Hub Edi

O nas, o zyciu, o podrozach. O wszystkim i o niczym. Baczne obserwacje otaczajacej nas rzeczywistosci. Blogowe zapiski dla potomnosci na dlugie zimowe wieczory.

Wpisy

  • wtorek, 17 stycznia 2017
    • Pierwsze Kroki Antonki

      Nasza Antonka juz prawie chodzi. Potrafi juz samodzielnie robic kilka kroczkow, a gdy przytrzymuje sie mebli czy scian, szybciutko przemieszcza sie po domu. Nie musze dodawac, ze wkraczamy w kolejny, ciekawy, choc uciazliwy okres: chodzacy maluch. Teraz musimy dobrze zabezpieczyc krawedzie, zablokowac schody i szafki w kuchni. No i rzecz jasna swiat jest o wiele ciekawszy z pozycji pionowej, o noszeniu na rekach czy siedzeniu nie ma juz mowy. Jedynym celem Antoski jest teraz chodzenie i przestawianie wszystkiego co na drodze napotka.

      Jak wracam do notatek z czasu gdy Amelia byla w tym samym wieku, widze, ze Antonka ma dokladnie te same umiejetnosci co Ami. Fajnie juz mozna sobie z nia “porozmawiac”, jest duzo “guuu, buuu, maaaa”, ale tez Antosia potrafi wskazac gdzie znajduja sie wiatrak, lampa, Amelia czy kawa mamy;). Robi nam “pa-pa”,  pokazuje “jaka duza urosnie” i takie tam.

      No i nareszcie wyklul sie ten pierwszy zab. Wykluwal sie chyba ze 3 miesiace, ale jest, dumnie wystaje z dziaselka na dole i na razie jest jedynym ‘bialym’ w okolicy;).

      anotonia_first_steps

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Pierwsze Kroki Antonki”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 stycznia 2017 18:43
  • poniedziałek, 09 stycznia 2017
    • Weekend. Jaki Weekend?

      Jest piatek wieczorem. Jedno mrugniecie oka i jest poniedzialek rano. Jak to mozliwe? Musze solidnie sie skupic zeby przypomniec sobie, ze weekend za nami- tak ten czas pedzi do przodu.

      W piatek wieczorem poszlismy z Hubem do kina.  Obejrzelismy LION. [W Polsce tytul brzmi: "Lion. Droga do Domu"]. Polecam ten film kazdemu. Jak poplatane potrafia byc ludzkie losy, jak wielka jest w czlowieku chec poznania swoich korzeni, biologicznej rodziny. Jak pewnych rzeczy, miejsc, ludzi sie nie zapomina. Film opowiada historie hinduskiego chlopca, ktory zgubil sie, niechcacy wyladowal na drugim koncu Indii i nie bylo mozliwosci aby wrocil do domu. Po krotkim pobycie w sierocincu, zaadoptowala chlopca rodzina z Australii-gdzie zyl sobie dlugo i szczesliwie. Po 25 latach zapragnal odnalezc biologiczna matke i rodzine. Kilka lat zajelo mu odnalezienie miejsca gdzie sie urodzil... co bylo dalej nie bede zdradzac, na wypadek gdyby ktos sie na ten film wybral. Smutny, przerazliwie rzeczywisty film z nuta pozytywizmu.

      Sobota i niedziela zlaly sie w jedna mase. Polska Szkola, szybkie zakupy i duuuuzo czasu spedzone z Antonka, ktora postawila sobie za punkt honoru, ze bedzie chodzic. To nic, ze nozki jeszcze slabe, ze tysiac razy upada na dupke, chce chodzic i juz;). Coz, chyba juz czas, wlasnie skonczyla 10 miesiecy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Weekend. Jaki Weekend?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 stycznia 2017 18:34
  • piątek, 06 stycznia 2017
    • Zimny 2017

      Tymczasem w Nowym Roku zmiana pogody. Zimno sie zrobilo. Tzn. relatywnie zimno. Jakies -2 na termometrze. Ale dla Texanczykow to jakby -20. Nikt tu do zim przyzwyczajony nie jest – wiec jak tylko temperatura spada ponizej 10 stopni, w ruch ida kurty, szale i kozaki. To wlasnie jedyna okazja, zeby takowe okrycia przewietrzyc tudziez nowymi botkami poszpanowac;). Na popoludnie zapowiadaja snieg – jakies milimetry doslownie, a i to jeszcze nie pewne. Ale, coby zima nie zaskoczyla drogowcow, juz od kilku dni jezdza piaskarki z sola I przygotowuja ulice na zime. Tzn. na to -2 i mozliwe opady sniegu, ktore potrwa dzien lub dwa – bo od poniedzialku znowu 20 na plusie;). Coz, lepiej byc przygotowanym. Mialam szczera nadzieje, ze snieg posypie juz od rana. Mialabym wtedy wymowke, zeby zostac w domu – bo bardzo mi sie nie chcialo opatulac w te kurty, szaliki… ale rano bylo calkiem sucho.

      Jutro pierwsze zajecia polskiej szkoly w nowym roku i nowym miejscu. Po 4 latach ciaglego droczenia sie z pastorem w kosciele, od ktorego wynajmowalismy pomieszczenia, po znoszeniu jego uwag, ze smiecimy, ze zuzywamy papier toaletowy, po nieustajacym przeganianiu nas z kata w kat, z sali do sali, zdecydowalismy sie na ten wielki krok. Zmienilismy miejscowke. Nowy budynek, tez znajduje sie przy kosciele, tym razem Hinduskim. Jest piekny, nowiutki, ze slicznymi klasami, kuchnia i poczekalnia dla rodzicow. Nieskromnie przyznam, ze mialam duzy udzial w znalezieniu tego miejsca I ciesze sie, ze nas przyjeli. Zobaczymy jak bedzie ukladala sie wspolpraca, oby dobrze.

      Dzis urodziny tesciowej, a ona biedna chora, w lozku:(. Coz celebracje przeniesiemy na jutro. Dzis wieczorem mielismy odpalic szampana a pozniej isc do kina - ale chyba nic z tego nie bedzie. Przy takich wahaniach temperator, sporo ludzi niestety choruje. Organizm po prostu wariuje i nie wie czy ma przelaczac sie na system letni czy zimowy;). Mam nadzieje, ze zdrowie dopisze nam wszystkim w Nowym Roku.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Zimny 2017”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 06 stycznia 2017 17:52
  • wtorek, 03 stycznia 2017
  • sobota, 31 grudnia 2016
    • 2016 za Nami!

      Jak co roku o tej porze, nalezy sie solidne podsumowanie konczacego sie wlasnie roku. 2016 byl zdecydowanie ciekawym i waznym dla nas rokiem. W marcu na swiat przyszla Antosia – nasz dlugo wyczekiwany skarb. Kazdego dnia patrzymy jak rosnie jak sie rozwija I jak wnosi w nasze zycie mnostwo radosci. Nie wyobarazamy sobie swiata bez niej – tak doskonale wkomponowala sie w nasza rodzine. I choc z takim maluchem jest mnostwo roboty, sporo wyrzeczen i ograniczen – i tak nie zamienilabym sie na nic innego.

      Cala wiosne, od narodzin Antosi byla z nami mama, a w kwietniu przeprowadzili sie do Dallas na stale tesciowie – mamy wiec wsparcie rodzinne. Slowami nie da sie opisac jak bardzo jestesmy wdzieczni za cala pomoc jaka nam okazuja. Kochaja dzieci ponad wszystko i w zasadzie przejeli opieke nad nimi – co odjelo i mnie i Hubowi sporo stresu, spieszenia sie, wiecznego spozniania i zonglowania miedzy praca a domem. Naprawde jestem im dozgonnie wdzieczna za cala ta pomoc i ciesze sie, ze mamy ich blisko. To jaka cudowna wiez maja z dziewczynami, jest po prostu niesamowite i mysle, ze zaprocentuje poznej w doroslym zyciu.

      Hub nadal zadowolony z pracy, ba ciagle dostaje jakies podziekowania, nagrody i awanse. Ciekawe rzeczy dzieja sie na uniwersytecie, konferencje, spotkania z ciekawymi ludzmi, itp. Hub blisko wspolpracuje z dziekanem, otwieraja nowe centra badawcze, nawiazuja wspolprace z uniwersytetami na calym swiecie, organizuja wymiany studneckie. Jednym slowem dzieje sie dzieje. Troche lata po swiecie. Ciekawy byl wyjazd do Etiopii na wiosne i do Chin i Tajwanu na jesieni. Kazdy taki wyjazd przynosi owoce w postaci kolejnych praktyk studenckich, wymian badz partnerstwa z lokalnymi uniwerkami. Jak juz pisalam ponizej, niesamowitym wydarzeniem byla konferencja “Poland Day”. Przy okazji tej konferencji poznalismy fantastycznych ludzi, ktorych smialo mozemy zaliczyc do grona przyjaciol i z ktorymi pozostajemy w bliskim kontakcie. Byla to tez swego rodzaju ‘reunion’ bo na konferencje sciagnelismy kilkoro znajomych, ktorzy sa swiatowej klasy ekspertami w swoich dziedzinach i ktorzy chetnie podzielili sie swoim doswiadczeniem ze studentami i uczestnikami konferencji. Z Brukseli przylecial moj kolega jeszcze z liceum, ktory teraz jest glownym strategiem przy EU, z Warszawy przylecial znajomy, ktory jest partnerem w miedzynarodowej firmie konsultingowej, z Nowego Jorku sciagnelismy Monique – znajoma jeszcze z czasow pracy w konsultingu, z ktora znamy sie 16 lat, a ktora obecnie jest dziekanem na jednym z uniwersytetow Ivy League, z Phoenix przylecial znajomy, ktory aktywnie dziala w organizacjach promujacych wymiane handlowa miedzy Polska a Stanami, a na codzien piastuje wysokie stanowisko w znanej firmie GoDaddy. Oprocz samej konferencji, niesamowita gratka byly tez wszelkie “pozakulisowe” kolacje, spotkania i nocne rozmowy u nas w domu przy winie, a nawet i spiewie – bo talenty muzyczne rowniez mamy w swoim gronie, jak sie okazuje. Takie spotkania daja mi niesamowita energie, motywuja do jakiegos dzialania, sa niesamowita uczta intelektualna uswiadamiajaca jak wiele jest jeszcze do odkrycia, przeczytania, zrobienia.

      Generalnie, towarzysko mijajacy rok byl fantastyczny. Wakacje w Polsce uplynely nam na spotkaniach rodzinnych oraz licznych odwiedzin znajomych. Chrzciny Antosi byly swietna okazja do malego rodzinnego zjazdu i nadrobienia towarzyskich zaleglosci. Wymeczeni fizycznie, ale naladowani cudownymi emocjami, wrocilismy do domu by poznawac kolejnych wspanialych ludzi badz odswiezac kontakty z dawno nie widzianymi znajomymi.

      U mnie w pracy nadal ciekawie, nadal mi sie tu podoba. Mielismy kilka ciekawych spraw w tym roku, wiele sie nauczylam. Po raz pierwszy sama prowadzilam sprawy patentowe. Pod koniec roku polecialam do Azji, gdzie wprawdzie pracowalam jak wol, ale poznalam ciekawych ludzi, rozwiazalam kilka problemow, a oprocz wrazen i emocji przywiozlam mnostwo roboty na nowy rok. To tak, zeby nudno nie bylo;).

      Amelia wchodzi nam powoli w nastolatkowy wiek. Wiem, troche to wczesnie, ale podobno w dzisiejszych czasach normalne. Jest bardzo madra, swietnie radzi sobie w szkolach wszelakich, ale w domu na porzadku dziennym sa pyskowki i przekrecanie oczami. Jest mistrzynia riposty a na nasze argumenty, ma 10 swoich – szczerze przynam, ze w wiekszosci slusznych. Wymiekamy czasem, a czasem te wymiany zdan koncza sie kara badz moim “kazaniem”;). Zadziwia mnie jej wiedza na biezace tematy polityczne, znajomosc muzyki, piosenkarzy, aktorow, etc. Vincentowi, ktory codziennie wozi ja do szkoly Chinskiej zawdzieczamy zainteresowanie i wiedze Ami z dziedziny wymiaru sprawiedliwosci oraz narkotykow;). Na Gwiazdke Ami dostala od Vincenta ksiazke i film “Zabic Drozda”. Ksiazka zdecydowanie powazna jak na 9 latke, ale Ami nawet zaczela ja czytac. Ksiazka opisuje process sadowy czarnoskorego mieszkanca malego miasteczka na poludniu Stanow, oskarzonego o gwalt na bialej dziewczynie. Porusza temat rasizmu, sumienia, waznych wyborow. Coz, widocznie Vincent uznal, ze Ami jest juz na ta ksiazke gotowa skoro jest tak swietnym (jak powiedzial) partnerem do rozmow na powazne tematy. Vincent jest dla Ami niesamowitym autorytetem, duzo sie od niego uczy.

      Mimo tych wszystkich turbulencji na arenie politycznej w Stanach, mimo calej tej szopki w polskiej polityce, mimo, ze 2016 zabral wielu znanych artystow, dla naszej rodziny 2016 byl dobrym rokiem. I wdzieczni jestesmy za ta dobroc, za nasza kochana Antonke, za zdrowie, ktore generalnie dopisywalo, choc nie zabraklo przeziebien czy moich nerkowych sensacji.

      Zyczymy sobie i wszystkim tu zagladajacym Szczesliwego Nowego Roku, zdrowia, pomyslnosci i milosci, a reszte, jak spiewal Sikorowski “czas pokaze”:).

      NOWY ROK [ Autor: Andrzej Sikorowski]

      Zbrudziliśmy staroroczne dni
      Trzeba oddać je do pralni by
      Zmyć zdarzenia które nigdy już nie wrócą
      Trzeba obrus na stół biały słać
      Rzucić kartę która nie chce brać
      Którą czas dni trzystu kilku zgniótł i wymiął
      Nowy Rok się przecież zbliża
      Nowe niesie kalendarze
      Przywitajmy go przed furtką
      Resztę czas pokaże

      Nowy Rok się przecież zbliża
      Tuszem oczy nam rozmaże
      Ale wyjdą wszyscy razem
      Resztę czas pokaże

      Mroźnym styczniem oszołomi nas
      Majem popchnie w akacjowy czas
      Żółty liść jesieni wepnie w klapę
      Starych ludzi wytnie portret z ram
      Potem gdzieś wysiądzie w polu sam
      Jak pasażer który jeździł rok na gapę

      Ktoś się pewnie będzie głośno śmiał
      To znów w kącie ktoś zapłacze sam
      I marzenia poszybują aż do nieba
      W tych marzeniach będzie jedna myśl
      Którą trzeba się podzielić dziś
      Żeby wreszcie w Polsce było tak jak trzeba

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „2016 za Nami!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      sobota, 31 grudnia 2016 18:48
  • środa, 28 grudnia 2016
    • Swiatecznie

      Swieta w tym roku u nas tzw. low key - czyli spokojnie, w malym gronie. Z Luizjany przyjechala tylko Wiola, sa oczywiscie tesciowie. Wigilie spedzilismy w domu. W Boze Narodzenie odwiedzilismy znajomych, w drugi dzien swiat pospacerowalismy troche z dziecmi i troche odpoczelismy. Bo tym calym jedzeniem naprawde mozna sie zmeczyc;).

      Antosia interesowala sie bardzo co to za olbrzymie migajace drzewo stanelo nagle na srodku pokoju i czemu nie pozwalaja jej blyskotek sciagac - taka to przeciez bylaby super zabawa. Zanim nadszedl czas na otwieranie prezentow, Antosia spala juz sobie slodko, wiec otwieranie prezentow trzeba bylo przelozyc na Bozonarodzeniowy poranek;). Ale nie dla Amelii rzecz jasna... Amelia juz od rana smecila kiedy, kiedy, kiedy.... i z zaciekawieniem sledzila na specjalnej aplikacji gdzie ten Mikolaj aktualnie sie znajduje. Tak, znak czasow - teraz wszystko, lacznie z Mikolajem sledzone jest za pomoca GPS-u i odpowiedniej aplikacji. Jak juz Mikolaj byl w Puerto Rico trzeba bylo prezenty jakos przeszmuglowac z szafy pod choinke co by tradycji Mikolajowej stalo sie zadosc. Ami dala sie jeszcze nabrac, zeby posiedziec na gorze przez chwile, a gdy zeszla na dol oniemiala z wrazenia i natychmiast chciala wszystko otwierac;). A jeszcze poprzedniego wieczoru oznajmila nam wszem i wobec, ze w Mikolaja to ona nie wierzy, i ze to wszystko pakuje mama, a na dowod tego ma papier, bo pamieta, ze w tym papierze to ona w zeszlym roku prezenty dostala:-). Jak juz prezenty dostaly sie pod choinke, Ami nie wyglaszala juz swoich madrosci o nieistnieniu Mikolaja, tylko dziekowala, ze cos i jej sie dostalo.

      Generalnie przyjemne, rodzinne, spokojne swieta. Tego chyba bylo nam potrzeba - odrobiny spokoju w calym tym zabieganym zyciu. Szkoda tylko, ze miedzy swietami pracuje i malo mam czasu dla dzieci, o sobie nie wspominajac. I tego wlasnie zycze sobie i wszystkim zyczliwym blogowiczom - CZASU, a takze spokoju, radosci i wiele pomyslnosci w Nowym Roku. IMG_6579

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Swiatecznie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      środa, 28 grudnia 2016 17:13
    • Poland Day @ UTD

      Nie mialam jeszcze okazji napisac o sporym wydarzeniu, ktorego bylismy organizatorami. Uniwersytet Huba organizowal wielka konferencje nt. Polski, jej roli w Europie i swiecie. Polska Szkola miala tam rowniez skromny udzial, prezentowala nt. jezyka i kultury polskiej oraz zorganizowala stoisko z przykladami polskiej sztuki, kultury, dziedzictwa.

      Udalo na sie uruchomic wszelkie mozliwe koneksje i sciagnac na konferencje ekspertow z calego niemalze swiata. Byl wiec nasz znajomy, ktory jest cenionym strategiem przy Polskiej Misji przy EU w Brukseli, byli wysokiej rangi menagerowie z miedzynarodowych firm (EY, NCH, Mary Kay, GoDaddy), byli profesorowie z UTD oraz Stanford oraz, wisienka na torcie, pani Konsul z Nowego Jorku. Nie bede opisywac szczegolow, bo lepiej zrobili to profesjonalisci. Ponizej kilka artykulow prasowych nt. konferencji. A my z siebie mozemy byc tylko dumni;).

      https://jindal.utdallas.edu/news/poland-day-offers-learning-networking-opportunities

       http://usptc.org/news/us-polish-trade-council-inaugurates-an-opening-of-a-new-office-during-poland-day-in-dallas-texas/

      Poland_Day_poster

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      środa, 28 grudnia 2016 16:47
  • wtorek, 27 grudnia 2016
    • Hubowe 40 Lat!

      Pomysl zrobienia imprezy-niespodzianki juz od dawna chodzil mi po glowie. Troszke sprawa sie skomplikowala, jak okazalo sie, ze tuz przed urodzinami Huba obydwoje bedziemy w podrozy. Ale dzieki emailowi i nieocenionej pomocy przyjaciol, udalo sie zorganizowac przyjecie nawet z drugiego konca swiata. Oczywiscie nie bylabym w stanie zrobic wszystkiego bez nieocenionej pomocy tesciow, ktorzy o niespodziance wiedzieli i dzielnie mi pomagali i w kuchni i przy dekoracji domu. Nawet Amelia pary z ust nie puscila i chetnie zaangazowala sie w pomoc. Hub wiedzial, ze przyjda dwie znajome rodziny na tort - nie dziwil sie wiec, ze cos tam z mama w kuchni szykujemy. Nie mial pojeciach o garach i polmiskach, ktore juz pietrzyly sie w garazu i w lodowce, ani tez o tym, ze moj bagaznik nagle stal sie malym sklepem monopolowym, a pod siedzeniami urkywaly sie balony, dekoracje i prezent - olbrzymi obraz przywieziony przeze mnie z Chin, ktory spodobal mu sie gdy razem chodzilismy po sklepach;).

      Jakiez bylo jego zdziwienie, gdy otworzylismy drzwi a tam 40 osob zaspiewalo gromkie 100-Lat! A potem juz impreza potoczyla sie swoim imprezowym tokiem: smiech, zabawa, i cudowni przyjaciele, ktorzy staneli na wysokosci zadania, stawili sie wszyscy na czas i sprawili wielka radosc Hubowi cala ta niespodzianka;).

      Happy Birthday Pooh;)!!!

      IMG_6488

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Hubowe 40 Lat!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 grudnia 2016 20:44
    • Azja 2016

      Moje doroczne tournee po Azji przypadlo w tym roku na koniec listopada.  Tajlandia, Chiny i Indie, tysiace przelecianych mil,  liczne spotkania biznesowe, troche czasu dla siebie i mnostwo nowych rzeczy. Coz, podroze przeciez ksztalca.

      TAJLANDIA

      Pierszy przystanek: Bangkog. Bylam juz kiedys w Bangkoku, ale zbyt wiele nie pamietam. Zanim rzuce sie w wir pracy, mam weekend na zaklimatyzowanie sie, spotkanie ze znajomymi i obejrzenie miasta. Potworne zmeczenie i jet leg wykradaja mi troche cennego czasu, ale juz po poludniu jestem gotowa do wyjscia. W Bangkoku mam troche znajomych ze szkoly, jeszcze z Cleveland. Gdy tylko rzucilam haslo, ze bede w Tajlandii, zaraz zorganizowali male re-union. Fajnie bylo spotkac sie po latach, poznac ich rodziny, dzieci, zobaczyc co zmienilo sie w ich zyciu. Z niektorymi mialam nawet dosyc dobry kontakt. Jedn z moich znajomych, np., jest naszym prawnikiem zewnetrzynym w Tajlandii – jestesmy w stalym kontakcie. Z wiekszoscia jednak nie mialam kontaktu. Tym fajniej bylo spotkac sie, pogadac, nadrobic  zaleglosci. Jedna kolezanka wlasnie zakonczyla chemioterapie, miala raka piersi. Cale szczcescie wszystko jest juz w porzadku, ale opowiadala mi jak przez chorobe przewartosciowala swoje zycie; zaczela zdrowo sie odzywiac, itd. Ciekawe, ze na 8 Tajskich prawnikow w mojej klasie, tylko 2 pracuje w zawodzie. Inni prowadza firmy, pracuja w innych zawodach. Wszyscy jednak zadowoleni z zycia, az milo popatrzec. Glupio mi bylo, ze zablokowalam im cale sobotnie popoludnie wiec pod pretekstem zmeczenia pozegnalam sie ze wszystkim, polazilam troche jeszcze po okolicznych, kilometrami ciagnacych sie centrach handlowych i wrocilam do hotelu.

      W niedziele juz w zasadzie zaczela mi sie praca, choc przyjemna – spotkania z prawnikami z naszej Tajskiej kancelarii. Sliczna restauracja w kolonialnym stylu I przepyszne Tajskie jedzenie. Uwielbiam tajskie jedzenie, wszelkie te ich przyprawy, trawy cytrynowe, mleko kokosowe dodawane do wszystkiego oraz duzo dobrych owocow morza. Po poludniu znowu polatalam po sklepach, ale rozczarowana szybko wrocilam do hotelu.  Z jednej skrajnosci w druga: albo drogie dizajnerskie sklepy albo jarmarczny kicz… ciezko znalezc cos normalnego, autentycznego, ciekawego. Cos mi sie tam udalo kupic, ale generalnie zakupy zostawiam sobie na Chiny.

      Reszta tygodnia to praca-praca-praca. W Tajlandii mamy nowego dyrektora generalnego i nowa obsade. Dyskutujemy wiec od rana do wieczora, wdrazamy procedury, podpisujemy dokumenty. Wieczorem zwiedzam swietne restauracje – takie co to zagranicznych gosci sie do nich zabiera;), a od rana “powtorka z rozrywki”;). Jeszcze krotka wizyta w fabryce, kolejne spotkanie z moimi prawnikami i nawet nie wiem kiedy taksowka odwozi mnie na lotnisko.

      CHINY

      Kolejny przystanek: Chiny. Lecialam do tych China jak na skrzydlach, doslownie, bo wiedzialam, ze mam spotkac sie tam z Hubem, no I w ogole Chiny takie bliskie sa mojemu sercu;). Moj zapal I emocje troszke ostudzila zgubiona walizka oraz drobny szczegol, ze w Chinach bylo mniej wiecej 5 stopni Celcjusza w odroznieniu od 30 w Bangkoku. Troszke, ze sie tak przynam szczerze, nie przewidzialam ewentualnosci, ze do Chin moge doleciec samotnie bez walizki, wystroilam sie jak “stroz w Boze Cialo” w cienkie spodnie I koszulke. Grubsze rzeczy czekaly na mnie w walizce. Tylko walizka, jak sie okazalo, nie czekala na mnie;). Rozciagnelam do granic mozliwosci sweter, ktory mialam na sobie I przytupujac z zimna czekalam sobie na taksowke na lotnisku w Ningbo. Zapewniono mnie, ze walizka dojedzie wieczorem. Przekrecilam oczami, przeklelam po polsku i juz w glowie ukladalam plan co zrobie jak nie dojedzie – bo nie za bardzo wierze w jakiekolwiek zapewnienia Chinczykow. Sorry. Dowloklam sie do hotelu, ktory cale szczescie znajdowal sie w strategicznie polozonym miejscu, obok centrum handlowego. UNIQLO – I tak juz moj ulubiony sklep – stal sie prawdziwym sprzymierzencem. Uzupelnilam garderobe kilkoma cieplymi rzeczami, zrobilam sobie fryzure w salonie obok (bo przeciez kosmetyczka w walizce) I tak “gotowa” czekalam na meza :).

      Jako, ze bylo to Swieto Dziekczynienia w planie mielismy uroczysta kolacje z Indykiem w roli glownej – ktora to hotel, a jakze, reklamowal. I ze wzgledu na ta kolacje wybralismy wlasnie ten hotel. Zanim jednak dolecial Hub, moja walizka I cale zamieszanie – z uroczystego Indyka zostalo troche kosci, jakies resztki bufetu i zdechle salatki:(. Coz, zjedlismy co bylo. Obsluga nie za bardzo przejela sie nasza sytuacja, zdecydowanie mieli juz dosyc pracy, chcieli bufet zwijac i isc do domu. A tu im jacys cudzoziemcy przedluzaja zmiane. Welcome to China!

      Na otarcie lez, po niefortunnej kolacji pojechalismy do Shangri-La na drinki. Spelnilo sie moje marzenie o spotkaniu z grajacym tam zespolem. Nie bylam pewna czy Vlad i Diana jego piekna Kolumbijska zona jeszcze tam graja. Ale byli!!! Jaka nieziemska uczta dla ucha! Jak zwykle piekna muzyka w wykonaniu profesjonalistow. A pozniej przyjemna pogawedka, prywaty koncert zyczen, butelka ginu… I juz nic wiecej do szczescia nie bylo mi potrzebne:). Powspominalismy z muzykami stare, dobre, Ningbonskie czasy. Pamietali mnie. Pamietali nawet, ze bylam tam jakies 2 lata temu z Sherry… A pozniej Vlad gral, gral, gral, a Diana wyspiewywala stare I nowe przeboje w kilkunastu jezykach. Obiecala nauczyc sie piosenki po polsku na nasz kolejny przyjazd;).

      W Ningbo jestesmy tak naprawde tylko jeden dzien. Czasu wystarczylo jedynie na spotkanie z moja dawna kancelaria I szybki spacer po centrum. Richard, jak zwykle przyjal nas serdecznie, ugoscil przepysznym lunchem. Przegadalismy pol dnia, troche wspominajac dawne czasy, troche planujac przyszlosc, jakies wspolne przedsiewziecia, moze wymiane prawnikow? Moj dawny szef z malutkiej lokalnej kancelarii w Ningbo jest teraz wielkim szefem oddzialu wielkiej miedzynarodowej kancelarii a do tego wysokopostawionym oficjalem w lokalnej Izbie Adwokackiej. Chce organizowac wymiany dla prawnikow Chinskich, otwarty jest na wizyty prawnikow Amerykanskich, rzad Chinski chetnie takie inicjatywy wspiera finansowo, mysle, ze moze cos ciekawego z tego wyniknac.

      Nasza wizyta w Ningbo byla tak krotka, ze az zla na siebie jestem, ze nie zostawilam czasu na obejrzenie miasta, ktore tak nieziemsko sie zmienia czy na spotkania ze znajomymi. Totalnie spoznieni dotarlismy na dworzec kolejowy w nadziei, ze jeszcze jakis pociag zabierze nas do Szanghaju. Na dworcu jak w Zoo. Tlumy, tlumy, przepychanki, krzyki. Odstalismy swoje w kolejce, do ktorej co chwile ktos chcial sie wepchnac, I zalapalismy sie na ostatnie miejsca stojace na jeden z ostatnich pociagow tego wieczoru. Coz piatek wieczor. Coz Chiny. Kolejna nauczka. Gdzies kolo polnocy klapnelismy na lozko w kolejnym hotelu.  

      Sobota zarezerwowana byla na zakupy. I tutaj misja totalnie wypelniona, wypelnione zostaly tez torby. Prezenty, pamiatki, zakupy swiateczne… wszystko mam juz z glowy. Uwielbiam zakupowe Chiny. Znam sklepy, targi, wiem gdzie i czego szukac. I nawet uruchomil mi sie w jakis dziwny sposob moj “bazarowy chinski” I targowalam sie jak prawdziwa Warszwska przekupa – coz tu geny po babci zdecydowanie sie przydaja;). Najwiecej kupilismy oczywiscie dla dzieci. A najfajniejsze zakupy zrobilsmy w przejsciu podziemnym jak przesiadalismy sie w metrze;). Ale fajne szale, chustki, czapki i plaszczyki kupilam I malym I duzym. Kto by pomyslal? Jeszcze drogeria, z ktorej tradycyjnie ciagne tony kosmetykow, kolagenu, maseczek z proszku perlowego, alg I innych cudow, troche slodyczy, ciekawa bizuteria, buty dla Amiski, buty dla mnie, jakies Hubowe cuda do kaligrafii i dodatkowa torba ledwo sie dopina.

      Wieczorem spotkanie po latach – z kolezanka jeszcze z Ningbo, ktora teraz mieszka w Szanghaju. I od nowa smiech I lzy, wspomnienia I nadrabianie zaleglosci z ostatnich kilku lat. Niedziela nie dosc, ze deszczowa I zimna, to jeszcze smutna bo Hub odlatuje do domu. Fajnie bylo spedzic razem te kilka dni. Coz on leci do domu, a ja kontynuuje moja podroz sluzbowa.

      Kolejne kilka dni to kalejdoskop spotkan, prezentacji, sluzbowych kolacji – a na deser sprawa w sadzie, w ktorej uczestniczylam wraz z naszymi Chinskimi prawnikami. Takie doswiadczenia sa dla mnie bezcenne. Sady Chinskie funkcjonuja w swoim oryginalnym, biurokratyczno-podnioslym stylu. Mialam juz kiedys okazje brac udzial w rozprawach ale za kazdym razem nadziwic sie nie moge jak dziala ta cala biurokracja. Potargowalismy sie troche (tak mniej wiecej jak ja na tym bazarze). Obecnosc “Bialej Twarzy” zdecydowanie zrobila wrazenie na Sedzim – niestety jednak chyba niezbyt pozytywne. Po wysluchaniu stron, stwierdzil, ze sprawa jest dla niego zbyc skomplikowana I, ze musi powolac sklad 3 sedziow. Ot tak! Sprawa zbyt skomplikowana – tzn. gdyby chociaz raz przeczytal akta to by sie dowiedzial, ze sprawa jest super prosta. Ewidentnie sedzia nie znal sprawy I polegal na asystencie, ktory dyskretnie podsuwal mu informacje w miare jak strony prezentowaly swoje stanowiska. Coz, sprawy nie zakonczylismy – ale doswiadczenie bezcenne!

      Po dosyc intensywnym tygodniu w Chinach gotowa juz bylam zeby wrocic do domu. Czekal mnie jednak jeszcze jeden przystanek  - Indie.

      INDIE

      W Indiach bylam sluzbowo po raz pierwszy. Ale jakze pomocne jest to, ze mozna powiedziec, ze sie juz w Indiach bylo, zna sie troche kulture, tradycje, jakies miejsca, jakies doswiadczenia. Ludzie byli zafascynowani tym, ze mniej wiecej orientowalam sie w lokalnej rzeczywistosci. Bardzo sa takie rzeczy doceniane. Chennai przywitalo I pozegnalo mnie deszczem i grozba huraganow. Balam sie, ze pokasuja loty I bede musiala zmieniac plany podrozy. Skonczylo sie tylko na malych opoznieniach I tylko ten nieustajacy deszcz nie pozwolil mi nawet miasta za bardzo zobaczyc.

      W pracy bardzo przyjemnie choc intensywnie. Nasz oddzial jest swietnie zorganizowany. Az przyjemnie sluchac jak przestrzegaja procedur, informuja nas o wszystkim, radza sobie naprawde super. Ciekawe spotkanie z prawnikami zewnetrznymi. Chlonelam niemalze ciekawe historie opowiadane przez najstarszego z nich, ktory jak sie okazuje, reprezentuje wielkie korporacje, prowadzi ciekawe sprawy, doradza rzadowi – jednym slowem pojawia sie w TV co drugi dzien;).

      Wszystkie te spotkania i doswiadcznia bardzo ciekawe, ale prawie 3 tygodnie poza domem dawalo mi sie juz we znaki. Tesknilam strasznie za moimi dziewczynami I za normalnym, zwyczajnym zyciem. Po prawie 30 godzinnej podrozy wyladowalam wreszcie w Dallas. Jak cudowne sa takie powitania! Balam sie, ze Antoska mnie nie pozna, ale, choc z pewna doza niesmialosci – to jednak przytulila sie do mnie na powitanie;). Amelia nie opuszczala mnie ani na chwile, ciekawa co tez tam mam w tych olbrzymich torbach;). Pozniej chciala w 10 minut opowiedziec mi wszystko co wydarzylo sie w ostatnim czasie w szkole, na zajeciach, na osiedlu…. ;). Jednym slowem Witamy w Domu!

      image2

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 grudnia 2016 19:37
  • środa, 21 grudnia 2016
    • Jestem, Jestem

      Jestem, zyje i powoli postaram sie ponadrabiac to niewybaczalnie dlugie milczenie.

      No wiec gdzie bylam jak mnie nie bylo? Najpierw bylam w rozjazdach. Konkretnie w sluzbowej podrozy do Azji. Zaliczylam Tajlandie, Chiny i Indie. Tysiace przelecianych mil, rozne strefy czasowe i klimatyczne, mnostwo roboty, ale ogolnie udany wyjazd. Postaram sie napisac cos wiecej.

      Ledwo wrocilam z podrozy i odespalam jet leg, dopadlo mnie chorobsko, jakies bakterie czy cuda. Zmoglo mnie na calego i lezalam w lozku przez kilka dobrych dni walczac z infekcja nerki i okolic. Nic przyjemnego. Kto mial to wie. Ja mialam i wiem - bol, goraczka i generalnie do tylka.

      W miedzyczasie rozne imprezy zaliczylismy dla duzych i malych. Male zaliczyly np. Mikolaja. Antoska wprawdzie uroczystosc przespala bo wreczanie prezentow kolidowalo nam z popoludniowa drzemka, ale i tak wytaskala prezent wiekszy od siebie samej - kolorowy/grajaco-spiewajacy pociag. Od tamtej pory ulubiona zabawka. Amelia wszem i wobec rozpowiadala, ze w Mikolaja to ona nie wierzy, ale siedziala jak na szpilkach nie mogac sie doczekac kiedy Mikolaj wyczyta jej nazwisko. Wyskoczyla jak z procy i z usmiechem wiekszym od banana, rozbroila opakowanie w 10 sekund. Dostala jakies cudo zwane pogo stick, czyli takie szczudlo co to sie na nim skacze i jakies robotki reczne;). Generalnie impreza sie udala. Polaczylismy ja z kiermaszem swiatecznym, na ktorym Szkola sprzedawala prace zrobione recznie przez dzieci badz rodzicow, wypieki, anioly, bizuterie, itp. Wszystko piekne, kolorowe, zachecajace. Sprzedaz sie udala, zarobilismy troche pieniedzy na szkole a dzieciaki zadowolone z Mikolaja.

      Za nami rowniez Hubowa 40 - tez wpis osobny przygotuje. Zrobilam mu impreze niespodzianke. Naprawde sie udala, w co troche watpilam. Wszystko opisze.

      Tymczasem chcialam tylko znac dac, zem cala, (prawie) zdrowa i , ze blogowego swiata nie zapomnialam ani nie opuscilam. Tylko zycie mi droge troche weszlo i czas wyssalo;). Pozdrawiam Przedswiatecznie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Jestem, Jestem”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      środa, 21 grudnia 2016 23:29

Kalendarz

Styczeń 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Autorzy

Kanał informacyjny

stat4u