Hub Edi

O nas, o zyciu, o podrozach. O wszystkim i o niczym. Baczne obserwacje otaczajacej nas rzeczywistosci. Blogowe zapiski dla potomnosci na dlugie zimowe wieczory.

Wpisy

  • wtorek, 26 kwietnia 2016
    • Antosiowy Pamietnik

      7 tygodni za nami. Antosia zmienia sie, rosnie. To juz nie jest ten noworodek co przesypia 20 godzin na dobe. Oczka otwarte sa teraz coraz czesciej, pojawily sie placzki, marudzenie. I tylko niezmiennie noce sa spokojne. Antosia z dnia na dzien bije rekordy, ostatnio przespala nawet 7 godzin.

      Za nami tez kilka wyjsc "do ludzi";). Zabralam Antosie do pracy. Zawiezlismy pyszne nalesniki i salatki na lunch i wspolnie spedzilismy sobie troche czasu w moim biurze.  Na poczatku Mala troche poplakiwala. Cale szczescie za chwile usnela i dala mi spokojnie porozmawiac z szefem i wspolpracownikami. Bylo fajnie i milo, wszyscy juz czekaja na moj powrot. Chociaz nikt tego na glos nie powiedzial, rozumiem, ze chca zebym juz wrocila i odciazyla ich w pracy.

      Jako, ze pogoda jest naprawde przepiekna, cale niedzielne popoludnie spedzilismy w ogrodzie botanicznym. Sceneria przepiekna, kwitnace kwiaty, drzewa i mnostwo atrakcji dla dzieci. Antosia niestety (a moze stety) przespala cala wyprawe, zdecydowanie sluzy jej swieze powietrze.

      IMG_4627

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Antosiowy Pamietnik”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 kwietnia 2016 19:46
  • czwartek, 14 kwietnia 2016
    • Macierzynski w praktyce

      Jestem na macierzynskim. To w zasadzie pierwszy raz kiedy zrobilam sobie przerwe w pracy i jestem w domu. Cale 10 tygodni. Teoretycznie powinnam spacerowac z wozkiem i dochodzic do siebie. Teoretycznie powinnam zwolnic tempo, przekierowac mysli na nowa sytuacje rodzinna, poczytac poradniki i nadrobic seriale. Teoretycznie powinnam miec na wszystko czas i tego czasu jest rzeczywiscie sporo.

      W praktyce wyglada to jednak tak, ze zaganiana jestem strasznie, momentami bardziej niz wtedy gdy pracowalam.  I chyle tutaj czapki z glow przed dziewczynami, ktore nie pracuja zawodowo a zajmuja sie dziecmi. I nie wyobrazam sobie jak mozna ogarnac taka trojke czy czworke maluchow, szczegolnie jak sie nie ma pomocy. Ja pomocy mam sporo (mama, tesciowie) i jedna mala kruszynke do obslugi, a zajeci jestesmy wszyscy na maxa.

      Fakt,  w miedzyczasie zalatwiamy mnostwo innych spraw. Ogarniamy przeprowadzke tesciow, kontenery i cala biurkokracje zwiazana ze zmiana miejsca zamieszkania. Nawet przy dosyc sensownej amerykanskiej biurokracji jest tego mnostwo: ubezpieczenia, rejestrajce samochodow, zmiana dokumentow, banki, urzedy etc. Wiekszosc z tych rzeczy trzeba zalatwic osobiscie i swoje odstac w kolejkach. Tak, do takich wlasnie urzedow, w naszej okolicy sa niesamowite kolejki.

      Troche czasu pochlania mi praca - probuje w miare byc na biezaco, sprawdzam wiec emaile, odpowiadam, czasem podrzuce jakis dokument, czasem pokieruje sprawe na wlasciwe tory... i nie wiadomo kiedy caly ranek mija.

      Na swoja obrone dodam, ze probuje troche czasu spedzic z Mala. Zdaje sobie sprawe, ze czas tak szybko leci i jak wroce do pracy nie bede miala mozliwosci dlugich spacerow czy zwyczajnego nacieszenia sie Antosia. Staram sie wiec troche tego czasu jej poswiecic. Rowniez Amelia korzysta z mojej obecnosci w domu. Odwiedzam ja w szkole na lunch, a dwa dni w tygodniu przyjezdza autobusem po szkole prosto do domu. Dzieki temu mozemy zrobic cos fajnego, np. sesje zdjeciowa lub chocby na spokojnie odrobic lekcje. Luksusem staje sie rowniez na spokojnie zjedzony obiad (przygotowany przez babcie) czy zwyczajne ganianie po osiedlu w trakcie tygodnia.

      Polowa macierzynskiego za mna. Wiem, ze czasu nie da sie zatrzymac i za chwile bede juz szykowala sie do powrotu do pracy. W miedzyczasie jednak postaram sie odhaczyc jeszcze kilka projektow, ktore sobie na ten czas zaplanowalam, jak np. scrapbooki, porzadkowanie dokumentow czy szaf. I ciesze sie, ze mam mozliwosc chociaz przez te kilka tygodni obserwowac jak rosnie i rozwija sie nasza Antosia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Macierzynski w praktyce”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 kwietnia 2016 04:39
  • piątek, 08 kwietnia 2016
    • Wieczor Etiopski

      W sobote mielismy okazje uczestniczyc w ciekawym wydarzeniu na uniwerku Huba. Studenci, ktorzy wrocili wlasnie z Etiopii, przygotowali Gale dla Etiopi i- impreze charytatywna polaczona z wieczorem wspomnien z podrozy. Zbierali pieniadze dla kilku fundacji, ktore lecza ludzi w Etiopii.  Na impreze przylecial z Waszyngtonu wyslannik Ambasady Etopiskiej, zjechali sie dziekani, kadra profesorska oraz sympatycy Etiopii. Wieczor byl naprawde super a impreza profesjonalnie przygotowana i prowadzona. Hub mial w tym spory udzial, ale glowny ciezar organizacyjny pociagneli studenci i kudos wielkie dla nich za swietna organizacje. Nie tylko przyjemnie spedzilismy wieczor, ale takze wspomoglismy fundacje pomagajace biednym i chorym w Etiopii. Milo bylo posluchac wykladu  ambasadora czy obejrzec prezentacje studentow, ktorzy dzielili sie wspomnieniami z wyjadu do Etiopii. Bylo rowniez pyszne, etiopskie jedzenie, wystepy zespolow etiopskich, tradycyjna ceremonia parzenia kawy oraz kilka innych atrakcji. Profesor Z - jak nazywaja Huba studenci, brylowal na salonach i chetnie dzielil sie wspomnieniami z wyjazdu oraz prowadzil czesc imprezy. Generalnie, udany wieczor. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wieczor Etiopski”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 08 kwietnia 2016 05:55
    • Etiopia

      Hub ledwo zdazyl przywiezc nas ze szpitala do domu po urodzeniu i juz pakowal torby na wyjazd do Afryki. Polecial ze studentami do Etiopii. Byli tam 10 dni, odwiedzili mnostwo firm, uniwersytetow, zwiedzili najwazniejsze zabytki i miejsca historyczne. Przywiezli mnostwo zdjec, niezapomniane wrazenia oraz.... klopoty zoladkowe;).

      Etiopia to ciekawy kraj. Jest jeszcze sporo biedy, ale kraj przechodzi transformacje. Mnostwo sie buduje, powstaja nowe drogi, biurowce, szkoly. Ciekawe jest to, ze glownie w Etiopii inwestuja teraz Chinczycy. Maja oczywiscie w tym swoj interes, gdyz sila robocza jest naprawde tania. Przecietny pracownik fabryki zarabia ok. $60/mc. Nic wiec dziwnego, ze etiopskie fabryki skladaja/montuja teraz chinskie produkty i wysylaja dalej w swiat.

      Studenci byli bardzo zadowoleni z wyjazdu. Przezyli wprawdzie dosyc spory szok kulturowy, ale ogolne wrazenia mieli bardzo pozytywne. Narzekali jedynie na tempo wycieczki. Kilka wizyt w firmach dziennie, do tego przemieszczanie sie po kraju, godziny spedzone w autokarach, na lotniskach - program byl naprawde bardzo napiety. Etiopczycy to bardzo przyjazny i goscinny narod. Wszyscy byli zachwyceni tym, jacy mili sa ludzie.

      Jeden z profesorow na wydziale Huba jest Etiopczykiem - byl to wiec dla niego powrot do domu. Habte wyjechal z Etiopii ponad 40 lat temu. Co ciekawe, prawie 10 lat spedzil w... Polsce, gdzie studiowal i robil doktorat. A takze poznal zone;). Razem wyemigrowali do Stanow ponad 20 lat temu. Hub poznal go w pierwszych dniach pobytu w Dallas. Jakiez bylo zdziwienie, gdy Etiopczyk odezwal sie do niego plynna polszczyzna. Od tamtej pory przyjaznimy sie z Habte i z Malgosia, a teraz tak sie zlozylo, ze panowie rowniez razem pracuja na jednym wydziale.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Etiopia”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 08 kwietnia 2016 05:44
    • Pierwszy Miesiac Antosi

      W przygotowaniu mialam wpis na 10 dni , a tu zdalam sobie sprawe, ze dzisiaj mija juz miesiac odkad Antosia jest na tym swiecie.

      Tak nam szybko ten czas leci. Juz w miare ustabilizowala sie rutyna karmieniowo-pieluchowa. Juz przyzwyczailam sie do wstawania w nocy. Pogoda jest przepiekna, sporo czasu spedzamy wiec na spacerach. Pierwsze tygodnie to rowniez sporo wizyt kontrolnych u lekarza, badan, pobierania krwi, etc. W tych pierwszych dniach mialam wrazenie, ze nie wychodze od lekarza, ciagle tam bylismy. Antosia  stracila sporo wagi po urodzeniu, co jest normalne. Zajelo jej az 3 tygodnie zeby wrocic do wagi z dnia urodzenia. Pediatra chciala monitorowac sytuacje i widziec nas co kilka dni. Stad te czeste wizyty. Teraz jest juz w tzw. normie, wiec i wizyt mniej.

      Antosia powoli zaczyna coraz rozumniej patrzec na swiat. Pojawiaja sie pierwsze grymasy, usmieszki - jeszcze nie do konca swiadome. Ten maly szkrab wnosi do naszego zycia mnostwo radosci.IMG_4592

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „ Pierwszy Miesiac Antosi”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 08 kwietnia 2016 05:13
  • czwartek, 31 marca 2016
    • Pierwszy dzień naszego nowego życia

      Fajnie wraca sie do domku. Tym fajniej, że przynosimy ze sobą małe zawiniątko, które już na zawsze z nami zostanie. Antosia wprowadziła się do naszej sypialni, która na chwilę obecną zamieniła się w pokoik dla noworodka. Jak już opadły pierwsze emocje, rozpakowaliśmy manatki, a Antosia zajęła miejsce w łóżeczku, zaczęłam rozmyślać jak to wszystko będzie. Szczerze mówiąc nie wiedziałam od czego zacząć układać nasze nowe życie. Obiecałam dać sobie kilka dni na ogarnięcie nowego rozkładu dnia i przede wszystkim na dojście do siebie. Łatwo mi to sobie obiecać bo w domu mam pomoc w postaci teściów i Mamy. Mogłam więc sobie spać, odpoczywać i zajmować się Malutką. Nic innego mnie nie obchodziło. Piersze dni i noce to jeden zlepek czasu. Życie kręci się wokół dziecka - od karmienia do karmienia. W międzyczasie jest przewijanie, bekanie, ściąganie pokarmu. I cykl zaczyna sie od nowa. Na glębsze przemyśenia i zastanawianie się jak właśnie zmieniło się nam życie nie ma raczej czasu. Przy drugim dziecku, podejście jest też zupełnie inne.  Już nie ma tej obawy czy damy rade i jak damy rade. Przecież daliśmy już raz radę, Amelia wyrosła nam na zdrową, fajną dziewczynkę, jest więc nadzieja, że i z Antosia sobie jakos poradzimy;).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Pierwszy dzień naszego nowego życia”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 marca 2016 06:11
    • Sisters

      Ciekawe jakie te siostrzyczki beda mialy relacje w przyszlosci... na razie jednak Amelia totalnie stracila glowe dla mlodszej siostry. Pojawiaja sie wprawdzie momenty zazdrosci i chec zwrocenia na siebie uwagi, ale ogolnie, Ami nie moze przejsc obok Malej zeby jej nie ucalowac i poprzytulac.

      107

      115

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Sisters”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 marca 2016 06:10
    • Poród

      Wszystko przebiegło pomyślnie. Jako, że miałam zaplanowaną cesarkę nie było zaskoczenia w stylu – wody odchodzą w środku nocy. Pojechaliśmy spokojnie rano do szpitala. Od momentu przekroczenia progu szpitala, uruchomiła się machina dobrze zorganizowanej procedury porodowej. Na początek umieścili nas w sali przedoperacyjnej. Jedna po drugiej wchodziły i przedstawiały się pielęgniarki, asystentki, lekarze. Każdy zadawał mnóstwo pytań, oglądał moją kartę,  coś dopisywał. Natychmiast podłączyli mnie do aparatur mierzących tętno dziecka, moje ciśnienie, etc. Zanim sie dobrze rozpoznałam w sytuacji już byłam podłączona do kroplówki i jeszcze jakichś aparatów. Korowody personelu przewijały się przez moją salę, aż wreszcie zaproszono mnie na spacer w seksownej koszulce szpitalnej z rozcięciem z tyłu;). Całe szczęście nie wędrowaliśmy daleko, więc pewnie tylko kilka osób zdążyło zobaczyć przebłyski mojego gołego tyłka;). Celem wycieczki byla rzecz jasna sala operacyjna. Tutaj znieczulili mnie porządnie – chyba aż za bardzo bo na chwilę zrobiło mi się slabo i niedobrze. Nie miałam nawet siły się poskarżyc, że coś jest nie tak, ale chyba wyraz mojej twarzy zdradzał moje samopoczucie bo natychmiast podłączyli mi drugą kroplówkę, po której juz za chwilę poczułam się lepiej. Ciało moje podzielone zostało w tym momencie na pół: jedna połowa nieruchoma, nic nieczujaca oddzielona została zieloną kotarą od drugiej, coś tam czującej, trochę przestraszonej, trochę “przymulonej”.  Dołem zajął sie mój doktorek, który do pomocy wziął sobie koleżankę po fachu oraz sztab pielęgniarek. Góra zajął sie anastezjolog, który nie wiadomo skąd i kiedy pojawił się, jak już znieczulona leżałam na stole. Zażartował  tylko, że on naprawdę jest lekarzem a nie ciekawskim, który wstąpił z ulicy na cesarkę. Anastezjolog-Wesołek zaprosil Huba do przesunięcia się za kotarę w celu lepszego miejsca widokowego, ale Hub grzecznie z opcji oglądania moich flakow z bliska zrezygnował i zajął honorowe miejsce u moich głów. Jak już mnie obstukali i ponakłuwali i upewnili się, że nic nie czuję, zaczęło się. Pielęgniarka pilnująca mojej górnej połowy ciała, co chwile wsadzała nos za kotarę i relacjonowala mi przebieg opercji. Niewiele pamietam, ale nie trwało to długo zanim z uśmiechem oświadczyła, że teraz będzie “Baby”;). Ogłosili czas urodzenia: 12:41  i natychmiast zrobiło się poruszenie. Kilkanaście osób sprintem ruszyło do akcji odbierania Malutkiej, a po krótkiej chwili usłyszałam cichutki płacz Antosi. Płacz, na który tak bardzo czeka każda matka. Poruszenie trwało. Bieganie, ważenie, mierzenie, wykrzykiwanie wymiarow we wszelkich formatach miar i wag – funty mieszają się z gramami, a incze z  centymetrami. Co chwile każdy pyta każdego o czas narodzin. W tle słyszę odliczanie narzędzi i śmiech mojego doktorka. Coś tam do mnie docierało, ale niewiele. Hub już trzyma Malutką na rękach i przytula mi ją do twarzy. Po policzkach płynęły nam łzy radości, wzruszenia, ulgi. Grupa “pediatryczna” przejęła Małą by zrobić swoje, a z glośnika w sali nagle rozległo się “Happy Birthday”. Przez chwile myślałam, że mi się to śni, ale wszyscy śmiali się i podśpiewywali, więc stwierdziłam, że to chyba naprawdę tu grają. Cała ta scena zupełnie surrealistyczna: ja z rozciętym brzuchem, płacz dziecka w tle, a z glośników sączy się kiczowate “Happy Birthday” – miało to jednak swój niepowtarzalny urok.

      Doktorek triumfalnie zakończył zabieg, przybiegł w moje wezgłowia z gratulacjami i przypozował do zdjęcia z Małą. Fajnego mam gina. Spokojny, na luzie. Mamy niemalże kumpelskie relacje, co w sytuacjach stresujacych zdecydowanie pomaga. Anastezjolog-Wesołek zaczął odłączać mnie od monitorów i kroplówek w biegu dyktując notatki pielęgniarce, która wprowadzała dane do komputera. Zanim sie obejrzałam już turlali mnie na inne łóżko i wywozili do Sali po-operacyjnej. Cały zabieg zajął  im nieco ponad godzinę. Wydaje mi się, że to rekordowy czas. Moja poprzednia Cesarka trwała ponad 2 godziny.

      Na sali po-operacyjnej leżałam ok. 2 godziny. Cały czas jedna pielęgniarka zajmowała się mną, a druga dzieckiem. Mała cały czas była przy mnie i wszelkie badania, pomiary, pobieranie krwi, etc. odbywało się przy moim  łóżku i mogłam wszystko obserwowac, a Hub mógł Malutką trzymać na rękach, co jakiś czas kładąc ją na mnie na tak ważny I zalecany “skin-to-skin contact”. Bardzo mi się to podobało.

      Wreszcie przewieźli nas do mojej Sali. Tutaj znowu, jedna pielęgniarka zajmuje się mną, a druga dzieckiem. Na tym początkowym etapie jest sporo badań, pomiarów, pytań, rozmów, etc. Jako, że ja jestm nadal nieruchoma od pasa w dół, co chwile zaglądajaca do mnie pielęgniarka staje się najlepszym przyjacielem. Hub w tym czasie pojechał po rodzinkę, która niecierpliwie czekała na “sygnal”, że wszystko jest OK i że można przyjeżdżać.

      Pierwsze spotkanie Amelii z siostrzyczką- bezcenne. Ami była zachwycona i zauroczona jak malutkai cudna jest Antosia. Delikatnie dotykała jej malutkich rączek i całowała maluśką główkę. Teściowie i Mama też wzruszeni i podekscytowani. Cudowne chwile i Bogu dziękuję, że mogłam dzielić je z najbliższymi.

      Reszta pobytu w szpitalu przebiegła spokojnie. W kolejne dni odwiedzali nas znajomi, codziennie przychodzili dziadkowie, Hub nocowal z nami pierwsza noc, a później kursowal między pracą, domem a szpitalem próbując pogodzić tatusiowanie z przygotowaniami do wyjazdu do Etiopii za kilka dni. Ami, jako, że miala właśnie ferie, przebywała sporo ze mną w szpitalu, choc szczerze mówiac trochę się tam nudziła. Po 4 dniach wyszłysmy z Malutką do domu.

      Jestem po raz kolejny pod wielkim wrażeniem obsługi w szpitalu, warunków, serdeczności personelu i całego świetnie zorganizowanego systemu opieki nad matką i dzieckiem. Większość pielęgniarek była cudowna, matczyna, chętna do pomocy o każdej porze dnia i nocy.  Z Michelle, która towarzyszyła mi przez 3 dni, wiemy chyba o sobie wszystko, przegadałyśmy sporo czasu. Powrót do zdrowia napewno staje się łatwiejszy, gdy wszystko zorganizowane jest aby wszystko ci ułatwić i trochę nawet “rozpieścić”.  Wszystko podane pod nos, posiłki wybierane z karty jak w najlepszej restaruacji, non-stop zmieniana pościel isprzątany pokój, spełnianie każdej zachcianki, jak budyń w środku nocy (bo nie można brać leków na pusty żołądek) czy gorąca herbata bo nagle zrobiło mi sie zimno.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 marca 2016 06:04
  • niedziela, 13 marca 2016
    • Antonia Cecilia

      Tyle jest do opisania, tyle do opowiedzenia, tyle emocji wiaze sie z tym wielkim wydarzeniem w naszym zyciu. Postaram sie jakos to uporzadkowac i opisac. Tymczasem zamieszczam pierwsze zdjecie naszego skarbu, malej Antosi, ktora przyszla na swiat 7-go Marca, 2016. Cale 3700 g i 50 cm szczescia i milosci:IMG_4547

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Antonia Cecilia”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      niedziela, 13 marca 2016 22:33
    • Ostatnia Prosta

      Ostatnie tygodnie ciazy minely super szybko. Cale szczescie czulam sie w miare dobrze i moglam obrabiac biezaczke w pracy i w domu. Jak to w bajkach bywa, w pracy tuz przed odejsciem fura roboty. Chcialam podgonic i zostawic sprawy w miare pokonczone lub na przyzwoitym etapie, zeby bylo latwo sie zorietowac jak ktos za mnie przejmie. A to wiadomo wiazalo sie z siedzeniem do poznych godzin czy nadrabianiem w domu. W ostatnim dniu w pracy, uprzatnelam tylko biurko, przekazalam akta kolezance, wyslalam raport do szefa i z satysfakcja zamnkelam komputer i wlaczylam zawiadomienie "out of office".

      W domu tez sporo przygotowan. Niby czlowieczek maly, niby niewiele potrzebuje, ale nagle caly pokoj zastawil sie pudlami, pudelkami, hustawkami, stoliczkami, etc. Dzieki posilkom, ktore przybyly z Polski i z Ohio, wyrobilismy sie ze wszystkim, choc wiele rzeczy robione bylo w ostatniej doslownie chwili.

      Gdy przyszedl poniedzialek rano - dzien wyznaczonej cesarki, czulam sie gotowa. Wiadomo, ze emocje siegaja zenitu i cale to oczekiwanie nagle staje sie rzeczywistoscia. Jechalam do szpitala z glowa pelna pytan, jak to bedzie, jaka bedzie ta nasza wyczekana coreczka, jak potoczy sie sam zabieg, jak bede znosila rekonwalescencje, etc.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Ostatnia Prosta”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      niedziela, 13 marca 2016 22:26

Kalendarz

Maj 2016

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Autorzy

Kanał informacyjny

stat4u