Hub Edi

O nas, o zyciu, o podrozach. O wszystkim i o niczym. Baczne obserwacje otaczajacej nas rzeczywistosci. Blogowe zapiski dla potomnosci na dlugie zimowe wieczory.

Wpisy

  • wtorek, 08 lipca 2014
    • Falowanie i Spadanie

      Za nami dlugi weekend. W ostatniej chwili zmienily nam sie radykalnie plany na weekend wiec improwizowalismy na biezaco. Zamiast zwiedzania miasta z kolezanka, ktora miala nas odwiedzic, zabralismy sie za nadrabianie zaleglosci w domu. Zamiast lezenia w SPA, lezelismy przed telewizorem nalogowo ogladajac Breaking Bad [http://pl.wikipedia.org/wiki/Breaking_Bad]. Nie wiem czy ten serial jest juz w Polsce, ale goraco polecam. Bardzo ciekawy i oczywiscie (jak wiekszosc seriali) wciagajacy. Pojezdzilismy troche na rowerach i nadziwic sie nie moglismy, ze pogoda taka piekna w tym roku. Nie ma upalow, wieczorki sa chlodne, ok. 19 jest juz idealnie na rower. Uprawiamy wiec cowieczorny rowering;)

      4 Lipca, jak na Amerykanskie swieto przystalo, spedzilismy grillujac z sasiadami i ogladajac pokazy fajerwerkow.

      Dlugi weekend, tylko z nazwy jest dlugi, w rzeczywistosci minal jak z bata strzelil. Siedzac dzisiaj przy biurku mam wrazenie, ze w ogole od niego nie odeszlam, ze non-stop gapie sie w komputer, albo wisze na telefonie. Chyba wypalam sie powoli, bo wszystko przychodzi mi dziesiec razy wolniej. Ku zyciu trzyma mnie tylko wizja piatkowego wyjazdu do Las Vegas. Coz, falowanie i spadanie;)

      Ami tymczasem rozpoczela pol-kolonie i zdala mi raport, ze pierwszy dzien byl bardzo fajny. Na moje pytanie, co robila w weekend, odpowiedziala: "robilysmy z babcia maly shopping:)"... coz angielsko-jezyczna dusza pokazuje czasem swoje rogate oblicze;). 27 dni do powrotu:).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Falowanie i Spadanie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 lipca 2014 00:17
  • środa, 02 lipca 2014
    • Polmetek

      Juz prawie polowa pobytu Ameli w Polsce. Oprocz kilku pierwszych dni, ktore byly ciezkie pod wzgledem przestawienia sie czasowo-klimatycznego, Ami bawi sie swietnie. Obecnie spedza czas z Dziadkami (rodzicami Huba), ktorzy tez przebywaja w PL. Z raportow jakie nam zdaja, wyglada na to, ze Amelia ma mnostwo atrakcji. Jezdza prawie codziennie na jakies fajne wycieczki po Krakowie i okolicach. Byli w Bieszczadach, Nowym Targu, byli na splywie Dunajcem, byli nad Jeziorem Zywieckim, Gorze Zor, Ojcowie.... ty tyle co pamietam. Na porzadku dziennym sa wyjscia do parku wodnego czy przejadzki dorozka na Krakowskim Rynku. I tylko muzemu w Sukiennicach, ponoc niewypal, bo Ami pod ziemia sie boi, a do tego wystawa  o Holokauscie nie przypadla jej do gustu;). Z tego tez powodu odpuscili sobie Wieliczke. Ciesze sie, ze Mysia tak fajnie sie bawi. Cudownie mi sie z nia rozmawia, jej polski jest fantastyczny, slownictwo rozwinelo sie niesamowicie. Po raz kolejny utwierdzam sie w przekonaniu, ze te wyjazdy do Polski sa swietne, Amelia uczy sie tylu nowych, innych rzeczy. Mysle, ze dobrze wplywa to na jej rozwoj.

      W sobote Ami wraca do mojej Mamy, a od poniedzialu zaczyna polkolonie. Jezeli beda tak fantastyczne jak w zeszlym roku, to Amelka znowu bedzie miala mnostwo wrazen i atrakcji.

      Po wielkich debatach i dyskusjach, odpuscilismy sobie jednak wyjazd na kolonie. Amelia, o ile na poczatku zachwycona byla tym pomyslem, o tyle w miare zblizajacego sie wyjazdu ogonek podkulila i stwierdzila, ze nie chce jechac. Zaluje troche, ze zmienila zdanie, ale nie chce jej na sile wysylac. Sama idea kolonii czy obozow jest swietna i mysle, ze Ami, jak juz bedzie gotowa emocjonalnie, chetnie bedzie na takie imprezy jezdzila. W tym roku jest chyba jeszcze na to niegotowa. Coz, nic na sile.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Polmetek”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      środa, 02 lipca 2014 17:35
  • środa, 25 czerwca 2014
    • Weekendowy Wypad - Luizjana

      Na weekend wybylismy z miasta. Pojechalismy w odwiedziny do kolezanki, ktora mieszka w sasiadujacej z nami Luizjanie - ok. 3 godziny drogi od nas. I bardzo ciesze sie, ze sie wyrwalismy z domu bo spedzilismy sobie przeuroczy weekend. Spotkalismy sie juz z samego rana w umowionym miejscu nad jeziorem Caddo, skad wyplynelismy lodka na iscie bajkowa przejazdzke. Dookola rozposcieraly sie widoki i klimaty z filmow w stylu "Harry Potter". Tajemnicze zaulki, rechotanie zab, do tego przecudne drzewa tworzyly przefajna atmosfere i widoki. A my plywalismy sobie wygodna lodka, oddajac sie rozmowom i podziwianiu widokow. Poniewaz blox nie pozwala mi wrzucac moich zdjec, posilkuje sie internetem... ponizej link do jeziora:

      https://www.google.com/search?q=harry+potter&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=oRCrU7nzOdSlyASYz4HoBA&ved=0CE4QsAQ&biw=1024&bih=710#q=caddo+lake&tbm=isch

      Po "rybnym" lunchu w lokalnej knajpce wrocilismy do Shreveport, gdzie kontynuowalismy wizyte. Wieczorem wybralismy sie do "dzielnicy rozrywki", czyli kasyn, z ktorych slynie Shreveport. Wybor padl na "Margariteville"  - jedno z nowszych kasyn. Ze o hazardzie wiemy tyle co slon o balecie, smiechu mielismy co niemara udajac "zawodowcow" i sprytnie obserwujac graczy dookola. Okazuje sie, ze o ile latwo zalapac zasady "jednorekiego bandyty", nie tak latwo podpatrzec jak ludzie graja w pokera czy inne gry karciane... tam jednak obowiazuja zasady:). Skupilsmy sie wiec na wrzucaniu jednodolarowek do kolejnych automatow. Zanim sie nie obejrzelismy przegralismy $50 i stwierdzilismy, ze przegrac wiecej juz nie bedzie tak zabawnie. Wolelismy poogladac sobie ludzi z tarasu saczac sobie, jak na miejsce przystalo, Margarity.

      Niedzielny poranek uplynal na na kolejnych godzinach rozmow przy kawce i sniadanku. Po poludniu wrocilismy do domu, zgodnie stwierdzajac, ze byl to swietny weekend i chetnie przygode z Luizjana powtorzymy. Dzieki Wiolus za cudowne przyjecie i wszystkie atrakcje.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Weekendowy Wypad - Luizjana”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      środa, 25 czerwca 2014 20:26
  • środa, 18 czerwca 2014
    • Wakacyjny update

      Ami nareszcie (po prawie tygodniu!!!!!!!!!!!!!!) zadomowila sie w Polsce. Nareszcie przestawila sie na polski czas, nareszcie chodzi spac o normalnej porze, nareszcie dzien jest dniem, a noc noca. Uff... po obydwu stronach oceanu odetchnelismy z ulga. Szkoda mi jej bylo, jak nie mogla zasnac, plakala i tesknila za domem. Naprawde chcialabym, zeby fajnie spedziala sobie czas w Polsce. Cale szczescie jest juz lepiej. Ami swiergotala mi dzisiaj do telefonu jakie to fajne rzeczy robi u babci, jak to z dziadkiem po bulki rano pojechali rowerem, jak sasiadka paznokcie jej maluje bo jutro "Boze Cialo"...:) Duzo czasu spedza u kolezanki Ewy, z nia jezdzi na basen i "wyzywa" sie na trampolinie. W sobote przylatuja tesciowie, wiec Ami czeka kolejne 2 tygodnie atrakcji, wycieczek i milego spedzania czasu z dziadkami w Krakowie i okolicach. Tesknimy za Mysia, ale cieszymy sie, ze fajnie jej w Polsce. Bedzie miala co wspominac.

      W pracy sie jakby troszeczke uluznilo (oby nie zapeszyc), wiec nadrabiam sobie zaleglosci, ale sie nie przemeczam. Czekam z niecierpliwoscia na weekend bo zapowiada sie fajnie. W piatek ide na impreze charytatywna, gdzie glowym gosciem programu bedzie znana aktorka Viola Davis (np. z filmu The Help), a caly dochod z imprezy przenaczony jest na walke z przemoca domowa. Pokrece sie troche w wyzszych sferach, poogladam sobie ludzi z pierwszych stron gazet i Dallasowska smietanke, glownie prawnicza, a przy okazji moja firma wesprze szczytny cel. I wilk syty i owca cala. Wieczorem wychodzimy na kolacje ze znajomymi, a na weekend wyjezdzamy do kolezanki do Luizjany. Wiem, ze dopiero sroda, ale zyje juz weekendem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wakacyjny update”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      środa, 18 czerwca 2014 18:50
  • piątek, 13 czerwca 2014
    • Czy mozna zapomniec o dziecku? Mozna.

      Polska wstrzasnela historia malej dziewczynki z Rybnika, ktora tata zostawil w samochodzie w czasie upalow. Ojciec poszedl do pracy, zapomnial o dziecku. Dziecko na skutek wysokiej temperatury zmarlo.Tragedia na wielu plaszczyznach. Ojciec (ktory obecnie przebywa w zakladzie psychatrycznym) juz pewnie nie wyjdzie z tej sytuacji zdrowy. Pod znakiem zapytania jest jego dalsze zycie zawodowe i malzenstwo. Jednym slowem: nic juz nie bedzie tak jak przedtem. Opinia publiczna natychmiast wydala wyrok na ojcu: winny umyslnego spowodowania smierci! Jak mozna bylo zostawic dziecko i o nim zapomniec? Wydaje sie to niemozliwe, ale po glebszym przeanalizowaniu sytuacji okazuje sie, ze nie jest to takie niewiarygodne. Tak jestesmy zaganiani, zapedzeni, zapracowani, ze funkcjonujemy jak roboty. W glowie mamy zaprogramowane codzienne trasy: praca-dom-praca. Nasze mysli ciagle kraza wokol niezalatwionych spraw domowych czy zawodowych. Nie chce nikogo rozgrzeszac, ale naprawde jestem w stanie wyobrazic sobie jak moze dojsc do takiej tragedii. Mysle, ze kazdy z nas mial w zyciu sytuacje, ze skrecil nie tam gdzie trzeba, ze zostawil samochod pod sklepem, ze zatrzasnal kluczyki w samochodzie, etc. Jasne, ze nie mozna porownywac tego z zostawieniem dziecka, ale chodzi mi  przedstawienie schematu, ze stajemy sie ofiarami wlasnych nawykow, a te w polaczeniu z ciaglym brakiem czasu, spieszeniem sie i zbyt wieloma obowiazkami tworza nieciekawa mieszanke: poddajemy sie rutynie, bezwiednie wylaczajac myslenie i tracac czujnosc.

      Ciekawie komentuje powyzsza sytuacje pewien bloger tutaj. Inny ciekawy artykul na temat sily naszych przyzwyczajen na portalu natemat.pl.

      Historia niestety nie jest jedyna. W goracym Texasie gdzie mieszkamy, takie historie slyszy sie niemalze kazdego dnia. Osobiscie znam przypadek ojca, ktorego aresztowano, bo na "minutke" wskoczyl do sklepu zostawiajac w samochodzie niemowlaka. Przechodnie (ludzie tutaj sa bardzo czujni na te kwestie) natychmiast zaalarmowali policje i chlopaka zaaresztowali. Nic sie nie stalo dziecku na szczescie, ale facet mial mnostwo klopotow, zeby z sytuacji sie wyplatac, lacznie z codziennymi wizytacjami pan z osrodka pomocy spoleczniej, o kilkutysiecznym rachunku dla adwokata nie wspominajac.

      Ta historia nie ma puenty. Jest tylko ludzka tragedia w wielu wymiarach. I smutna refleksja, ze jestesmy tylko ludzmi, ze wszystkimi wadami tego gatunku.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Czy mozna zapomniec o dziecku? Mozna.”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 13 czerwca 2014 00:38
  • środa, 11 czerwca 2014
    • Lato, lato...

      No i.... odjechaly.....Ami z kolezanka i jej corcia, znaczy sie. Wczoraj wieczorem Ami poleciala na vacay do Polski;). Jeszcze lapka machnela na pozegnanie, (za)ciezki plecak zaladowala na plecy, pod pacha scisnela pluszaka i wyruszyla w droge. Juz wiemy, ze dotarla szczesliwie na druga strone lustra;). Rozmawialam z nia, ale nie za wiele zrozumialam bo buzie miala zapchana bulka z budyniem;). Generalnie jest OK, podroz bez przygod, chociaz Ami niewiele spala, wiec byla wykonczona.

      Mysle, ze pierwsze dni, jak zwykle, beda ciezkie i spodziewam sie telefonow w srodku (mojej) nocy. Mam tylko nadzieje, ze Mysia szybko sie przestawi i bedzie korzystala z wakacyjnych atrakcji, jakie ja czekaja.

      Wrocilismy z Hubem do pustego, cichego domu:( Brakuje mi tej malej "katarynki:(. Juz wiem, ze bede bardzo tesknila. Zaczynam odliczanie- jeszcze 53 dni!!!!Zaczelismy tez snuc plany na nasze lato. Na razie zapowiada sie interesujaco: w planie mamy kilka weekendowych wyjazdow po okolicy, dlugi weekend w Las Vegas i wczasy w Mexico jak Meli wroci z Polski.

      Generalnie lato mozna oficjalnie uznac za rozpoczete.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „ Lato, lato...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      środa, 11 czerwca 2014 23:44
  • środa, 04 czerwca 2014
    • Koniec Koncow

      Dluugasne przerwy mi sie miedzy tymi wpisami robia. Gdzie te czasy, kiedy czlowiek prawie co wieczor usiadl i cos skrobnal. Bije sie w piersi bo blog zaniedbany, tak jak zreszta wiele innych dziedzin mojego zycia. No, ale pchamy do przodu. Juz prawie na finiszu jestesmy roku szkolnego. Ostatni tydzien, a w piatek zakonczenie roku. Uczenia sie jest juz w szkole niewiele, raczej gry-zabawy-pikniki. Dzieciaki juz jedna noga na wakacjach, wiec skupienie sie i cierpliwosc raczej nie wchodzi w gre.

      Konczymy wiec kolejny rok szkolny. Za nami kolejne "zakonczenia":

      1. Ami miala finalowy wystep z pianina. Poszedl jej calkiem niezle. Akurat tak sie zlozylo, ze tego dnia przylecieli do nas rodzice Huberta, wiec Ami miala caly rzad publicznosci. Wszyscy klaskali glosno, niektorzy nawet bardzo;). Ami wprawdzie troche sie denerwowala, ale otuchy dodala jej pani nauczycielka, ktora dzieciom pomagala, przekrecala kartki, etc. Na koniec, dzieciaki tradycyjne otrzymaly dyplomy i upominki, ale i tak najwieksza atrakcja wystepu dla naszego Lasucha byl poczestunek;).

      2. Zakonczylismy rowniez rok szkolny w Chinskiej naszej akademii. I jak na akademie przystalo, dzieci na koniec roku przygotowaly piekny wystep - przekroj wszelkich talentow: byly wiec piosenki, recytacja wierszy, male przedstawienie, pokazy kung-fu, a nawet wystepy pan nauczycielek. Te ostatnie spotkaly sie z naprawde goracym odbiorem publicznosci bo panie pieknie tanczyly i spiewaly, do tego zaprezentowaly sie w ludowych strojach chinskich. Ami o glowe przewyzszajaca dzieci w swojej klasie, machala pomponami w rytm skocznej chinskiej piosenki. Jako "egzotyczne zwierzatko"  reprezentujace jasnoskora mniejszosc, Ami doczekala sie "rozkladowki" w lokalnej chinskiej gazetce:). Ku pamieci.

      3. Dobiegl rowniez konca i rok szkolny w naszej Polskiej Szkole. Na zakonczenie roku, dzieciaki zaprezentowaly teatrzyk kukielkowy o Czerwonym Kapturku, i choc niektorym mylilo sie czy to mial byc Kapturek czy Kopciuszek, przedstawienie bylo fantastyczne;). Dumna bylam jak paw z tych naszych dzieciakow, pieknie mowiacych po polsku. Dumna bylam z naszej organizacji. Cos co budowalismy naprawde od zera, od spotkania w malej salce, uroslo teraz do rangi prawdziwej szkoly. Olbrzymia sala nie byla w stanie pomiescic dzieciakow, rodzicow i dziadkow. Az cieplo sie na serduchu robi.

      4. A w piatek zakonczenie roku w Amiskowej normalnej szkole. Tez ma byc jakis wystep. Postaramy sie aby reprezentant rodziny sie zjawil, zdjecia cpyknal, Ami poklaskal;). Pierwsza klasa za nami, az trudno w to uwierzyc.

      Za tydzien moja Mysia wylatuje do Polski na zapowiadajace sie cudownie wakacje. Ostatnie jeszcze tylko dylematy rozwiazujemy, czy wyslac ja na kolonie (takie prawdziwe, z dala od domu) czy nie. Przerabiamy wlasnie mase argumentow za i przeciw. Czy Ami gotowa jest na samodzielne 10 dni poza domem? Czy da sobie rade emocjonalnie? Ale o tym juz w nastepnym odcinku;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Koniec Koncow”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      środa, 04 czerwca 2014 21:41
  • wtorek, 20 maja 2014
    • FOMO

      Natknelam sie na ciekawy artykul na temat pewnej (juz) formy uzaleznienia od technologii, fejsbukow, i temu podobnych. Tak wlasnie sie kiedys nad tym zastanawialam, czy cala ta otaczajaca nas technologia, wszechobecne media czy potrzeba przeliczania "lajkow" na "fejsie",  nie jest forma jakiegos uzaleznienia. Ot i okazuje sie, ze zjwisko to zostalo juz to zdiagnozowane, odpowiednio nazwane i zakwalifikowane jako "choroba cywilizacyjna"."Fear of Missing Out" (FOMO) objawia sie ciagla potrzeba bycia na biezaco i obawa, ze cos mozna przeoczyc. Stad tez potrzeba bycia podlaczonym do sieci 24/dobe, potrzeba posiadania kont na wszelkiego rodzaju portalach spolecznosciowych, potrzeba dzielenia sie ze swiatem najdrobniejszym szczegolem z codziennego zycia.

      Mysle, ze kwestia jak najbardziej na czasie. Kwestia dotykajaca, w mniejszym lub wiekszym stopniu, wielu z nas. Z reka na sercu przyznam, ze i u siebie zauwazylam kilka objawow;),  Przyznam, ze lubie byc "podlaczonym", denerwuje sie, jak nie mam internetu czy zasiegu. Lubie od czasu do czasu zerknac na FB  i poogladac co tam ciekawego dzieje sie u znajomych, w swiecie czy jakie tam nowe przepisy robia furore na Pinterescie;). Na usprawiedliwienie i pocieszenie dodam, ze nadal potrafie zyc bez internetu, nadal rozmawiam ze znajomymi przez telefon i nadal uwielbiam interakcje w realu;).

      Ciekawie opisuje to zjawisko, objawy, etc. ponizszy artykul. Polecam wszystkim, ktorzy, podobnie jak jak, zastanawiaja sie, czy czegos przypadkiem nie przegapia gdy pojda spac;)

      http://natemat.pl/48385,boisz-sie-ze-przegapisz-ten-artykul-mozesz-cierpiec-na-fomo-wywiad  

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „FOMO”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 maja 2014 20:22
  • poniedziałek, 12 maja 2014
    • Nowojorski Weekend

      Majowy wypad do NYC. Z okazji komunii bratanka, wybralam sie do Nowego Jorku. Lubie to miasto. A konkretniej, lubie odwiedzac to miasto. Mieszkanie tam nie dla mnie, ale zabawic sie w turystke na 3 dni- fantastycznie.

      Komunia odbyla sie uroczyscie, komunista w eleganckim gajerku i uwierajacym krawacie, ale spisal sie dzielnie a prezentowal przeslicznie. Sporo bylo swietowania: pre-party - Kosciol - Obiad - After-party - After-after Party i uwienczenie dnia na Times Square i Meat Packing district - dzielnicy barowo-rozrywkowej (dorosli sami rzecz jasna;)). Na komunie przylecieli tez znajomi z Polski (chrzestny bohatera cermonii) wiec nie obylo sie bez wspomnien, smiechu i przyjaznych "wytyczek". Uwielbiam takie spotkania, przenioslam sie myslami jakies 20 lat do tylu, do naszych eskapad, imprez, wspolnych znajomych...

      W niedziele odwiedziny kuzynki i fantastycznie spedzony czas. Czemu tak jest, ze fajni ludzie, z ktorymi nam sie tak dobrze gada musza mieszkac tak daleko. Oczywiscie stanelo na obietnicy wzajemnych odwiedzin i czestszych kontaktow.

      Wieczorem przemiescilam sie na Manhattan, do znajomej.  Pani Doktor najpierw "dorwala" sie do mojej buzi, przeleciala laserem, narosle jakies powypalala, powycinala, botoksik wstrzyknela tu i owdzie i juz siedzialysmy w jej apartamencie z widokiem na Central Park i pily wino. Znieczulenie powoli ustepowalo, zaczynalam zdawac sobie sprawe, ze wlasnie mialam kilka zabiegow na raz. Dowodem byla oczywiscie moja napuchnieta, zaczerwieniona twarz, a pocieszeniem obietnica doktorki, ze z kazdym dniem bedzie coraz lepiej;). Tak, zajelo mi mniej wiecej tydzien dojsc do siebie, ale efekty sa zadawalajace wiec nie narzekam.

      Poniedzialek mialam caly dla siebie. O 9 bylam juz w Central Parku na dlugasnym spacerze z coreczka kolezanki. Reszte czasu spedzilam na drobnych zakupach i obserwowaniu ludzi w centrum. Milo i przyjemnie spedzony czas. Wieczorem wrocilam do Dallas gdzie czekali na mnie domownicy. Ami nacieszyc sie nie mogla, choc bacznie przygladala sie moim gojacym sie ranom i czerwonej twarzy.

      Generalnie mily, udany weekend.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Nowojorski Weekend”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 maja 2014 21:53
  • czwartek, 01 maja 2014
    • Folklorystycznie

      Totalnym folklorem zapachnialo u nas w Texasie .... Zapachnialo tez swiezym chlebem, ktory pieke juz ktorys raz w tym tygodniu. Tak, ja kobieta nowoczesna, jak najbardziej polegajaca na wszelkiego rodzaju maszynach ulepszajacych zycie i skracajacych prace rak,  jak prawdziwa Matka-Polka Gospodarna wstaje o 6 rano i recznie pieke chleb;). Chleb na zakwasie, ktory to "nastawiam" do wyrosniecia tuz przed polnaca.....tak, tak od tego zakwasu wszystko sie zaczelo. Kolezanka "wrobila" mnie w ten chleb namawiajac i obiecujac jakie to latwe i proste, a jaki chlebek pyszny... nic wielkiego, wstaniesz przed 6, chlebek wrzucisz do pieca i "sam sie robi".... no prawie. No i skusilam sie, a teraz jak juz zakwas mam (i od kazdego pieczenia odkladam) to szkoda, zeby sie zmarnowal, no to pieke. Wstaje skoro swit i pieke. I rozkoszujemy sie pysznym, goracym razowym chlebkiem na sniadanie (obiad i kolacje co niektorzy;)). I kto by uwierzyl?

      Do tego, Ami wianek do stroju krakowskiego potrzebny na niedzielne Majowkowe wystepy. No to Matka-Polka Folklorystyczna, wianek uwila;) A co;-). Bialo-czerwono-niebieskie kwiaty tudziez wszelkiego rodzaju wstazki, druty i 'ozdabiacze' zakupilam i do wicia sie zabralam. Po kilkukrotnych poprawkach, obcinkach i kilku poklutych palcach, wianek wyszedl jak sie patrzy. Mazowsze by sie go nie powstydzilo... Ami troche marudzi, ze ja gryzie, drapie i laskocze... ale co tam, na uroczyste wykonanie "Majowej Jutrzenki" wianek bedzie jak ta lala..., ta lala ludowa rzecz jasna;).

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Folklorystycznie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 maja 2014 17:40

Kalendarz

Lipiec 2014

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Autorzy

Kanał informacyjny

stat4u