Hub Edi

O nas, o zyciu, o podrozach. O wszystkim i o niczym. Baczne obserwacje otaczajacej nas rzeczywistosci. Blogowe zapiski dla potomnosci na dlugie zimowe wieczory.

Wpisy

  • wtorek, 16 grudnia 2014
    • Urodziny u-rodziny!

       

      Hub dzisiaj swietuje urodziny. Jeszcze nie okragle juz nie 18-te;). Szykuje sie wiec uroczysty wieczor z tortem i szampanem. Najwiekszym prezentem bedzie dla niego jednak fakt spedzenia tegorocznych urodzin z cala rodzina, bo jego rodzice sa juz u nas i rozpieszczaja nas na maxa. Tato dekoruje dom na swieta, mama wyrecza mnie w kuchni szykujac  przysmaki  od samego rana. Nie zartuje. Dzis na sniadanie byly racuszki z jablkami. Mila odmiana od codziennych platkow z mlekiem;).

      Tymczasem zyczymy Hubowi 100 Lat w zdrowiu i pomyslnosci i przesylamy ponizsze madrosci zyciowe, pod ktorymi podpisujemy sie calym sercem!!!!

                                                                     -Edi & Ami-

      lifeistooshorttowakeupwithregrets1

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 grudnia 2014 22:23
    • Arizona 2014

      Tuz przed Swietem Dziekczynienia wybralismy sie do znajomych do Phoenix. Amelia byla podekscytowana wyprawa i nie mogla sie doczekac kiedy pozna cala czworke dzieciakow znajomych. Phoenix przywitalo nas cudowna pogoda, jeszcze letnia w zasadzie, sporo czasu spedzilismy wiec na swiezym powietrzu. I dalismy tym razem rade dojechac do Sedony -  najpiekniejszego chyba miejsca w Stanach. Sedona polozona jest wsrod czerwonych skal, dosyc wysoko w gorach. Takie Amerykanskie Zakopane;). Zanim zjechalismy na dol do miasteczka na kolacje, spedzilismy caly dzien lazac po gorach. Nie byly to jakies wysokogorskie wspinaczki bo mielismy ze soba 5-ro dzieciakow, ale za to byly to prawdziwie dzikie i nieodkryte sciezki. Dzikie na tyle, ze sciezke trzeba bylo sobie "budowac" samemu. Jezeli na drodze pojawila sie rzeka, to trzeba bylo sobie zbudowac mostek z kamieni i drewna aby przeprawic sie na druga strone. Jezeli kolejna rzeka okazala sie zbyt szeroka na zbudowanie mostku, to trzeba bylo zdjac buty i przejsc przez lodowata rzeke na drugi brzeg. Myslalam, ze bedzie marudzenie i narzekanie, ale dzieciaki byly tak zafascynowane przeszkodami i cala wyprawa, ze trzymaly sie nad podziw dzielnie. Przyznam, ze i ja mialam sporo frajdy, a ze okolica byla naprawde przeurocza, a towarzystwo przednie - byl to jeden z fajniejszych dni ostatnich miesiecy. Juz dawno tak fajnie sie nie bawilam.

      Samo Swieto Dziekczynienia minelo nam na przygotowaniu uroczystej kolacji oraz biesiadowaniu z naszymi kochanymi przyjaciolmi oraz ich przyjaciolmi, ktorzy dojechali do nas na kolacje. Kolejny dzien jeszcze spedzilismy sobie na samych przyjemnosciach. Kobietki pojechaly sobie na kawke i zakupy,panowie zabrali dzieci do parku wodnego, a co niektorzy nawet zalapali sie na poranna runde golfa. Zyc -  nie umierac;).

      Ciezko bylo zostawic nam Karoline i Lukasza i ich gromadke. Na pocieszenie zrobilismy juz wstepne plany na wiosenne spotkanie w Texasie.

      Arizona_Collge

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 grudnia 2014 22:01
    • Nadrabiam

      Siedze, gapie sie w ekran i zatanawiam sie, jakby tu w jednym wpisie nadrobic ostatnie poltora miesiaca;). Nic madrego do glowy mi nie przychodzi, moze napisze wiec po kolei.

      Listopad minal w mgnieniu oka. Tak naprawde to mogloby go nawet w tym roku w kalendarzu nie byc i tak bym nie zauwazyla. Pamietam jeszcze Halloween, a pozniej byl juz grudzien. W miedzyczasie jednak zdazylismy przyjac gosci u nas oraz sami zagoscic u znajomych w Arizonie.

      W weekend przed Thanksgiving mielismy swego rodzaju  reunion. Po latach spotkalismy sie w dawnym, Clevelandzkim gronie. Przylecieli do nas znajomi z Cleveland wlasnie - Zaneta i Paul wraz z trojka przeuroczych maluchow. Przyjechali rowniez znajomi z Houston, ktorzy przez ostatnie 4 lata mieszkali w Paryzu i wlasnie przeniesli sie do Texasu. Spedzilismy sobie cudowny weekend, nadrabiajac zaleglosci, spacerujac po miescie, wspominajac stare dobre czasy oraz snujac plany na przyszlosc. Zawsze powtarzam, ze takie spotkania dodaja mi skrzydel i sprawiaja wiele przyjemnosci. Uwielbiam nasze wspomnienia,wspominanie jak kolejno rodzily sie dzieci, jak spotykalismy sie swietujac male sukcesy czy analizujac porazki. Z prawdziwymi przyjaciolmi jest tak super wlasnie, ze mimo, ze nie widzimy sie latami, jak usiadziemy razem przy stole, czujemy sie jakgdybysmy rozstali sie wczoraj. Nic sie nie zmienilo. Podobnie zareagowaly na siebie dzieciaki. Mimo, ze nie widzialy sie dlugi czas, zwyczajnie zaczely sie razem bawic. Ciekawe bylo porownywanie wychowywania dzieci we Francji i tuaj. Nasluchalismy sie sporo o francuskich szkolach i calym francuskim zapleczu socjalnym. Na chwile zatesknilam za Europa. Znajomi jednak podkreslaja, ze w Paryzu zyje sie trudniej niz w Stanach i caly ten na pozor idealny system zabezpieczen socjalnych tez ma swoje wady i ograniczenia. Jako miasto do odwiedzenia, natomiast, Paryz oczywiscie nie ma sobie rownych. Czyli, jak wszedzie -  wady i zalety. Tak wiec fantastyczny weekend za nami, mam nadzieje, ze zobaczymy sie w podobnym gronie wkrotce.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 grudnia 2014 18:25
  • poniedziałek, 10 listopada 2014
    • Andrzejkowe Wrozby

      Wprawdzie w Polsce coraz mniej juz slyszy sie o Andrzejkach, za to u nas, stalo sie to juz niemalze tradycja, ze organizujemy impreze Andrzejkowa, jak ta w miniona sobote. Jest to doroczna impreza charytatywna, w czasie ktorej zbieramy fundusze na dzialalnosc naszej szkoly. Oprocz zyskow z biletow, zarabiamy na wszelkie mozliwe sposoby. Bylo wiec lanie wosku, loteria fantowa, byla aukcja prac dzieciecych oraz “Tarocistka”, ktora z przymruzeniem oka przepowiadala parom “sypialniana” przyszlosc. Hub zaciagnal mnie na te wrozby, tylko nie wiem jakim cudem, zamiast tego jakie to fanfary czekaja mnie w sypialni dowiedzialam sie, ze czeka mnie “odplyw gotowki”;-). Na spelnienie wrozby nie trzeba bylo dlugo czekac. Jednoczesnie gdy my dowiadywalismy sie o naszej karcianej przyszlosci, odbywala sie aukcja prac dzieciecych i nie tylko. Jednym uchem sluchalam wiec wrozb, a drugim licytowalam dzielo pt. “ Blizej Nieokreslona Abstrakcja” autorstwa mojej pierworodnej oraz piekna fotografia Warszawy, na ktora mialam chrapke. I jak to w bajkach bywa, nie za bardzo zwarcajac uwage na to co mowie , rzucalam jakies tam blizej nie przemyslane sumy. Summa summarum dosyc szybko zostalam szczesliwym posiadaczem owych dziel – a z portfela poplynela gotowka;). Wrozbe wiec uwazam za spelniona i zadnych powazniejszych uszczerbkow nie przewiduje;).

      Reszta wieczoru uplynela na wspolnej zabawie, milych rozmowach i wspolnym biesiadowaniu. Jedzenie bylo przepyszne – tradycjyne polskie dania domowej roboty – co oczywiscie jest rarytasem tutaj.

      Z perspektywy uczestnika bawilam sie fajnie i mam nadzieje, ze takie odczucie mieli pozostali. Z perspektywy organizatora wydaje mi sie, ze odwalilismy kawal dobrej roboty a i dochod zapowiada sie niezly, wiec tez zdecydowanie na plus. Takie imprezy to naprawde mnostwo roboty, bo chcac zaoszczedzic jak najwiecej pieniedzy, wszystko robimy sami: dekoracja sali, przygotowanie stolow, jedzenie, zakupy, a pozniej sprzatanie i niekonczace sie pudla, pudelka, pudeleczka noszone z gory na dol i z dolu na gore. No ale oplacalo sie. Kolejna udana impreza za nami.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Andrzejkowe Wrozby”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 listopada 2014 23:45
  • piątek, 07 listopada 2014
    • To i Owo Halloween-owo

      Halloween juz odprawiony w tym roku. Ami zadecydowala, ze jakims tam wampiro-czarodziejem zostanie na ten dzien. W sumie to mi na reke bylo, bo wybor stroju trwal cale 2 minuty - po prostu wzielysmy pierwszy lepszy z wieszaka i okazalo sie, ze pasuje. Jak co roku spotkalismy sie z sasiadami na malym pre-party, a potem cala grupa ruszylismy na powolny obchod osiedla. Dzieciaki od drzwi do drzwi biegaly, co chwile porownujac cukierkowe "Lupy". Gdy juz koszyki zrobily sie tak ciezkie, ze nie dalo sie ich niesc, a na liczniku wybilo chyba z 10 kilometrow.... Ami laskawie zgodzila sie, zeby zakonczyc impreze. Tym bardziej, ze czekal nas jeszcze Halloweenowy wieczor u znajomych. Motywem przewodnim byly w tym roku Lata 80-te!!! Nasze kostiumy byly tak szalone jak te lata: neonowe bluzki, ostry makijaz, getry, legginsy, kolorowe spodnie. Nie jestem wielka fanka wszelkiej masci balow przebierancow, ale przyznam, ze te nasze doroczne imprezy sprawiaja mi frajde. Najwieksza  - podziwianie kreatywnosci moich znajomych w doborze kostiumow -  pelna profeska. Obfotografowalismy sie z kazdej mozliwej strony, coby dziela te uwiecznic;) Muzyka z tamtych czasow plynaca z glosnikow nastarajala do wspomnien wokalistow, piosenek, pierwszych pojawiajacych sie teledyskow, listy przebojow Radiowej Trojki, etc. Jakze czasy zmienily sie pod tym wzgledem. Pod koniec wieczoru zgarnelismy nasza "Wampirke", bo na stojaco zasypiala po wszystkich tych Halloweenowych atrakcjach w szkole, na osiedlu i na imprezie;)

       

      Halloween_141

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „To i Owo Halloween-owo”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 07 listopada 2014 23:14
  • wtorek, 28 października 2014
    • Chinszczyzna

      Moje dziecko pochwale dostalo w Chinskiej Szkole. Test napisalo najlepiej w klasie, a dodam, ze jest jedynym bialym dzieckiem. W nagrode test wywieszono na tablicy na korytarzu -  co jak na warunki Amerykanskie, gdzie wszystko jest tajne przez poufne -  jest ewenementem;. O tym jak ciezko jest jakakolwiek pochwale dostac w Chinskiej Szkole juz pisalam. Predzej cukierka dostaniesz niz dobre slowo... mentalnosc chinska pod tym wzgledem podobna jest do polskiej (z moich czasow), czyli dziecka nie ma co za bardzo chwalic, bo moze sie w glowie poprzewracac;) A poza tym zawsze mozna jeszcze cos zrobic lepiej, nie? W tym wypadku nic juz nie dalo sie wiecej zrobic, Ami roztrzaskala test i zadania dodatkowe i zdobyla 112 punktow na 100:).

      Dumnam z mojego dziecieca, bo chinski to jest chyba jedyna rzecz, z ktora ona radzi sobie sama, bo ja jej za bardzo nie pomoge;) Hub okiem profesorskim prace domowa nadzoruje, slowka w slowniku wynajduje i troche jej pomaga, ale boimy sie, ze i jego umiejetnosci juz powoli sie koncza;). Duzo pracy Amelie ten chinski kosztuje, tym pochwala bardziej zasluzona. Mam nadzieje, ze bedzie to dobra motywacja do dalszej pracy i ze chinski przestanie juz byc "glupim chinskim";).

      Test

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Chinszczyzna”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 października 2014 23:03
  • wtorek, 21 października 2014
    • Enrique

      Nie zebym przechodzila jakis kryzys wieku sredniego, ale raz na jakis czas lubie poudawac nastolatke;) Na przyklad tak jak w piatek kiedy wybralismy sie na koncert Pitbull-a i Enrique Iglesiasa. Super, superasny koncert, a nawrzeszczalam sie i nawyginalam jak nastolatka wlasnie;). Ale co mialam ubaw, to moje... no i moze jeszcze ludzi dookola, ktorzy tylko dyskretnie (lub mniej) zerkali co tez te, nie pierwszej mlodosci, jak by nie bylo laski wyprawiaja. A nam sie po prostu chcialo tanczyc i spiewac, bo muzyka byla swietna... do tanca porywajaca.

      W drugiej czesci koncertu Enrique zabawial publicznosc, serwujac wodke w kieliszkach i opowiadajac historie swojego zycia. I tak jakos ckliwie sie zrobilo i romantycznie, ze przy kolejnej cudnej balladzie.... lzy stanely mi w oczach... no nastolatka mowie pelna para.;). Ale wieczor fajny, wesoly, beztroski.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Enrique”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 października 2014 23:13
  • wtorek, 14 października 2014
    • Jesien

      Jesien u nas objawia sie chlodnymi porankami i wieczorami. Oprocz ostatnich kilku dni, w ciagu dnia nadal jest goraco. Smiesznie wygladaja liscie gdzieniegdzie zmieniajace kolory, gdy nadal chodzi sie w krotkim rekawie. Coz, Texas.

      Przy okazji testow na alergie, dowiedzialam sie, ze mam chroniczne zapalenie zatok. Ot, tak po prostu caly czas chodze sobie z infekcja i nawet o tym nie wiem. Od czasu do czasu stan sie pogarsza i wtedy choruje (lub wydaje mi sie, ze dopiero wtedy) i biore antybiotyk. Ostatnio co raz czesciej, a obecnie, od 2 miesiecy jestem na antybiotyku praktycznie non-stop:(. Lekarz postraszyl astma i utrata wechu i zaaplikowal kolejna 14 dniowa kuracje: antybiotyk+steryd. Nie musze chyba dodawac co sie dzieje z moim zoladkiem i ogolnie z odpornoscia. Lekarz podsumowal, ze zabic mnie to nie zabije, ale zycie uprzykrzy. Bosko:(
      Jak co roku, wybralismy sie do miejscowego ogrodu botanicznego na "dynie". Pieknie tam jest! Ze znajomymi spedzilismy sobie pol niedzieli na lonie natury, podziwiajac dekoracje z dyn oraz rozkoszujac sie sloneczkiem, cudna roslinnoscia i wlasnym towarzystwem.

      dallasarboretumbotanicalhttp://www.tripadvisor.com/Attraction_Review-g55711-d140769-Reviews-Dallas_Arboretum_Botanical_Gardens-Dallas_Texas.html

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Jesien”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 14 października 2014 18:59
  • sobota, 11 października 2014
    • Biwak

      Zorganizowalismy ze szkola polska biwak dla naszych rodzin. Impreze chyba mozna uznac za udana skoro najwytrwalsi spiewali przy ognisku do piatej nad ranem;). My musielismy sie troche wczesniej ewakuowac bo na niedziele mielismy mnostwo rzeczy zaplanowanych, do tego ja tuz po zapaleniu oskrzeli, a Ami tuz po wyjeciu nogi z buta ortopedycznego-wiec moze to nie najlepszy zestaw do spania w namiocie;). Szkoda nam bylo bardzo, Ami nawet sie z tego powodu obrazila na "smierc i zycie";), ale coz, czasem tak bywa.

      Dzieciaki mialy frajde pobiegac po krzakach, niektorzy plywali w jeziorze czy kajakami. Wieczorem rozaplilismy ognisko, smazylismy prawdziwa polska kielbase -  co tutaj jest rarytasem. Najpiekniejsza rzecza dla mnie byly wspolne spiewy przy ognisku. Dwoch cudownych gitarzystow przygrywalo, a my ryczalysmy do ksiezyca.;) Repertuar byl baaaardzo zroznicowany -  od typowych obozowych "Plonie Ognisko" do Starego Dobrego Malzenstwa. Od "Jagodek" do "O Moj Rozmarynie";)/ Dzieci nasze z szeroko otwartymi oczami przygladaly sie co te matki i ciotki wyprawiaja i skad znaja tysiace piosenek. Sama sie dziwie, ale przy dzwiekach gitary  jakos tak same slowa sie przypominaly. Mysle, ze talentu wystarczyloby aby zalozyc chor z prawdziwego zdarzenia;).

      Swietne sa takie spotkania. Mielismy okazje poznac sie bardziej wzajemnie, szczegolnie zintegrowac z nowymi rodzicami, ktorych w tym roku sporo nam doszlo. Mysle, ze dzieciaki beda mialy fajne wspomnienia. Nie chcemy, zeby szkola kojarzyla im sie tylko ze zmudna praca, dyktandami i praca domowa. Chcemy przekazac im  troche tradycji, zwyczajow czy chocby polskiej piosenki. Mysle, ze ogniska i wszelkiego rodzaju wyjazdy sa ku temu swietna okazja.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Biwak”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      sobota, 11 października 2014 00:28
  • piątek, 03 października 2014
    • Wizyta

      W zeszly weekend mielismy gosci. Przyjechala kolezanka z Luizjany ze swoja siostrzenica, ktora przyleciala do niej na wakacje z Polski. Posmialysmy sie troche, bo roznicy pokolen nie da sie juz ukryc. Zaskoczona bylam jakie powazne podejscie do zycia maja dzisiejsi dwudziestoletni. Mysle, ze wiaze sie to z nieograniczonym dostepem do informacji i swiata, jaki maja. Objechalismy wiec roznego rodzaju atrkacje turystyczne Dallas i Fort Worth, tradycyjne zakupy, a wieczorem wraz z moimi znajomymi wyszlysmy na babski wieczor do klubu. Bylo fajnie, choc po raz kolejny uswiadomilam sobie roznice wieku i poczulam sie naprawde staro:(. Malowana Lala przy wejsciu z namaszczeniem przygladala sie dacie urodzenia "Mlodej". Trzepoczac dlugimi, sztucznymi rzesami w glowie przeliczala ile Mloda ma lat. Po jakiejs minucie poddala sie i zapytala, ile ty masz lat. Czekalam tylko, jak zaraz wyciagnie kalkulator zeby obliczyc;). Na nasze daty urodzin nawet nie zerknela -   rzucila tylko wzrokiem na "starsze panie":) i gestem pokazala, ze mozemy wejsc.

      W niedziele kolejna rundka po miescie, zaliczylismy Latino Festival i objazdowke po centrum miasta a na koniec dnia klapnelismy w nowej srodziemnomorskiej knajpce przy hummusie i pieczonym kurczaku. Mysle, ze dziewczynom sie podobalo. Lubie takie wizyty zaprzyjaznionych dusz. Mozna posiedziec, pogadac, powspominac stare czasy, a przy tym jest na luzie, bez stresu. Naprawde fajnie sobie odpoczelam i oderwalam sie od codziennosci. Przy okazji docenilam, ze mieszkamy w naprawde fajnym miejscu z mnostwem atrakcji, piekna pogoda i ciekawymi miejscami do zobaczenia.

      Dallas Skyline

      Photo courtesy of http://doubletree3.hilton.com/en/hotels/texas/doubletree-by-hilton-hotel-dallas-near-the-galleria-DALVVDT/index.html

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wizyta”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 03 października 2014 18:39

Kalendarz

Grudzień 2014

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Wyszukiwarka

Autorzy

Kanał informacyjny

stat4u