piątek, 27 stycznia 2012

Przerabiamy ostatnio z Ami usypianie. Ze niby ma juz usypiac sama....ale nie chce. Targuje sie znia, tlumacze. Pytam, czemu nie chcesz sama spac, masz takie ladne lozeczko, takie ladne poduszeczki, przytulanki, twoj kocyk.. i generalnie wymieniam wszystko co sie znajduje w pokoju. Ami mi na to z wielkimi lzami lejacymi sie po pyszczku i buzia w podkowke: "No tak, ale nie mam starszego brata, ktory by mnie obronil w nocy przed duchami...":(... Czyli znowu moja wina;).

Innym razem, bawimy sie, laskoczemy i podszczypujemy... Ami udaje, ze sie obraza i oskrazycielskim tonem mowi do mnie: " Nie szczyp mnie bo mi polamiesz kosci, i umre. I juz nie bedziesz miala swojej malej slodkiej dziewczynki (sweet little girl). Czy tego wlasnie chcesz mami?;)

Drama queen, primadonna i aktorka dramatyczna w jednej osobie:).

23:44, ezydorek , Życie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 stycznia 2012

Ajaj... ziewam i zmeczona jestem jak nie wiem. Co za dzien.

Fakt, ze wczoraj pozno poszlismy spac, a do tego usnac nie moglam. Sluchalam sobie Jarockiej, jej pieknego glosu, prostych, ale zapadajacych w ucho Kawiarenek, Motyli, itp. Szkoda, ze odeszla. Wielki talent... jeszcze mogla nam pospiewac. No i tak sobie nucilam Jarocka, a wiadomo od Jarockiej zaplatalam sie w okolice Jantarki, Geppert, itd. Od piosenki do piosenki wedrowalam sobie po YouTube, az zrobila sie 1 w nocy...

Rano nie bylo "zmiluj". Trzeba jechac do pracy. Ratowalam sie mocniejsza niz zwykle kawa. Hub przygadywal, ze "moze wlaczyc ci Jarocka";).

Poniedzialki nie sa moim ulubionym dniem tygodnia. Ciezko pozbierac sie po weekendzie, ktory obfitowal w typowe wydarzenia: szkoly, zebrania, odwiedziny.

W niedziele byla u nas znajoma Amelci z rodzicami. Dzieciaki szalaly na gorze, a my rozmawialismy sobie bardzo przyjemnie. Po raz kolejny jestem pod wrazeniem ile podobienstw mamy z ludzmi z zupelnie odmiennych (jak by sie wydawalo) kultur. Znajomi to Koreanczycy, ktorych coreczka chodzi z Ami na chinski. Bardzo fajni. Rozmawialismy o dzieciach, pracach, Stanach, Texasie. Okazuje sie, ze maja dokladnie takie same dylematy jezeli chodzi o szkole dla dzieci, zajecia dodatkowe, nauke chinskiego, etc.  I poznali sie w Niemczech (tak jak my), i lubia Europe (tak jak my) i oczywiscie lubia Azje (tak jak my), i.... lubia kaszanke... tak jak my:). Okazuje sie, ze kaszanka jest typowym daniem koranskim...i... polskim. Wieczor uplynal nam bardzo milo... i chyba zyskalismy nowych przyjaciol.

23:14, ezydorek , Życie
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 16 stycznia 2012

Wjechal juz na perony  "pociag bylejaki" o nazwie 2012.... ze swistem, gwizdem i cala pompa.  I przepelniony.... mnostwo pracy w pracy, sporo wydarzen w domu. W pracy jeszcze nerwowo, z dusza na ramieniu otwieram email codziennie i neurotycznie sprawdzam czy nie przyjda kolejne pogrozki. Poza tym rozwiazuje problemy, doradzam, odradzam, pisze, poprawiam, rejestruje i uczestnicze w tysiacach zebran. Po raz kolejny stwierdzam, ze uwielbiam moja prace, uwielbiam szybkie tempo, lubie uczuc sie nowych rzeczy. Nadal ekscytuja mnie wydarzenia w Azji-regionie, za ktory odpowiadam. Na nude nie narzekamy...

W domu, organizujemy nasze zycie od nowa. Do rozkladu zajec doszly nam dwa wieczory, w ktore Hub bedzie uczyl. A tak, tak... mamy profesora w domu. Mysle, ze zasluguje to na osobny wpis..

2012 na dobre juz rozgoscil sie w kalendarzu, ktory trzeba otworzyc bylo szeroko i zaczac planowac caly rozklad jazdy na 2012. Szeroko otworzylismy rowniez oczy ze zdzwiwienia ile rzeczy nas czeka w 2012. Moje sarkastyczne alter ego wyrywa sie zeby dodac, ze szeroko rowniez trzeba bedzie otworzyc portfele, zeby temu wszystkiemu sprostac... ale co tam... pieniadze nie sa najwazniejsze.

Na razie 2012 mknie expressem do nastepnej stacji. Za nami juz polowa stycznia. Nawet nie zdazylam zrobic postanowien noworocznych. Normalnie o tej porze to juz je lamalam... wiec chyba jestem "do przodu";). Postanowienia beda standardowe: mniej jesc, wiecej sie ruszac, nie przygadywac, nie zrzedzic, nastawic sie pozytywnie i pelna para dotrzec do stacji koncowej, by przy lampce sylwestrowego szampana  uslyszec zbawienne "pociag skonczyl bieg";).

18:06, ezydorek , Życie
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 stycznia 2012

Jak juz wspominalam Ami chodzi do polskiej szkoly. I szkola urzadzala (jak co roku zreszta) Jaselka. No i Ami zalapala sie na udzial w Jaselkach. Byla pastuszkiem. Nauczyla sie ladnie roli, i calkiem niezle szlo jej na probie... na wystepie nie za bardzo wiedziala co zrobic z mikrofonem, wiec zaczela nim "machac" i nie za bardzo bylo slychac co mamrocze pod nosem... Ogolnie wystep jednak udany, choc jak to z dzieciakami bywa nie obylo sie bez wpadek. Ami chyba nie do konca zdawala sobie sprawe z tego co sie dzieje, bo pytala mnie pozniej czemu na probie bylo tyle ludzi;). Musialam jej wytlumaczyc, ze to byl wlasnie wystep....

Generalnie mamy za soba pierwszy prawdziwy wystep na duzej scenie, z oswietleniem, muzyka i mikrofonem... co jak sie okazalo, dla wielu dzieciakow bylo dosyc stresujace.

Ami wygladala przeuroczo w stroju pastuszka i w goralskim kapeluszu i chetnie pozowala do zdjec po wystepie. Dzieciaki uzbieralamy na Jaselkach calkiem sporo sumke, za ktora zabierzemy je wszystkie do kina... moze nawet wystarczy na lody;?

20:31, ezydorek , Życie
Link Dodaj komentarz »

Nowy rok nie zaczal sie dla nas zbyt dobrze. Na mnie, jak grom z jasnego nieba, gruchnely problemy w pracy. Cale szczescie, ze nie z praca ale w pracy. Pewne sprawy sluzbowe zaczely ocierac sie o zycie prywatne, ktos za duzo weszy, straszy.... nic przyjemnego.
W naszym ohiowskim domu "wybuchla" pralka... o czym poinformowala nas nasza lokatorka-Lisa... ktora generalnie przepraszala nas, ze stara pralka przysporzyla jej troche strachu... coz czeka nas spory wydatek na nowy zestaw pralkowo-suszarkowy.
Do tego wczoraj pozeganalismy mame i Stasia. Dolecieli juz szczesliwie do domu, sa szczesliwi, ze sa u siebie. U nas pozostal pusty dom:( Amelus dopytuje sie kiedy Wandzia wroci.... i kto gotowal obiad... i jak mama to ona nie chce;).

Na dodatek musimy porobic pewne plany na dalsza czesc roku, zdecydowac czy/kiedy jedziemy do Polski, co zrobic z Ami na lato, gdzie ja poslac do szkoly w przyszlym roku,  zastanowic sie kto sie nia zajmie w czasie 2-tygodniowej przerwy swiatecznej, etc. Wszystko to dosyc stresujace.

Niech juz sie te zle nowiny skoncza, niech zacznie sie ten "dobry" nowy rok.

20:23, ezydorek , Życie
Link Komentarze (1) »
piątek, 30 grudnia 2011
Nie zdazylam wpisac nawet zyczen swiatecznych. Dobrze, ze zdazylam przed nowym rokiem. Zycze wiec wszystkim przyjaznym duszom, wspanialego Nowego Roku! Niech zrealizuja sie plany, ziszcza marzenia. Nie przejmujmy sie tym na co nie mamy wplywu, a skoncentrujmy sie na tym co wazne: rodzinie, przyjaciolach, wszystkich, tych drobnostkach, ktore ukladaja sie w mozaike zwana zyciem. WSZYSTKIEGO DOBREGO!!!!

zdjecie: http://mojekartki.eu/631_ekartka_zyczenia_na_nowy_rok.html

00:12, ezydorek , Życie
Link Komentarze (4) »
środa, 21 grudnia 2011
Podroz sluzbowa przywiala mnie do Montrealu. To moja pierwsza wizyta w Quebec i w Montrealu. Mialam pewne wyobrazenie o tej frankofonskiej czesci Kanady...rzeczywistosc je zweryfikowala.
Pierwsze wrazenia z podrozy z lotniska do centrum to.... jakbym byla w Katowicach: pelno fabryk i generalnie przemyslowy "feel".
Centrum nawet ladne, nawet Europejskie... szkoda tylko ze lalo i bylo pieronsko zimno, wiec nie moglam w pelni podziwiac urokow miasta.
Montreal oczywiscie na niepogode i mrozne zimy jest przygotowany i cale zycie odbywa sie "pod ziemia", gdzie znajduja sie niezliczone centra handlowe, restauracje, etc. Tam wlasnie spedzilam poniedzialkowe przedpoludnie. Nastawilam sie oczywiscie na szalone zakupy, europejskie marki, francuski design... Rozczarowalam sie bardzo, bo wiekszosc sklepow to amerykanskie Gapy, Banany, etc. Pozostale rzeczy to "chinszczyzna", ktora mozna genearlnie dostac wszedzie... Nie ma sensu zawozic "drzewa do lasu" wiec, obylam sie "smakiem".
Nabylam tylko kilka "szaliczkow" i.... kosmetyki "Inglota". Tak, tak w Montrealu jest sklep firmowy Inglota. Tak, tak tego samego Inglota co to go pamietam sprzedawali w kiosku na rogu za pare groszy. Teraz Inglot ma salony na calym swiecie, w eleganckich mallach, a ceny... coz, tez eleganckie... odezwal sie we mnie sentymentalny klient i nabylam cienie i szminki.
Caly moj "fun" skonczyl sie  w poniedzialek tuz po lunchu, bo caly wieczor i wtorek spedzilam pracujac... negocjujac ugode z naszym bylym pracownikiem i zastepem jego prawnikow.... sprawa zalatwiona.
Generalnie za malo widzialam miasto zeby miec jakies wyrobione zdanie i chetnie wroce tu w lecie jak bedzie cieplo i pewnie o wiele przyjemniej.
Poniewaz bylo pieronsko zimno (jak szybko sie zapomina), pracowalam (dosyc ciezko) a do tego przeziebiona jestem jak zdechly kociak... nie bede wspominac tego pobytu z rozrzewnieniem...i chetnie (oj bardzo, bardzo) wroce do domku, do moich... i chetnie sie zajme przygotowaniami do swiat.

04:34, ezydorek , Życie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 grudnia 2011

Piatkowe popludnie/wieczor zapowiada sie ciekawie. Jeszcze tylko dokoncze kilka dokumentow, wysle kilka emaili... i juz mnie nie ma. Przyjezdza po mnie "rodzinka" i jedziemy swietowac Hubowe okragle urodziny.... na zyczenie jubilata w Meksykanskiej Restauracji.

Wczesniej jednak "rodzinka" wpadnie do mnie do biura, pozna moich ludzi, zobaczy gdzie spedzam 80% mojego zycia. Ot, taka atrakcja turystyczna...;)

Hubowi z calego serca zyczymy wszystkiego naj, naj, naj... i wznosimy toast Margarita za pomyslnosc i powodzenie...

100 Lat!!! Cmok!!!!

00:31, ezydorek , Życie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 grudnia 2011

Ugoscilam dzisiaj moich wspolpracownikow polskim lunchem. Przynioslam pierogi (rozne rodzaje), golabki, duszona czerwona kapuste, salatke jarzynowa a na deser upieklam "szarlote" (wyrosla mi jak Karpaty). Zajadali sie wszyscy, komplementow zebralam co niemiara. Musialam oczywiscie, zgodnie z prawda, wyjasnic wszystkim, ze to moja mami tak smacznie gotuje. Podziekowaniom dla gotujacej mamy nie bylo konca. Oczywiscie wszyscy chcieli dowiedziec sie jakie mamy tradycje swiateczne, co jemy, kiedy otwieramy prezenty, etc. Okazuje sie, ze nie jest to az tak inne jak by sie wydawalo. Wiele osob, pochodzacych z roznych krancow Stanow, tez swietuje Wigilie (bardziej niz Boze Narodzenie), oraz ma swoje rodzinne tradycje, ktore nawiazuje troche do Europejskich.
Zapoczatkowalismy chyba w ten sposob sezon swiateczny. Wierzyc sie nie chce, ze swieta juz za pasem. U nas w domu, swiatelka juz zawieszone i choinka ubrana... reszte dekoracji..."malymi susami" skonczy sie w tygodniu;).

22:53, ezydorek , Życie
Link Dodaj komentarz »

Wyjezdzajac pewnego pieknego ranka z garazu, zle oszacowalam odleglosc miedzy drzwiami garazu a samochodem i "zahaczylam"..... calym bokiem. Nie ma na kogo zgonic, nie ma zadnego racjonalnego wytlumaczenia... ot baba za kierownica..... tym sposobem pogielam caly bok samochodu. Myslalam, ze moze sie "wyklepie", pomaluje i jakos to bedzie.... okazuje sie, ze trzeba wymienic caly blotnik (w/g mnie to dobre pol boku samochodu)....Jezdzilismy caly piatek po warsztatach szukajac chetnego do naprawienia szkody.... trzba bedzie auto odstawic na tydzien i zaplacic kupe kasy. Jakby mi tego jeszcze brakowalo  przed Swietami:(.

Piatek mial byc przeznaczony na zakupy swiateczne.  A tymczasem...wiekszosc piatku spedzilismy w warsztatach samochodowych. Bogu dzieki za Amerykanskie szalenstwo zakupowe i wydluzone godziny sklepow.... o 10:30 wieczorem wyszlismy nareszcie z zabawkowego z poczuciem dobrze spelnionego obowiazku i koszykiem pelnym prezentow....I dodam, ze nie bylismy ostatnimi klientami, zabawkowy zamykaja bowiem o 1 nad ranem!

17:53, ezydorek , Życie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 78
statystyka