow czy szaf. I ciesze sie, ze mam mozliwosc chociaz przez te kilka tygodni obserwowac jak rosnie i rozwija sie nasza Antosia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Macierzynski w praktyce”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 kwietnia 2016 04:39
  • piątek, 08 kwietnia 2016
    • Wieczor Etiopski

      W sobote mielismy okazje uczestniczyc w ciekawym wydarzeniu na uniwerku Huba. Studenci, ktorzy wrocili wlasnie z Etiopii, przygotowali Gale dla Etiopi i- impreze charytatywna polaczona z wieczorem wspomnien z podrozy. Zbierali pieniadze dla kilku fundacji, ktore lecza ludzi w Etiopii.  Na impreze przylecial z Waszyngtonu wyslannik Ambasady Etopiskiej, zjechali sie dziekani, kadra profesorska oraz sympatycy Etiopii. Wieczor byl naprawde super a impreza profesjonalnie przygotowana i prowadzona. Hub mial w tym spory udzial, ale glowny ciezar organizacyjny pociagneli studenci i kudos wielkie dla nich za swietna organizacje. Nie tylko przyjemnie spedzilismy wieczor, ale takze wspomoglismy fundacje pomagajace biednym i chorym w Etiopii. Milo bylo posluchac wykladu  ambasadora czy obejrzec prezentacje studentow, ktorzy dzielili sie wspomnieniami z wyjadu do Etiopii. Bylo rowniez pyszne, etiopskie jedzenie, wystepy zespolow etiopskich, tradycyjna ceremonia parzenia kawy oraz kilka innych atrakcji. Profesor Z - jak nazywaja Huba studenci, brylowal na salonach i chetnie dzielil sie wspomnieniami z wyjazdu oraz prowadzil czesc imprezy. Generalnie, udany wieczor. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wieczor Etiopski”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 08 kwietnia 2016 05:55
    • Etiopia

      Hub ledwo zdazyl przywiezc nas ze szpitala do domu po urodzeniu i juz pakowal torby na wyjazd do Afryki. Polecial ze studentami do Etiopii. Byli tam 10 dni, odwiedzili mnostwo firm, uniwersytetow, zwiedzili najwazniejsze zabytki i miejsca historyczne. Przywiezli mnostwo zdjec, niezapomniane wrazenia oraz.... klopoty zoladkowe;).

      Etiopia to ciekawy kraj. Jest jeszcze sporo biedy, ale kraj przechodzi transformacje. Mnostwo sie buduje, powstaja nowe drogi, biurowce, szkoly. Ciekawe jest to, ze glownie w Etiopii inwestuja teraz Chinczycy. Maja oczywiscie w tym swoj interes, gdyz sila robocza jest naprawde tania. Przecietny pracownik fabryki zarabia ok. $60/mc. Nic wiec dziwnego, ze etiopskie fabryki skladaja/montuja teraz chinskie produkty i wysylaja dalej w swiat.

      Studenci byli bardzo zadowoleni z wyjazdu. Przezyli wprawdzie dosyc spory szok kulturowy, ale ogolne wrazenia mieli bardzo pozytywne. Narzekali jedynie na tempo wycieczki. Kilka wizyt w firmach dziennie, do tego przemieszczanie sie po kraju, godziny spedzone w autokarach, na lotniskach - program byl naprawde bardzo napiety. Etiopczycy to bardzo przyjazny i goscinny narod. Wszyscy byli zachwyceni tym, jacy mili sa ludzie.

      Jeden z profesorow na wydziale Huba jest Etiopczykiem - byl to wiec dla niego powrot do domu. Habte wyjechal z Etiopii ponad 40 lat temu. Co ciekawe, prawie 10 lat spedzil w... Polsce, gdzie studiowal i robil doktorat. A takze poznal zone;). Razem wyemigrowali do Stanow ponad 20 lat temu. Hub poznal go w pierwszych dniach pobytu w Dallas. Jakiez bylo zdziwienie, gdy Etiopczyk odezwal sie do niego plynna polszczyzna. Od tamtej pory przyjaznimy sie z Habte i z Malgosia, a teraz tak sie zlozylo, ze panowie rowniez razem pracuja na jednym wydziale.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Etiopia”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 08 kwietnia 2016 05:44
    • Pierwszy Miesiac Antosi

      W przygotowaniu mialam wpis na 10 dni , a tu zdalam sobie sprawe, ze dzisiaj mija juz miesiac odkad Antosia jest na tym swiecie.

      Tak nam szybko ten czas leci. Juz w miare ustabilizowala sie rutyna karmieniowo-pieluchowa. Juz przyzwyczailam sie do wstawania w nocy. Pogoda jest przepiekna, sporo czasu spedzamy wiec na spacerach. Pierwsze tygodnie to rowniez sporo wizyt kontrolnych u lekarza, badan, pobierania krwi, etc. W tych pierwszych dniach mialam wrazenie, ze nie wychodze od lekarza, ciagle tam bylismy. Antosia  stracila sporo wagi po urodzeniu, co jest normalne. Zajelo jej az 3 tygodnie zeby wrocic do wagi z dnia urodzenia. Pediatra chciala monitorowac sytuacje i widziec nas co kilka dni. Stad te czeste wizyty. Teraz jest juz w tzw. normie, wiec i wizyt mniej.

      Antosia powoli zaczyna coraz rozumniej patrzec na swiat. Pojawiaja sie pierwsze grymasy, usmieszki - jeszcze nie do konca swiadome. Ten maly szkrab wnosi do naszego zycia mnostwo radosci.IMG_4592

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „ Pierwszy Miesiac Antosi”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 08 kwietnia 2016 05:13
  • czwartek, 31 marca 2016
    • Pierwszy dzień naszego nowego życia

      Fajnie wraca sie do domku. Tym fajniej, że przynosimy ze sobą małe zawiniątko, które już na zawsze z nami zostanie. Antosia wprowadziła się do naszej sypialni, która na chwilę obecną zamieniła się w pokoik dla noworodka. Jak już opadły pierwsze emocje, rozpakowaliśmy manatki, a Antosia zajęła miejsce w łóżeczku, zaczęłam rozmyślać jak to wszystko będzie. Szczerze mówiąc nie wiedziałam od czego zacząć układać nasze nowe życie. Obiecałam dać sobie kilka dni na ogarnięcie nowego rozkładu dnia i przede wszystkim na dojście do siebie. Łatwo mi to sobie obiecać bo w domu mam pomoc w postaci teściów i Mamy. Mogłam więc sobie spać, odpoczywać i zajmować się Malutką. Nic innego mnie nie obchodziło. Piersze dni i noce to jeden zlepek czasu. Życie kręci się wokół dziecka - od karmienia do karmienia. W międzyczasie jest przewijanie, bekanie, ściąganie pokarmu. I cykl zaczyna sie od nowa. Na glębsze przemyśenia i zastanawianie się jak właśnie zmieniło się nam życie nie ma raczej czasu. Przy drugim dziecku, podejście jest też zupełnie inne.  Już nie ma tej obawy czy damy rade i jak damy rade. Przecież daliśmy już raz radę, Amelia wyrosła nam na zdrową, fajną dziewczynkę, jest więc nadzieja, że i z Antosia sobie jakos poradzimy;).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Pierwszy dzień naszego nowego życia”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 marca 2016 06:11

Kalendarz

Maj 2016

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Autorzy

Kanał informacyjny

stat4u