Hub Edi

O nas, o zyciu, o podrozach. O wszystkim i o niczym. Baczne obserwacje otaczajacej nas rzeczywistosci. Blogowe zapiski dla potomnosci na dlugie zimowe wieczory.

Wpisy

  • poniedziałek, 10 kwietnia 2017
    • Sezonowo

      Tydzien za tygodniem mija, nie nadazam ze sprawami biezacymi, o blogu nie wspominajac. Wszystko ogolnie sie kreci. Jakos. Krece sie tez ja, jak taki chomik w kolowrotku: poniedzialek-piatek-poniedzialek;) Miedzy prace, Antosie, zajecia Amelii, ogarnianie domowego gospodarstwa, naprawy samochodow,  skladanie podatkow,  umawianie fachowcow od plotu, probuje jeszcze wcisnac jakies zycie towarzyskie, bo sezon na urodziny, odwiedziny czy parapetowki  jakos tak sie nagle pojawil;).

      Kilka tygodni temu odwiedzili nas znajomi z Cleveland. Kolezanka przybyla do Dallas na konferencje i przy okazji wstapili do nas na kolacje. Przegadalismy caly wieczor, wspominajac i nadrabiajac zaleglosci. Ciesze sie, ze mimo odleglosci pozostalismy w kontakcie i raz na jakis czas uda nam sie zdzwonic czy wymienic emaile. A takie spoktania to juz rarytas. Akurat jak u nas byli nad Dallas rozpetaly sie burze, huragany I grady. Z niebe lacialy lodowe jajka niszczac wszystko po drodze. W okolicy mnostwo szkod – uszkodzone dachy, poobijane samchody, powybijane szyby, powalone ploty. U nas grad podziurawil meble ogrodowe, ktore wynieslismy doslownie poprzedniego dnia coby sezon wiosenno-letni zainicjowac i dobil plot, ktory juz i tak chylil sie ku upadkowi. Grunt to wyczucie czasu.

      Hub wrocil z Wietnamu i Kambodzy. Bardzo mu sie podobalo, Wietnamem wrecz jest zachwycony. Nie rozgladal sie wprawdzie jeszcze za mieszkaniem (jak to na niektorych wyjazdach bywalo), ale odgraza sie, ze jeszcze tam wroci, moze na dluzej. Studenci tez zadowoleni. Odkrywali uroki Wietnamu, smakowali lokalnej kuchni, odwiedzali firmy, podziwiali kulutre. A wieczorem balowali. Jak na brac studencka przystalo, wieczorem odbywalo sie tzw. “poluzowanie krawatow” i nagle wszelkie ostrzezenia, ze obcy kraj, inna kultura, ze moze byc niebezpiecznie - odplywaly w sina dal. Hub zamienial sie w policjanta i straznika cnot i mlodziez zgarnial z okolicznych przybytkow. Szanse na nagrode profesora roku stracil w momencie gdy godzine policyjna przesunal na pore dobranocki. I imprezowanie sila rzeczy musialo przeniesc sie do hotelu. Co bardziej kreatwyni probowali sztuczek na “okno” czy “zabladzilem”, ale ogolnie wszystko odbylo sie bez przygod.

      Z nowosci okolodomowych, to pewnego ranka po kolejnym gradobiciu zaczela mi sie topic deska rozdzielcza w samochodzie. Ofiara padla prawa strona oraz kilka guzikow od radia. Jako, ze wybuchajace radio czy porazenie pradem gdy bede wyciagala okulary ze schowka raczej mi sie nie marza, popedzilam czym predzej do dealera. Panowie fachowcy tylko usmiechneli sie pod wasem i nakazali ustawic sie w (wirtualna) kolejke i umowic na naprawe. Okazalo sie, ze  problem jest im znany. Sto aut czeka wlasnie na wymiane deski gdyz jakies tam wady producenckie daly o sobie znac w moim modelu. Pojezdzilam jeszcze tydzien z dusza na ramieniu, a w nagrode dostalam nowiutka deske jak sie patrzy.

      Z rzeczy sezonowych to sezon na imprezy-niespodzianki trwa. Wraz z urodzinami Huba zapoczatkowalam chyba  ten trend  i teraz srednio raz w tygodniu kogos zaskakujemy. Wiekszosc daje sie zaskoczyc. Wylamala sie jedynie kolezanka, ktora “niechcacy” sprawdzila mezowi email i nas zdemaskowala. Na jej obrone, do konca udawala, ze nie wie o co chodzi, i ze te cztery ciasta to ot tak sobie upiekla “na niedziele”:).

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Sezonowo”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 kwietnia 2017 22:46
  • środa, 15 marca 2017
    • 17 Lat

      Jak minelo 5 lat, wydawalo mi sie, ze to juz tak dlugo. Potem szybko 10-tka zakradla sie z nienacka. Pozniej odnotowalam 15, a dzisiaj mija dokladnie 17 lat odkad przylecialam do Stanow, a troche dluzej odkad wyjechalam z Polski.

      17 lat to juz kawal czasu. W zasadzie cale moje dorosle zycie.  Wiele sie wydarzylo, glownie dobrego, choc nie zabraklo klod rzucanych pod nogi od czasu do czasu. Uwilismy z Hubem nasze gniazdko w tym wlasnie kraju. I choc nosilo nas po swiecie, choc nadal nam sie wydaje, ze gdzies indziej sa zielensze pastwiska… to zawsze wracamy do naszego Texanskiego zycia. Przynajmniej na razie to tutaj jest “dom”.

       17 lat to rowniez cale moje zycie zawodowe. Wiele sie zmienilo. Jest co wspominac. Poczatki byly ciekawe. Pamietam moja pierwsza prace w kancelarii, jako asystentka prawnika, ktory zajmowal sie sprawami kryminalnymi. Pocziwy David Snow dal mi niesamowita szanse poznania systemu od srodka. I przyznam, ze bylo to zdrzenie czolowe;). O ile zawsze chcialam wlasnie karnym sie zajmowac, byc prokuratorem – po odczuciu “posmakow” tego zawodu na wlasnej skorze, szybciutko zmienilam zdanie;). Reprezentowalismy najgorszych z najgorszych, David wykorzystywal wszelkie “tricki” zeby z wiezienia wyciagac narkotykowych gonzo, zlodziejaszkow, prosytutki i temu podobny element. Ciekawe byly rozprawy, przesluchania swiadkow – naprawde ciekawe doswiadczenie dla “zielonego” prawnika. I dziekuje Bogu, ze postawil Davida na mojej drodze. Troche juz zniechecona do prawa, jak tylko nadarzyla sie okazja, przeskoczylam do swiata korporacyjnego, do zupelnie innej dziedziny – konsultingu, szkolen, eLearning. Na ponad 2 lata zahaczylam sie w firmie, w ktorej pracowal Hub. Przez 2 lata mieszkalismy w Amsterdamie poznajac tajniki “Mordoru”. Moje osobiste doswiadzenie z pracy w korporacji jest bardzo pozytywne. Bardzo duzo sie nauczylam, poznalismy swietnych ludzi, zjechalismy Europe wszerz i wzdluz. Ja dosyc dobrze czuje sie w scisle okreslonych ramach, gdzie instrukcje sa jasne a oczekiwania sprecyzowane. Nie przeszkadzaly mi liczne tabelki, raporty czy spotkania z zespolem. Naprawde wynioslam wiele z pracy w konsultingu, nauczylam sie obcowac z ludzmi na gorze i na dole, zdobylam wiele technicznych umiejetnosci i mialam okazje od srodka podpatrzec inne korporacje. Holandia to naprawde ciekawy okres w naszym zyciu. Fajnie sie tam zylo. Choc przyznam, ze po jakims czasie zaczelo brakowac nam wygody i latwosci zycia, jakie oferuja Stany. I podjelismy decyzje, ze wracamy.  Po powrocie zastanawialam sie co dalej ze soba zrobic. A, ze jednak “ciagnie wilka do lasu”… postanowilam, ze wroce do prawa. Poszlam do szkoly, zdalam bar exam, zdobylam licencje i wszystko potoczylo sie swoim torem. Kolejne prace: kancelaria, in house, kancelaria spolka. Probowalam, mozna powiedziec, wszystkiego. Szukalam swojego miejsca w calym tym prawniczym galimatiasie. I wreszcie znalazlam. Wiazalo sie to wprawdze z przeprowadzka do Teksasu, ale naprawde lubie moja prace. Podoba mi sie roznorodnosc spraw, nie ma czasu na nude. Ciagle ucze sie czegos nowego, poznaje tajniki przepisow w innych krajach, ucze sie cierpliwosci w negocjacji kontraktow, pomagam budowac strategie firmy, ostrzegam przed “pulapkami”. Czasem musze powiedziec “Nie”. Czasem naginam sie, zeby zadowolic innych. Szlifuje “sztuke kompromisu”.

      17 lat to tez wystarczajaco dlugo by wydoroslec, zmienic sie, nabrac pokory. Choc mysle, ze az tak bardzo sie nie zmienilam.

      17 lat za nami, ciekawe co przyniosa kolejne lata…

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „17 Lat”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      środa, 15 marca 2017 16:40
  • środa, 08 marca 2017
    • Muzycznie na Dzien Kobiet;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Muzycznie na Dzien Kobiet;)”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      środa, 08 marca 2017 21:12
    • Antonia Cecilia - Pierwsze Urodziny

      Antonka nasza skonczyla rok! Zlecialo jak z bicza strzelil. Pierwszy usmiech, podnoszenie glowki, przekrecanie sie, siadanie, zeby, pierwsze grymasy, pierwsze "mama, dada, gaga" i ani sie nie obejrzelismy a maly lobuziak niezdarnie gramoli sie na schody lub urzadza inwentaryzacje szafek w kuchni;).

      Ogolnie Antosia jest pogodnym, dobrym dzieckiem. Oprocz "zabkowania" w wersji mega, czyli 4 zeby na raz, nie chorowala nam. Odpukac w niemalowane. Ciagle porownuje ja z Amelia, zastanawiam sie czy beda mialy podobne charaktery czy beda zupelnie inne. Z moich dotychczasowych obserwacji wynika, ze byc moze Antonka bedzie troche ostrozniejsza, troche spokojniejsza - choc wiadomo, wszystko moze sie zmienic. Tak troche to by nam sie nalezalo zeby ta druga byla troche ostrozniejsza, bo ortopeda swietny samochod sobie pewnie kupil za nasze wizyty ze zlamanymi konczynami, naciagnietymi miesniami, etc;).

      Antonka juz taka fajna, rezolutna. Uwielbia wchodzic na schody, uwielbia bawic sie grajacym pociagiem. Chetnie zjada chlebek, szeleje za chrupkami. Wie dokladnie co sie dzieje dookola, potrafi wskazac przedmioty, ludzi. Do perfekcji opanowala wszelkiego rodzaju "jaka duza urosne" czy "kosi-kosi";). Uwielbia muzyke, do rytmu podryguje smieszne tymi watlymi jeszcze nozynkami, jednym slowem jest przeurocza.

      Antosia wpasowala sie w nasza rodzinke jak ulal. Nie wyobrazamy sobie zycia bez niej i Bogu dziekujemy za zdrowa, rezolutna Pysie;).

      W sobote z pompa odswietowalismy te wazne urodzinki wsrod rodziny i przyjaciol. Antosia dzielnie wytrwala prawie do 10,  zdmuchnela swieczke, posmakowala tortu, poganiala sie z dzieciakami i dala sie rozpieszczac i nosic z rak do rak. Mysle, ze wszyscy bawili sie fajnie, a nam bylo milo, ze moglismy dzielic sie nasza radoscia z bliskimi i zyczliwymi nam goscmi.

      First_bday_collage

      IMG_4799COLLAGEs1

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Antonia Cecilia - Pierwsze Urodziny”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      środa, 08 marca 2017 20:53
  • piątek, 03 marca 2017
    • Emotional Intelligence

      Za moich czasow nagrody w szkole dostawalo sie za dobrze wyrecytowany wiersz, za wyniki w nauce lub ewentualnie wygranie jakiegos konkursu. U Ami w szkole sa rozne dziwaczne nagrody, szczegolnie na poziomie Zerowki. Wtedy mozna nawet dostac nagrode za "dobre serce" lub "ze sie bardzo starales";).

      W starszych klasach juz trzeba sie czyms wykazac. Dzis bylismy wezwani do szkoly, bo Ami otrzymala nagrode za "Emotional and Social Intelligence", czyli tez taka wersja "dobrego serca", pomaganie innym, rozwiazywanie konfliktow i dobra intuicja. Pani nachwalic sie nie mogla jaka Amelia jest dojrzala, jak chetnie pomaga innym i dba aby kazdy czul sie dobrze w jej towarzystwie.

      Dumni jestesmy z Ami i bardzo chetnie do szkoly na takie wezwania sie stawiamy. Nawet Antoske zabralismy dzisiaj i Dziadziusia, rzecz jasna tez. Ami troche speszona, troche dumna zaprezentowala sie na scenie po odbior nagrody i "uscisk dloni".IMG_8416

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Emotional Intelligence”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 03 marca 2017 23:29
  • czwartek, 02 marca 2017
    • Niech Zyje Bal

      Na tym balu bawili sie wszyscy. Starsi, mlodsi. Cel azaliz byl szczytny: wspomoc Fundacje “Small Big Heart Foundation”, ktora pomaga chorym dzieciom przyjezdzajacym do Dallas z Polski na powazne operacje jak rowniez Polska Szkole w Dallas. Szkola byla rowniez wspolorganizatorem balu.

      Jeszcze na kilka dni przed impreza organizatorzy martwili sie czy znajda sie chetni. Ostatnie dwa dni pokazaly jednak, ze nalezy martwic sie czy znajdzie sie miejsce dla wszystkich chetnych. Niech zyja “zwlekacze na ostatnia chwile”, czyli tzw. Prokrastynatorzy;).

      Goscie dopisali. Piekna sala podswietlona romantycznie powoli zapelniala sie znajomymi i znajomymi znajomych lub zupelnie nieznajomymi. Jak na polska impreze przystalo, na pierwszy rzut poszla tzw. “scianka”, czyli kazdy mial swoje piec minut by zrobic sobie zdjecie na tle baneru z nazwami organizatorow. Przez chwile poczulismy sie jak celebryci na pokazie mody;).

      Jako, ze impreza miala charakter ostatkowo-karnawalowy, nie zabraklo masek, kapeluszy  czy korali przypominajacych, ze dzisi bawimy sie po raz ostatni w tym Karnawale. Jezeli o zabawie mowa, to nie mozna nie wspomniec o znakomitej muzyce, ktora zapewnil profesjonalny muzyk – skrzypek, ktory dublowal rowniez jako DJ. Dzieki Markowi towarzystwo nie zagrzalo dlugo miejsca przy stolach. I choc miejsca do tanca nie bylo zbyt wiele, co odwazniejsi wirowali w walcach, tangach czy irlandzkim “river dance”.  A Marek a to przygrywal pieknie na skrzypcach (czy tez raczej wszelkiego rodzaju skrzypco-podbnych instrumentach), a to mixowal swietna muzyke, swietnie balansujac polska klasyke z nowoczesnymi kawalkami dyskotekowymi. Dla mnie osobiscie muzyka jest najwazniejsza na takich imprezach. Nie wazne sa za slone kotlety czy luksusowe nakrycia – ja chce sie wybawic. I tutaj nasz DJ okazal sie nieocenionym profesjonalista.

      Fajnie bylo na chwile oderwac sie od codziennosci, ubrac w elegancka sukienke, buty na obcasie i pobawic sie przy swojsko brzmiacych przebojach. Fajnie popatrzec na wspolnie bawiacych sie ludzi, z roznych kregow, roznych, czesto konkurujacych ze soba organizacji czy “obozow”.

      Mysle, ze ten wieczor na dlugo zapadnie w pamieci uczestnikow. Mysle, ze dlugo bedzie sie szeptalo o nim w kregach Polonii. Mysle, ze zostala zapoczatkwoana fajna tradycja i takie imprezy beda sie odbywaly czesciej.

      IMG_8344

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 marca 2017 23:46
    • Marzec

      Tego czasu nie da sie zatrzymac. To fakt. Juz nawet nie bede pisac, jak to szybko pedzi, jak na nic nie ma czasu, jak ogarnia sie tylko "co z grubsza" wszystkie sprawy, byle do przodu. Jak kolezanka zadzwonila z zaproszeniem na kawe na "ktoras sobote", to ze wstydem musialam ja poinformowac, ze pierwsza wolna sobote mamy pod koniec kwietnia;). Nie pomaga temu oczywiscie fakt, ze Hub wyjezdza do Azji - czym blokuje kilka weekendow;).

      Lawirujemy wiec miedzy praca a domem. Na weekendy zas zawsze sa jakies wyjscia lub, tak jak w najblizszy weekend swietujemy Antoskowy Roczek - czyli my podejmujemy gosci u siebie. Amelia tylko czyha na okazje aby powloczyc sie po "chalupach". W ostatni weekend spala u dziadkow i kolezanki i wrocila przezadowolona. Podobno w domu spac to jest N.U.D.N.O.

      Hub przygotowuje sie do wyjazdu. 8 Marca leci ze studentami do Wietnamu i Kambodzy. W zwiazku z wyjazdem uczy dodatkowa klase - i to w niedziele. Malo go widzimy, bo ciagle jakies spotkania, kolacje, wyjscia... choc czasem i ja zalapie sie na jakies ciekawe spotkanie czy fajna kolacje.

      Tymczasem musze opisac jeszcze Bal, na ktorym bylismy w ostatnia sobote karnawalu...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Marzec”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 marca 2017 23:11
  • środa, 15 lutego 2017
    • Zabkowanie

      Antonka zabkuje... ale jak! Jak nie bylo zebow to nie bylo, a teraz 4 wychodza na raz i jazzzzzda bez trzymanki. Goraczka, katar, kaszel. Juz bylam pewna, ze ja pozarazalismy, bo najpierw Amelia cos przywlekla ze szkoly (mowi, ze od Alexy;), pozniej szczodrze obdarowala jakims wirusem mnie, a ja chetnie oddalam go Hubowi - choc przy okazji tydzien sie umeczylam, a jeden dzien nawet spedzilam w lozku, bo juz nie dalam rady. No i myslalam (nadal troche tak twierdze), ze to wlasnie jakies przeziebienie jej sprzedalismy. Dla spokoju sumienia zabralismy ja z dziadkami wczoraj do lekarza. Lekarka na wszelkie swietosci sie zaklina, ze to wszytko wina zebow.... i, ze generalnie oprocz przeciwbolowego, nic nie mozna jej dac.

      No wiec czekamy cierpliwie kiedy te zeby powychodza i Antosia wroci do siebie... a mnie uda sie przespac cala noc. Ponoc zeby wychodza w nocy wlasnie i dlatego dzieci sa takie marudne i spac nie moga....

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zabkowanie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      środa, 15 lutego 2017 20:55
  • wtorek, 14 lutego 2017
    • Kalifornia

      Wyjazd do Los Angeles udal sie fantastycznie. Ami bardzo podekscytowana byla, ze swoje 10-te urodziny dane jej bylo swietowac w Miescie Aniolow. Wprawdzie pogoda troche nam splatala figla, ale i tak udalo nam sie zrealizowac plan zwiedzania.

      W piatek, jeszcze z samego rana spotkalismy sie z polskim konsulem. Pogadalismy troche na temat konferencji, ktora Hub organizuje na jesieni. Mamy nadzieje, ze w tym roku uda sie dotrzec konsulowi. Zwiedzilismy przy okazji Konsulat w L.A. Ami troche naburmuszona byla, ze z "jej wycieczki" wykradlismy caly poranek na jakies spotkania sluzbowe, ale przekupilam ja rogalikiem z czekolada i usmiech natychmiast wrocil na twarz;). Reszte dnia spedzilismy w Hollywood, Beverly Hills i okolicach. Ami doczekala sie selfie z Hollywood Sign, a my podziwialismy piekne widoki na cale miasto rozciagajace sie ze wzgorz Hollywood. Zaliczylismy wszystkie turystyczne perelki: Walk of Fame, Kodak Theatre, etc. Czasu zabraklo nam tylko na Grififth Observatory, ktore podobno jest ciekawe.

      Sobota cala przeznaczona byla na Disneyland. Na nasze szczescie, pogoda zrobila sie naprawde piekna: cieplo i slonecznie. W swietnych humorach wyruszylismy na podboj legendarnego parku rozrywki. Nie wiedzialam za bardzo czego sie spodziewac, ale przyznam, ze bardzo nam sie wszystkim podobalo. My z Hubem, tuz na poczatku mojego pobytu w Stanach, zaliczylismy wszelkie "Disneye" na Florydzie, ale po tylu latach niewiele juz pamietalismy. Odkrywalismy wiec razem z Ami kolejne atrakcje, rollercoaster-y, przedstawienia. Park jest pieknie utrzymany, dobrze zorganizowany i nie mozna sie nudzic ani przez minute. Jako, ze na Disneyland mielismy tylko jeden dzien, tempo bylo dosyc szalone. Dosc powiedziec, ze na wieczorne fajerwerki Ami juz nawet nie miala ochoty ani sily. Ale dalismy rade i zmeczeni na maxa, po 13 godzinach w parku niemalze doczolgalismy sie do hotelu.

      Niedziela juz troche wolniejsza i spokojniejsza. O wiele tez zimniejsza. Nie zniechecilo to nas jednak od dalszego poznawania miasta. Pojechalismy do Malibu, zwiedzilismy przy okazji przepieknie polozony Pepperdine University. Kampus polozony jest na wzgorzach z przecudnym widokiem na ocean. Nie wiem jak mozna sie skupic i czegokolwiek nauczyc w takich "okolicznosciach przyrody". Nie pytajcie dlaczego zwiedzalismy uniwersytet. Ot tak juz mamy, ze wszedzie gdzie nie pojedziemy, przypadkiem badz nie, zwiedzamy kampusy uniwersyteckie. Takie troche hobby, troche ciekawosc, troche zboczenie zawodowe Huba;). Popludnie spedzilismy w Santa Monica. Najpierw spacer po plazy, pozniej zaliczanie kolejnych atrakcji na slynnym molo. Amelia niezmordowanie biegala od karuzeli do karuzeli, od jednej gry do drugiej, a na koniec dzielnie pozowala do portretu;). Pochodzilismy tez troche po sklepach, deptakach, poogladalismy sobie ludzi - bo wszelkie "sorty" do L.A. sciagaja z calego swiata. Na koniec dnia wstapilismy jeszcze do China Town - jednego z wiekszych w Stanach. Jako, ze bylo juz ciemno, niewiele udalo nam sie zobaczyc. Ale widzielismy na przyklad slynny motel, ktory pojawil sie w "La La Land".

      Nasz krotki wypad dobiegl konca. Swietne sa takie wycieczki, a wspomnienia zostaja na cale zycie.

      IMG_8034IMG_8160IMG_8298

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Kalifornia”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 14 lutego 2017 17:28
  • środa, 01 lutego 2017

Kalendarz

Kwiecień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Autorzy

Kanał informacyjny

stat4u