Hub Edi

O nas, o zyciu, o podrozach. O wszystkim i o niczym. Baczne obserwacje otaczajacej nas rzeczywistosci. Blogowe zapiski dla potomnosci na dlugie zimowe wieczory.

Wpisy

  • czwartek, 26 marca 2015
    • Pietnastka

      Dobrze, ze chociaz ktos monitoruje wszelkie daty i rocznice. Tesciu przypomnial mi wlasnie, ze minela 15 rocznica mojego przyjazdu do US of A oraz, ze zbilza sie 15-ta rocznica naszego slubu. Takie okragle rocznice, trzeba chociaz odnotowac, co niniejszym czynie;).

      Wprawdzie z Polski wyjechalam prawie 16 lat temu, to w Stanach mieszkam od 15. Po malej, jedno-semestrowej przygodzie w szkole w Holandii, wyladowalismy najpierw w Cleveland, a pozniej w Texasie, z malymi przystankami w 4 innych krajach;).

      Przyznam, ze po tych 16 latach od wyjazdu z Polski, zdecydowanie bardziej u siebie czuje sie TU niz TAM. Mysle, ze moj obraz Polski jest bardzo wyidealizowany na poziomie personalnym i relacji miedzyludzkich, ale tez rowniez dosyc wypaczony, jezeli chodzi o codzienna rzeczywistosc. Polska dla mnie to nadal rodzina i przyjaciele. I tego mi brakuje i za tym tesknie. I ciagle mi sie wydaje, ze wszyscy tam spotykaja sie ze soba nonstop, ze wioda nadal studenckie zycie, i tylko mnie tam nie ma...Wiec czekam z utesknieniem kolejnych odwiedzin w Polsce, gdzie moge sie nagadac, powspominac i gdzie na kilkanascie dni przenosze sie w czasie do mojego zycia w Polsce wiele lat temu. I plawie sie  w tych cudownych wspomnieniach, po raz kolejny idealizujac tamte czasy i nasze zycie, co daje mi jednak niesamowicie dobra energie. I zabieram ta energie ze soba i dawkuje ja sobie w ciezkich chwilach jak juz skonczy mi sie zapas sliwki w czekoladzie;).

      I choc czesto gdybam co by bylo gdybym zyla TAM to TUTAJ jest moje zycie, moja rodzina, moj dom, praca, znajomi, codziennosc. W prownaniu z innymi krajami, w Stanach zyje sie latwo, a kraj przyzwyczajony do imigrantow, akceptuje wszelkie rasy, narodowosci, kultury. Poza malymi wyjatkami, nikogo nie dziwi inny akcent czy wyglad. Raczej spotkalam sie ze zdrowa ciekawoscia odnosnie zycia i dorastania w innym kraju niz jakakolwiek dyskryminacja z tego powodu. Nie wszystko jest cacy, nieraz przekrecam oczami na jakies ograniczenia, bzdurne przepisy czy papierologie. Ogolnie jednak dosyc prosto funkcjonuje sie w tym spoleczenstwie, a tysiace ulatwien i zwykla ludzka przychylnosc, wbudowana niejako w system, pomagaja przebrnac nieco bardziej skomplikowane procedury czy sytuacje.

      Mysle, ze nasze pokolenie ma zdecydowanie o wiele latwiej. Nie ciazy na nas az tak olbrzymia presja, ze musi nam sie tu udac bo nie ma odwrotu. Mysle, ze o wiele latwiej zyje sie z mysla, ze jezeli bedziemy chcieli mozemy wrocic do Polski czy Europy. A jak juz nam sie tam znudzi, to moze sprobujemy w Azji?;). Nie mowie, ze takie zrywanie korzeni jest dobre czy latwe. Mowie tylko, ze jest mozliwe. Posiadanie dwoch paszportow, w tym paszportu EU na pewno sprawe ulatwia. Stad tez pewnie taki trend teraz wsrod Amerykanow, ze doszukuja sie najdalszych korzeni w Irlandii, Anglii czy Niemczech zeby powolujac sie na jakich pociotkow stac sie obywatelem EU.

      15 lat to kawal czasu. Tak na dobra sprawe, to cale moje dotychczasowe dorosle zycie.  W tej Pietnastce zawarte jest tysiace miejsc, ludzi, wydarzen, podrozy, ktore wywarly wplyw na naszym zyciu. Sporo opisalam na tym blogu. I choc czasu brakuje bede staralam sie co chwile cos tam dorzucac, aby kontunuowac ta nasza kronike. Ogolnie rzecz biorac, ciekawa byla ta Pietnastka!

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Pietnastka”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 marca 2015 23:27
  • poniedziałek, 16 marca 2015
    • Gdzie bylam jak mnie nie bylo.

      Dla tych, ktorzy zastanawiali sie gdzie zniknelam na taka dluzsza chwile odpowiadam, ze JESTEM i ZYJE. Tylko tyle i az tyle.

      Ostatnie tygodnie to jeden wielki kociol. W pracy, w domu, wszedzie.

      Hub zmienil prace, przeszedl na pelny etat na uniwersytet. Po 15 latach bycia korporacyjnym trybikiem, ma teraz bardzo niezalezne stanowisko i ciekawa prace. To fajne. Ze zmiana pracy wiaze sie jednak cala biurokracja ubezpieczen, planow emerytalnych, przepisywania, zmieniania, dosylania zaswiadczen, itp. Niby wszystko jest w miare zrozumiale, ale ciagle trzeba cos gdzies wyslac, doslac, poprawic, zawiadomic. Tu oddac, tam dodac i mam wrazenie, ze nie robie nic innego jak tylko dzwonie po urzedach, bankach, instytucjach. Mysle, ze jestemy juz na prostej i pozalatwialismy juz wszystko w tej kwestii.

      W mojej pracy tymczasem wali sie i pali. Glownie w Azji. Powazne sprawy, gdzie w gre wchodzi ludzkie zycie i duze pieniadze wymagaja natychmiastowej naszej uwagi. Prowadzenie  takich spraw na odleglosc wiaze sie oczywiscie z wiszeniem na telefonie w srodku nocy, dluuuuugasnymi godzinami spedzanymi w pracy, cala kupa stresu, ciaglymi "updates" dla zarzadu, stawaniu w krzyzowym ogniu pytan mniej wiecej trzy razy dziennie. O ile jest to wszystko stresujace, to w miare do ogarniecia. Za to zupelnie nie moge ogarnac naszych lokalnych oddzialow i ich podejscia do sprawy.  I ciagle sarkastyczne uwagi, ze co my tam wiemy o zyciu i pracy w panstwie X., przeciez siedzimy sobie na cieplych stoleczkach w Ameryce. Nasze instrukcje i propozycje zalatwienia sprawy sa nterpretowane na wlasny uzytek.

      Po kilku tygodniach takiego boksowania, gdzie w jednym narozniku jest Centrala, w drugim lokalsi, a gdzies po srodku ja probujaca zalagodzic konflikt, mam juz tego dosc. Ograniczam sie teraz do odpowiadania na emaile w/g czasu z mojej strefy czasowej i dokumentowania wszystkiego. Produkuje wiec kilkudziesieciostronicowe emaile, memoranda, papierzyska i wysylam do calego swiata, lacznie z prezesem. I podkreslam niektore zdania na grubo i czerwono;).

      Ok, no to sobie wylalam troche zolci;)

      Z lzejszych newsow, to Ami zakonczyla wlasnie ferie wiosenne. Wrocili wlasnie z Hubem z Ohio, gdzie udalo im sie nawet pojezdzic na nartach. Wprawdzie na resztkach sniegu, ale zawsze. Spotkali sie ze wszystkimi znajomymi, posmakowali rarytasow kuchni tesciowej i wrocili zadowoleni i wypoczeci. Ledwo zauwazylam, ze ich nie bylo bo i tak siedzialam w pracy do 11 wieczorem lub wisialam na telefonie do 2-giej nad ranem prawie codziennie.

      Gdzies tam z zakamarkow wynurza sie juz wiosna. Ten tydzien zapowiada sie cieplutki. Skonczyly sie juz chyba anomalie pogodowe - gdzie Texas zostaje przysypany 30 cm warstwa sniegu -  co zdarza sie mniej wiecej raz na 50 lat.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Gdzie bylam jak mnie nie bylo.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 marca 2015 19:04
  • piątek, 06 lutego 2015
    • Osiem Lat

      Pierwszy Luty, to jak co roku swieto naszej Ami. Zrobilismy jej w tym roku niespodzianke i zabralismy ja w dzien urodzin do  sklepu z jej ulubionymi lalkami. Ami totalnie byla zaskoczona i przytloczona wyborem lalek. Dlugo nie mogla sie zdecydowac, ktora lalke wybrac i jakie ubranka jej dokupic. Lalkami American Girl interesuje sie juz od dluzszego czasu, ale jeszcze nigdy nie byla w sklepie firmowym. Unikalismy tego jak moglismy, bo wyprawa do takiego sklepu jest niezla "inwestycja", ale  na 8-e urodziny chcielismy spelnic marzenie Amelki i zabrac ja do sklepu AG. I byl to strzal w dziesiatke. Tak szczesliwego i podekscytowanego dziecka nie widzialam juz dawno. I nie chodzi nawet o lalke, ktora sobie kupila. Sama wyprawa, oraz to, ze trzymalismy to w tajemnicy byly dla Ami atrakcja. Sam sklep tez, rzecz jasna, bardzo jej sie podobal.  Zreszta nie dziwie jej sie, bo sklep to w zasadzie jeden wielki dom dla lalek. Mozna lalkami sie pobawic, poogladac z bliska mebelki i akcesoria, przymierzyc im ubranka, obejrzec ksiazki czy filmy. Mozna nawet  lunch z lalkami sobie zjesc - jak sie nie przyniesie swojej, chetnie lalke wypozycza na miejscu. Jakby ktos juz zupelnie na glowe upadl, mozna rowniez lalke uczesac w "salonie", za jedyne $30;). Szybko wysmialam taki pomysl i dziewczynki z lalkami stojace w kolejce do salonu -  coby Ami taki cudowny pomysl do glowiny nie przyszedl. Ale nie. Cale szczescie, Ami byla bardziej zafrapowana czy do lalki dokupic pizamke czy pieska. Stanelo na pizamce i papetkach;).  Ze sklepu wyszlismy z przeszczesliwa Osmiolatka i swiezo upieczona posiadaczka lalki na swoje podobienstwo zrobionej -  jak rowniez na podobienstwo 80% osmiolatkowej populacji o blond wlosach i niebieskich oczasch;).  A wieczorem wpadli znajomi na urodzinowy tort i mecz Super Ball. Obchody urodzin zakoncza sie za tydzien na lodowisku, gdzie Ami podejmie swoich gosci;).

      Nie moge uwierzyc, ze mamy w domu rezolutna osmiolatke. Strasznie szybko ten czas leci, az chcialoby sie go zatrzymac i rozkoszowac sie cudnym okresem przedszkola... Teraz, panny 8 letnie to juz (niestety) swoje opinie na wszystkie tematy maja, na modzie sie znaja, o technologii nie wspominajac. Juz nie mozesz zbyc  pytan jakas na predce wymyslona odpowiedzia. Wszystko trzeba precyzyjnie i dokladnie wyjasnic, zastanowic sie ze trzy razy czy aby bzdur sie nie plecie, bo Ami zawsze moze wyjasnienie na YouTubie zweryfikowac;). Troche jest przemadrzala ta Ami, nie powiem, ale przy tym slodka i kochana. I czasem wydaje mi sie, ze naprawde rozumie o wiele wiecej niz nam sie wszystkim wydaje. Jest calym naszym swiatem, przynosi mnostwo radosci i dumy. Kochamy ja bardzo! Happy Birthday Amelia!!!!!!!!!!!!!!

      Ami_bday

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „ Osiem Lat”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 06 lutego 2015 00:25
  • poniedziałek, 19 stycznia 2015
    • Jaselka 2015

      Jak co roku dzieci z naszej polskiej szkoly przygotowaly Jaselka. Z roku na rok poziom artystyczny przedstawienia jest co raz lepszy, a dzieciaki przechodza samych siebie. Jeszcze na probie generalnej wszystko bylo w rozsypce, a dzieciaki sie wyglupialy. Gdy przyszedl jednak czas wystepu, cud sie stal i nasi mali artysci pokazali sie od jak najlepszej strony. Nie straszne im byly dlugasne role, niekonczace sie dialogi, naprzemian schodzenie i wchodzenie na scene i zapamietywanie tysiaca ruchow, kolejnosci scen, etc. Przedstawienie bylo fantastyczne, akcja toczyla sie szybko i ciekawie, a mali aktorzy wspaniale odegrali swoje Jaselkowe role.

      Ami w tym roku byla krolem Baltazarem. Rola moze troche drugoplanowa, ale Ami nie zabardzo na wystepach takich przed publicznoscia lubi blyszczec. Mimo, ze naprawde ladnie spiewa, nie dala sie namowic na solowke. No ale udzial w przedstawieniu chetnie wziela, choc troche musialam ja przekonac do roli krola, bo w/g Ami, byla to rola dla chlopca;). Krol, krolowa, kto by sie czepial szczegolow;).

      Tutaj zdjecia z przygotowan i samego przedstawienia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Jaselka 2015”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 stycznia 2015 21:25
  • czwartek, 08 stycznia 2015
    • Jak jest zima to musi byc zimno.

      Ja rozumiem, ze w zimie jest zimno, ale zima w Teksasie to najwyzej 10 stopni na plusie. W tym tygodniu Dallas zamienilo sie na pogode z Wladywostokiem i zmrozilo nas porzadnie. Mialam nareszcie okazje wyciagnac gleboko zakopane w szafach kurty i czapy przywiezione z Ohio i malo co jeszcze tutaj uzywane. Dzis rano termometr wskazywal -8, a jutro ma byc ponoc jeszcze zimniej. Do tego deszczowo, wiec mozna przewidziec co sie bedzie dzialo. Wypracowalysmy z Ami nowa technike wsiadania do autobusu rano. Czaimy sie w garazu (a dzisiaj nawet w przedpokoju) do ostatniej mozliwej sekundy, a jak autobus podjezdza to Ami wyskakuje jak z procy i w 3 sekundy jest w autobusie. Nawet nie zdazy poczuc jak jest zimno;). Wieczorne lekcje plywania tez staja sie mega przedsiewzieciem jak trzeba dzieciaki otulic i jak najszybciej przemycic do cieplego samochodu. Starsze dzieci buntuja sie jak moga, a co odwazniejsi (szalency) paraduja w mokrych spodenkach, klapkach na nogach i z gola klata. Coz, istnieje przeciez instytucja morsa. W pracy tez dyskusje tocza sie glownie o pogodzie. Moge sie przynajmniej troche powymadrzac na temat zimy, jezdzenia w sniegu, arktycznych temperatur i trickow na przetrwanie zimy. Wspominam wiec jak sie godzinami na mrozie na sankach czy lyzwach jezdzilo i nikomu jakos to nie przeszkadzalo. Kolezanka z Puerto Rico, ktora po raz pierwszy w zyciu doswiadcza minusowych temperatur, slucha moich opowiastek z zaciekawieniem. Po moich opowiesciach o tradycyjnych polskich kuligach i grzanym winie, kolezanka zamarzyla o wyjezdzie do Polski w zimie. Nie jestem pewna, czy Bacardi plynace w jej zylach byloby w stanie zniesc ciezar kuligowych tradycji alkoholowych, ktore wymagaja od uczestnikow "rozgrzania" sie juz na wstepie imprezy, nawet jezeli jest to 10 rano;).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Jak jest zima to musi byc zimno.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      czwartek, 08 stycznia 2015 21:37
  • środa, 07 stycznia 2015
    • Wstrzasy na Ten Nowy Rok

      Nowy Rok zaczal sie malym trzesieniem ziemi. Doslownie i w przenosni. Doslownie, bo dzisiaj niespelna kilka kilometrow od mojego biura bylo epicentrum trzesienia ziemi o sile 3.5. Jak to z moim szczesciem bywa, siedzialam wlasnie na zebraniu nie gdzie indziej tylko w naszym laboratorium chemicznym. Nie ma nic lepszego jak drzacy budynek labu i trzesace sie probowki z chemikaliami nad glowa. Nikomu nic sie nie stalo, ale budynkiem tapnelo niezle. Zastanawialismy sie czy to jest eksplozja czy "tylko" trzesienie ziemi. Okazalo sie, ze "tylko" zatrzesla sie ziemia. W ostatnim czasie w okolicach Dallas jest dosyc sporo trzesien ziemi, ale wiekszosc jest malych, w granicach 2-2.5 w skali Richtera, czyli ledwo odczuwalnych. Dzisiejsze bylo najwieksze do tej pory. Uczeni w pismie twierdza, ze jest to wynikiem odwiertow, ktore robi sie tutaj aby wydobywac rope, tzw. fracking. Nie wiem, nie znam sie, ja tu tylko teczke nosze.

      W pracy, jak juz wspominalam, tez zawirowania, a dzisiaj to nawet maly "wstrzas". Tymczasowka, ktora pomaga mi od poczatku roku znalazla cala mase "niedociagnien" i niewykonanych zadan, ktore zostawila po sobie w spadku poprzednia asystentka. Sa to rzeczy, ktore jak mnie zapewniala, na pismie zreszta, byly zrobione. Okazuje sie, ze gowno prawda, a laska mniej wiecej przez ostatnie trzy miesiace przed odejsciem z pracy nie robila w zasadzie nic. Bije sie w piersi, ze nie sprawdzilam tylko uwierzylam na slowo. A teraz sie musze tlumaczyc JA, bo jej juz nie ma. Oj lekcje sroga dostalam. Na ochrone wlasnego tylka pozostaly mi jedynie emaile z siarczystymi zapewnieniami bylej, ze robota wykonana. Tymczasowka sprawdza sie na razie bez zarzutu, pracuje jak mrowka i choc nie jest najmilsza osoba na swiecie i mowi do mnie podniesionym glosem jakby byla zla na mnie i na caly swiat,  to chyba nawiazalysmy nic porozumienia.

      A propos zatrudniania, to dzisiaj przyszla kolejna kandydatka. Nie moglam laski wyczuc. Wydawalo mi sie, ze byla sarkastyczna, pewna siebie i nie bardzo potrafila wyjasnic co tak naprawde umie. Na pytanie, co najmniej podobalo ci sie w poprzedniej pracy odpowiedziala, ze nie lubila pracowac z obcokrajowcami, glownie Hindusami, bo musiala poprawiac ich slabe jezykowo dokumenty. Nie spodobalo mi sie to. Nie dosc, ze nie jest to zbyt poprawne politycznie, to jakby nie bylo, jej przyszla szefowa to ja,  mowiaca z wyraznym akcentem. Najdziwniejsze jest to, ze szef moj, ktory razem ze mna rozmowe prowadzil, w ogole nie odebral pani jako sarkastycznej tylko "szczera", a komentarz o obcokrajowcach jako "zart". Zaproponowal zeby jeszcze nie skreslac jej z listy i zdanie zmienil dopiero na moj argument, ze pani umie max. 10% z tego co mialaby u nas robic. Uff... Po raz pierwszy odkad razem prowadzimy rozmowy kwalifikacyjne zdarzylo mi sie, ze mielismy zupelnie odmienne zdania na temat kandydatki i totalnie rozne odczucia po rozmowie. Zazwyczaj zgadzalismy sie prawie w 100%. Juz chyba wolalabym sluzbistke tymczasowke, ktora moze uda mi sie jakos oswoic o ile tylko nie przyniesie sobie gwizdka i nie zacznie ustawiac mnie do pionu za pomoca komend wojskowych;). Ot i takie to byly wstrzasy na poczatek roku, coby to czlowieka nie rozpieszczac i na jeszcze wieksze zawirowania przygotowac. No, ale nie kraczemy;).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Wstrzasy na Ten Nowy Rok”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      środa, 07 stycznia 2015 00:55
  • wtorek, 30 grudnia 2014
    • 2014

      Jaki byl 2014? Dziwny. Minal szybko, niepostrzezenie, niektore miesiace wrecz zlaly sie z kolejnymi. Nie dzialo sie nic specjalnego, nie bylo zwrotow akcji ani trzymajacych w napieciu scen. Nie bylo rozterek czy dylematow, nie bylo drastycznych zmian ani przeprowadzek na odlegle kontynenty. Ot, zwyczajny, kolejny, spokojny rok.

      Troche, jak zwykle, podrozowalismy, tym razem wiecej dla przyjemnosci niz sluzbowo. Amelia poleciala na cale lato do Polski gdzie swietnie sie bawila i wypoczela. Korzystajac z okazji, zorganizowalismy sobie z Hubem kilka krotkich wypadow po okolicy i nie tylko. Jak tylko wrocila Ami, cala rodzinka odpoczelismy sobie w Meksyku i bylo to, przyznam, cudowne zakonczenie wakacji i naladowanie baterii przed intensywnym rokiem szkolnym. A potem wszystko juz potoczylo sie swoim torem – chcialoby sie powiedziec- jak szybkie Pendolino, choc moze nie bedzie to najlepsza analogia;).

      Pedzimy tak sobie i ogarniamy cala logistyke zwiazana z zajeciami Ami. W miedzyczasie wciskamy jakies wycieczki, krotkie weekendowe wypady do muzeum czy na koncert. Mielismy troche gosci, co jak zwykle jest cudowna odmiana, a chwile spedzone razem pomagaja przetrwac kolejne, wypelnione po brzegi tygodnie.

      W pracy w porzadku, Hub nadal na kilku etatach, ale jak twierdzi lubi to. Cos tam sie gdzies kroi w jego kwestiach zawodowych i mamy nadzieje, ze nowy rok przyniesie jakies pozytywne zmiany. W mojej pracowej sytuacji tez zmiany. Odeszla z poczatkiem grudnia moja sekretarka - wiec usilnie poszukujemy kogos na jej miejsce. Niby skarzylam sie na nia czasem bo leniwe dziewuszysko bywalo, ale jak odeszla to mi jej brakuje;). Jestem wiec zajeta bo roboty robie za dwie… pocieszam sie, ze tymczasowo i modle sie, zeby znalezc kogos fajnego. Czas pokaze. Na razie kandydaci rozni sie trafiaja, kazdy z silnymi problemami osobistymi, o ktorych chetnie juz na etapie rozmowy kwalifikacyjnej opowiadaja, co dla nas jest troche klopotliwe. I natychmiast uruchamia sie czerwona lampka czy aby chcemy taka osobe z dobrodziejstwem inwentarza w postaci problemow emocjonalnych przyjmowac.

      Koncowke roku mamy przyjemnosc swietowac w gronie rodziny i znajomych, a Nowy Rok przywitamy na prawdziwej Zabawie Sylwestrowej!!! I tak wznoszac toast za kolejny rok, wdzieczni jestesmy za 2014, za ten spokoj, ktory przyniosl i jak zwykle za cudownych ludzi na naszej drodze, bez ktorych zycie nie mialoby takiego uroku.

      Do Siego Roku!!!!sylwester__nowy_rok__new_year_1680x1050_023_szampan

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „2014”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 grudnia 2014 21:29
  • poniedziałek, 29 grudnia 2014
    • Boze Narodzenie

      Swieta juz za nami. W tym roku swietowalismy w domu. Przyjechali tesciowie, znajomi z Houston i Wiola z Luizjany. Mielismy wiec pelny dom gosci. Bylo gwarnie i wesolo. Swieta u nas zazwyczaj sa tradycyjne. I choc ciezko czasem kupic skladniki na wigilijne potrawy, choc czasu sporo zajmuje dekoracja domu i przygotowanie swiatecznych potraw, choc niektorych zwyczajow nie da sie jakos logicznie dzieciom wytlumaczyc, to pielegnujemy te nasze polskie zwyczaje swiateczne i staramy sie aby bylo jak najbardziej tradycyjnie.

      Bylo wiec tradycyjnie 12 potraw na stole, byl karp (Kanadyjski;), byly sledzie (doslownie wysepione "z pod lady" od pani z polskiego sklepu;), byly ryby, pierogi, kapusta, barszcz z uszkami a nawet kompot z suszu, ktory przygotowala Wiola. Bylo tez mnostwo innych potraw, ciast i przekasek. Tradycyjnie bylo za duzo jedzenia, ale to tez w koncu jest nasza polska tradycja;). Podzielilismy sie oplatkiem, zyczac sobie najlepszosci na kolejny rok -  rok, w ktorym szykuje sie troche zmian.

      Dzieciaki  jeszcze, choc pewnie juz po raz ostatni, daly nabrac sie na Mikolaja chodzacego po osiedlu i przynoszacego prezenty. Wystarczyl dzwonek do drzwi i sila perswazji, aby daly sobie wmowic, ze Mikolaj w 30 sekund podrzucil dziesiatki prezentow pod choinke. Ciekawosc co tez takiego przyniosl im Mikolaj zwyciezyla i dzieciaki nie drazyly kwestii logistycznych jak te prezenty znalazly sie pod choinka -  choc Ami swiergotala wszem i w obec, ze takie same prezenty widziala w szafie;). Coz, szafa, jako punkt zbiorczy prezentow jest tym samym spalona;). Ami jeszcze jakimis resztkami wyobrazni w Mikolaja wierzy mimo usilnej indoktrynacji w autobusie szkolnym, gdzie jak wiadomo odbywa sie cala edukacja i gdzie dzieci dowiaduja sie, najpierw, ze nie ma Mikolaja, a pozniej skad sie biora dzieci;).

      Mikolaj w tym roku byl bardzo szczodry i przyniosl wspaniale prezenty nie tylko dzieciom, ale i doroslym.  Zawsze powtarzam, ze to jest az nieprzyzwoite, ze jedno dziecko dostaje taka fure prezentow, ale coz moge poradzic jak ciocie z bliska i daleka prezenty przysylaja, a dziadkowie jednej swojej jedynej wnusi niczego nie sa w stanie odmowic;). Ja postawilam raczej na praktyczne prezenty i od nas Ami dostala glownie ubrania/buty i kilka gier planszowych, w tym BINGO, ktore umililo nam reszte wigilijnego wieczoru.

      Pozostale dni Swiat to spotkania ze znajomymi i u znajomych -  tez taka nasza swiateczna tradycja -  jedynie tylko z powodow zdrowotnych i panoszacej sie grypy -  w tym roku okrojona do minimum. Szkoda mi bylo dziewczyn, ktore musialy zostac w domu bo rozchorowaly sie im dzieciaki:(.

      Fajne sa takie Swieta. Choc fizycznie jestesmy wykonczeni -  bo siedzenie do 3 nad ranem kazdego wieczoru -  po kilku nocach daje o sobie znac -  to psychicznie totalny reset. Ze znajomymi wspominalismy nasze czasy w Cleveland - skad wszyscy sie znamy. Nadrabialismy tez ostatnie kilka lat ich pobytu we Francji a naszego tutaj.

      collage_xmas

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 grudnia 2014 23:27
  • wtorek, 16 grudnia 2014
    • Urodziny u-rodziny!

       

      Hub dzisiaj swietuje urodziny. Jeszcze nie okragle juz nie 18-te;). Szykuje sie wiec uroczysty wieczor z tortem i szampanem. Najwiekszym prezentem bedzie dla niego jednak fakt spedzenia tegorocznych urodzin z cala rodzina, bo jego rodzice sa juz u nas i rozpieszczaja nas na maxa. Tato dekoruje dom na swieta, mama wyrecza mnie w kuchni szykujac  przysmaki  od samego rana. Nie zartuje. Dzis na sniadanie byly racuszki z jablkami. Mila odmiana od codziennych platkow z mlekiem;).

      Tymczasem zyczymy Hubowi 100 Lat w zdrowiu i pomyslnosci i przesylamy ponizsze madrosci zyciowe, pod ktorymi podpisujemy sie calym sercem!!!!

                                                                     -Edi & Ami-

      lifeistooshorttowakeupwithregrets1

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „ Urodziny u-rodziny!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 grudnia 2014 22:23
    • Arizona 2014

      Tuz przed Swietem Dziekczynienia wybralismy sie do znajomych do Phoenix. Amelia byla podekscytowana wyprawa i nie mogla sie doczekac kiedy pozna cala czworke dzieciakow znajomych. Phoenix przywitalo nas cudowna pogoda, jeszcze letnia w zasadzie, sporo czasu spedzilismy wiec na swiezym powietrzu. I dalismy tym razem rade dojechac do Sedony -  najpiekniejszego chyba miejsca w Stanach. Sedona polozona jest wsrod czerwonych skal, dosyc wysoko w gorach. Takie Amerykanskie Zakopane;). Zanim zjechalismy na dol do miasteczka na kolacje, spedzilismy caly dzien lazac po gorach. Nie byly to jakies wysokogorskie wspinaczki bo mielismy ze soba 5-ro dzieciakow, ale za to byly to prawdziwie dzikie i nieodkryte sciezki. Dzikie na tyle, ze sciezke trzeba bylo sobie "budowac" samemu. Jezeli na drodze pojawila sie rzeka, to trzeba bylo sobie zbudowac mostek z kamieni i drewna aby przeprawic sie na druga strone. Jezeli kolejna rzeka okazala sie zbyt szeroka na zbudowanie mostku, to trzeba bylo zdjac buty i przejsc przez lodowata rzeke na drugi brzeg. Myslalam, ze bedzie marudzenie i narzekanie, ale dzieciaki byly tak zafascynowane przeszkodami i cala wyprawa, ze trzymaly sie nad podziw dzielnie. Przyznam, ze i ja mialam sporo frajdy, a ze okolica byla naprawde przeurocza, a towarzystwo przednie - byl to jeden z fajniejszych dni ostatnich miesiecy. Juz dawno tak fajnie sie nie bawilam.

      Samo Swieto Dziekczynienia minelo nam na przygotowaniu uroczystej kolacji oraz biesiadowaniu z naszymi kochanymi przyjaciolmi oraz ich przyjaciolmi, ktorzy dojechali do nas na kolacje. Kolejny dzien jeszcze spedzilismy sobie na samych przyjemnosciach. Kobietki pojechaly sobie na kawke i zakupy,panowie zabrali dzieci do parku wodnego, a co niektorzy nawet zalapali sie na poranna runde golfa. Zyc -  nie umierac;).

      Ciezko bylo zostawic nam Karoline i Lukasza i ich gromadke. Na pocieszenie zrobilismy juz wstepne plany na wiosenne spotkanie w Texasie.

      Arizona_Collge

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 grudnia 2014 22:01

Kalendarz

Marzec 2015

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Autorzy

Kanał informacyjny

stat4u