Hub Edi

O nas, o zyciu, o podrozach. O wszystkim i o niczym. Baczne obserwacje otaczajacej nas rzeczywistosci. Blogowe zapiski dla potomnosci na dlugie zimowe wieczory.

Wpisy

  • piątek, 26 czerwca 2015
    • Przedwyjazdowo

      Gotujemy sie do niedzielnego wyjazdu Ami i mamy. Takie troche slodko-gorzkie pozegnanie. No bo niby sie zegnamy, ale za niecaly miesiac bedziemy sie witac w Polsce. Wiec troche mi smutno, ale ta wizja bliskiego spotkania naprawde slodzi i lagodzi.

      Ami troche podekscytowana, troche zmartwiona. Cieszy sie na spotkanie z rodzina i swoja przyjaciolka, ale upewnia sie co chwile, ze na pewno po nia przyjedziemy. W tym roku tak sie sklada, ze pobyt Ami ma dosyc szczelnie zaplanowany. W pierszym tygodniu ma chodzic na oboz tenisowy, pozniej dwa tygodnie polkolonii, ostatni tydzien jakies zajecia w domu kultury, i ani sie nie obejrzymy, a juz bedziemy razem.

      Negocjujemy obecnie jakie lalki, ksiazki, plecaki, notesiki, misiaczki, panterki, poduszeczki (nie)pojada do Polski. Ami w blogiej nieswiadomosci obowiazujacych limitow bagazowych "pakuje" do swojej walizki wszelkie pocieszacze, wypelniacze wolnego czasu i kolorowe fatalaszki dla lalek. Jakiez bedzie jej rozczarowanie gdy jutro, na dzien przed wylotem, trzeba bedzie wiekszosc zostawic w domu.

       Ja tradycyjnie juz produkuje listy rzeczy, ktore mam pod nieobecnosc Ami dokonac. Tradycyjnie, pewnie, nie zdaze nawet polowy zrobic, ale amibcje trzeba miec;). Na poczatek fajnie byloby dokonczyc pare projektow, ktore zaczelam w zeszle wakacje;).

      Ami konczy tez letni oboz plywacki. Trenowala dzielnie kazdego dnia, a w soboty juz skoro swit uczestniczyla w zawodach. Dumna jak pawica wracala z kazdych zawodow z kilkoma pierwszymi lub drugimi miejscami. Na zakonczenie dostala od trenera profesjonalny plecak z wyszytym imieniem/nazwiskiem i logo klubu i oczywiscie zarzadzila, ze plecak jedzie do Polski. Dodam tylko, ze plecak jest wielkosci walizki, wiec "snap", kolejne rozczarowanie, plecak bedzie  musial zaczekac w domu;).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 26 czerwca 2015 20:04
  • wtorek, 09 czerwca 2015
    • Waka, Waka, Wakacje!

      Uff, zakonczyl sie kolejny rok szkolny. Ami zdala do trzeciej klasy. Niewiarygodne. Moj przedszkolaczek dopiero co zakladal tornister po raz pierwszy na plecy, a tu Trzecia Klasa. Nie ma zartow;).

      Zakonczylismy rok szkolny w szkolach wszelkiego kalibru, pozegnalismy sie z nauczycielkami, kolezankami i kolegami. Do zobaczenia! Goodbye! 再见 (zài jiàn)!!!:).

      Dumni jestesmy z naszej Ami bo odnosi swoje malutkie sukcesy. Druga Klase zakonczyla ze swietnymi wynikami, prawie 100% ze wszytkich przedmiotow. Zajela tez pierwsze miejsce w "Spelling Bee", czyli popularnym w Stanach konkursie literowania dla calego rocznika. Podobno po raz pierwszy od wielu lat wygrala dziewczynka. Tak trzymac! Power to the Girls!

      No wiec rozpoczynamy sezon wakacyjny 2015. Ami zakwalifikowala sie do druzyny plywackiej i przez caly czerwiec ma treningi 4 razy w tygodniu a w soboty zawody. Pierwsze juz za nami w miniona sobote. Tatus  z corcia juz od 7 rano biwakowali na basenie. Ami wygrala obydwie konkurencje w ktorych startowala. Ta kobitka ma jednak sile w nogach;) i rekach;). Jeszcze musi sporo pracowac nad czasem, ale jak na pierwszy raz poradzila sobie swietnie. Wpadlam do nich na chwilke w drodze do polskiej szkoly i Ami dumna jak paw pokazywala mi wyniki na tablicy;).

      Pod koniec czerwca wyjezdzaja obydwie z mama do Polski. Pod koniec lipca zas my z Hubem polecimy do Polski na dwa tygodnie!!! Yey! Do tego czasu zaplanowalismy troche imprez i wycieczek po okolicy. Zaczynamy od Austin w przyszlym tygodniu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Waka, Waka, Wakacje!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 09 czerwca 2015 21:23
  • wtorek, 02 czerwca 2015
    • Mocne postanowienie poprawy

      Jak widac, slychac i czuc na tym blogu,  od czasu do czasu zycie mnie przerasta.  Przez ta zawrotna ilosc rzeczy, ktore mam na glowie, o ktorych musze myslec, czasem po prostu zwyczajnie gubie sie w tym wszystkim. Chocbym nie wiem jak sie starala to wszystko poorganizowac, poukladac, pogodzic, to cos zawsze tu czy owdzie ucierpi. Jako, ze wszystko poplanowane jest "na styk", jak wali sie jedna rzecz, wali sie cala ukladanka. Totalny efekt domina. Na ostatnim wdechu staramy sie dociagnac do konca roku szkolnego, szkol wszelakich;).

      Ostatnie dni nie sa dla mnie laskawe: W pracy zlowieszczo zerkaja na mnie pietrzace sie papiery na biurku, mnostwo nowych projektow  kiedy stare jeszcze nawet nie zaczete, prezentacja dla zarzadu i kilka ciezkich spraw na raz. W torbie  tygodniami nosze niezaplacone rachunki, emaile wysylam nie do tych osob co trzeba, a Amelii na drugi rok zamowilam przybory do klasy 2-giej;). Po chwili zorientowalam sie, ze za rok to ona bedzie juz w 3-ciej i zaczelo sie odkrecanie. Do tego oczywiscie temat brata i bratowej, do ktorego nie chce nawet wracac.

      I jak juz myslalam, ze moje problemy sa najwieksze na swiecie, ze mnie jest ciezko i zle, zadzwonila sasiadka z zaproszeniem na kawe. Od jakiegos czasu wiedzielismy, ze  jest chora, ma raka piersi. Jest juz po operacji usuniecia guza. Przez kilka dobrych godzin rozmawialysmy o chorobie, o szpitalu, o rokowaniach, o czekajacych ja teraz decyzjach i ciezkich wyborach. I jak slyszysz chemia czy naswietlanie, usuniecie jednej piersi czy dwoch, tygodnie w szpitalu czy miesiace w domu, to moje wlasne problemy, choc dla mnie olbrzymie, maleja nagle do rozmiarow mikroskopijnych.

      Bylam pod niesamowitym wrazeniem sily i pozytywnego myslenia Penny. Do problemu choroby podchodzi zadaniowo. Owszem czyta, slucha i przeszukuje internet, ale przede wszystkim poslusznie wykonuje polecenia lekarzy i martwi sie tylko tym co bedzie jutro. Nie robi dalszych planow, nie analizuje wszystkich "co by bylo gdyby" i z olbrzymia dawka optymizmu patrzy na przyszlosc.

      I nagle nabierasz niesamowitego dystansu do calej otaczajacej rzeczywistosci i w ulamku sekundy przewartosciowujesz swoje zycie i problemy. I postanawiasz sie poprawic, nabrac takiego wlasnie zdrowego dystansu, zdrowego podejscia do zycia i problemow. Dla mnie osobiscie jest to ciezkie zadanie. Nie potrafie tak po prostu oderwac sie od problemow, zapomniec i nie analizowac. Ale obiecuje sprobowac, obiecuje nie nakrecac sie drobnostkami i patrzec do przodu z optymizmem, ktorego moge sie uczyc od Penny.

      Dystans do siebie – jest najważniejszym dystansem do pokonania

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Mocne postanowienie poprawy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      wtorek, 02 czerwca 2015 16:55
  • poniedziałek, 01 czerwca 2015
    • Komunia

      17 Maja Ami miala swoja Pierwsza Komunie Swieta. Ten kulminacyjny moment poprzedzily tygodnie przygotowan, kilka prob i troche czasu spedzonego na uczeniu sie wierszykow, piosenek, modlitw. Przygotowywalismy sie tez do pierwszej spowiedzi, co bylo ciekawym doswiadczeniem. Ami, jak prawdziwa warszawska przekupa, targowala sie o grzechy i miala usprawiedliwienie na kazdy z nich: opuszczalam Msze Sw -  no tak, ale nie z mojej winy, bo ja nie moglam sama pojechac; Klamalam -  ale tylko czasami, itd. Nie wiem co ona tam ostatecznie ksiedzu naopowiadala i jak z tego wybrnela, ale z konfesjonalu wyszla z usmiechem na ustach;)

      Jeszcze na sobotniej probie, wszystko bylo w malej rozsypce, a  dzieciaki dokazywaly i nie chcialy wspolpracowac. Jednak w niedziele stanely na wysokosci zadania i wszystko odbylo sie najpiekniej jak mozna sobie wyobrazic. Dzieci pieknie uczestniczyly we Mszy, pieknie recytowaly modlitwy i spiewaly piosenki. Mam nadzieje, ze chociaz troche dotarlo do nich, ze dzieje sie cos waznego w ich zyciu religijnym.

      Po ceremonii koscielnej zaprosilismy rodzine i znajomych na male przyjecie. Tzn. male mialo byc, a po polaczeniu "sil" ze znajomymi, ktorych synek szedl do komunii razem z Ami i dodaniu naszych gosci przyjezdnych, ktorych uzbieralo sie ok. 30-tki, zrobilo sie nas calkiem sporo;). Ale ciesze sie bardzo, ze tak wlasnie to wyszlo, bo dzieki tylu zyczliwym duszom wokol nas, a przede wszystkim wokol Ami, ten dzien byl jeszcze piekniejszy i wazniejszy.

      Przyznam, ze wlozylismy sporo pracy w zorganizowanie przyjecia. Chcielismy zeby naprawde wszystko bylo fajne i ladne. Godzinami dobieralysmy z kolezanka kolory, wazony, kwiaty i serwetki czy wybieralysmy dania na obiad. Z mama, tesciowa i niezawodna Wiola upieklysmy ok. 15 ciast, a zeby juz zupelnie ten dzien oslodzic, znajomy polski cukiernik przyslal w niedziele rano 4 skrzynki prawdziwych, polskich paczkow. Jeszcze cieplych, oblanych lukrem.... na samo wspomnienie cieknie mi slinka;). Inna znajoma zrobila dwa przepiekne i przepyszne torty. Tak wiec dzieki naszej pracy oraz pomocy i zaangazowaniu wielu zyczliwych ludzi, Komunia wypadla naprawde fajnie.

      Komunia Ami stala sie pretekstem do swego rodzaju "reunion". Swietnie bylo spotkac sie niektorymi znajomymi po latach, odswiezyc kontakty, popatrzec jak rosna nam dzieci. Oprocz niedzielnych uroczystosci, spedzilismy z rodzina i znajomymi fajny, dlugi weekend. Goscie zjezdzali sie od piatku, a ostatni odjechali od nas we wtorek w nocy. Korzystajac wiec z okazji zrobilismy sobie wycieczki po Dallas i okolicach, a wieczorami relaksowalismy sie przy grillu i winku. Cudownie jest wiedziec, ze mamy wsrod przyjaciol ludzi, ktorzy przylecieli nawet z odleglych zakatkow Stanow aby ten dzien spedzic z nami. I po raz kolejny sprawdza sie powiedzenie, ze przyjaciele to rodzina, ktora sobie sami wybieramy.... my zdecydowanie wybralismy najlepiej:).

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Komunia”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 czerwca 2015 23:32
  • piątek, 29 maja 2015
    • Dwa Miesiace w Pigulce

      Jezeli mialabym w jednym zdaniu podsumowac ostatnie dwa miesiace, to musialabym uzyc wiele niecenzuralnych slow. Powiem tylko, ze byl to prawdziwy rollercoaster, jak to mlodziez mowi teraz w Polsce: jazda bez trzymanki;).

      Bylam na gorze: z radoscia w sercu przywitalam przylot mamy. To takie cudowne uczucie gdy nareszcie otwieraja sie drzwi na lotnisku i zza tlumu ludzi wychyla sie znajoma postac. To w sercu robi sie wtedy tak cieplo, tak milo. W jednej chwili przypominaja mi sie najmilsze chwile z dziecinstwa i ciesze sie tak bardzo, ze niemalze podloge chce calowac.

      Bylam na dole: Ostatnie tygodnie to glownie przygotowania do Komunii, wlacznie z rozstrzyganiem kwestii rodzinnych, ktorych ostatecznie nie dalo sie wyjasnic. Sytuacja nie do opisania na blogu, ale emocje i stres jakie towarzyszyly ostatnim wydarzeniom wpedzily mnie w nieciekawe stany ducha. Po raz kolejny tak strasznie dostalam od zycia po dupie, ze rozpadlam sie na kawalki. Bliscy, ktorym ja bylam w stanie wybaczyc wiele, wdeptali mnie w podloge i przgnietli obcasem. Jeszcze sie z tego nie wygrzebalam.

      Potem znow bylam na gorze: Przezywalam komunie Amelki, dokladalam wszelkich staran zeby i ceremonia w kosciele i przyjecie komunijne wypadly dobrze. Caly ten wielki naklad pracy, godziny organizowania logistyki, zamawiania, ustawiania, prob, itp. przyniosly efekt w postaci pieknej ceremonii komunijnej i rownie udanego przyjecia, o czym napisze w osobnym wpisie.

      I tak z gory na dol, od euforii do depresjii od lez szczescia do lez smutku, totalna emocjonalna zawierucha. Tymczasem zycie nie zatrzymuje sie i nie pozwala zwolnic, zeby sobie w kacie poplakac czy odespac po nieprzespanej nocy. Trzeba gonic, spieszyc, zalatwiac. Trzeba wkladac maske z usmiechem nr. 4 i prowadzic kolejne zebranie w pracy, trzeba udawac przed dzieckiem, ktore i tak intuicyjnie wyczuwa, ze cos jest nie tak. I wreszcie trzeba znalezc w sobie sile zeby to wszystko na co nie ma sie wplywu od siebie odsunac, pogodzic sie ze strata i zyc nadzieja, ze moze kiedys, innym razem, pod innym niebem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Dwa Miesiace w Pigulce”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 29 maja 2015 18:54
  • piątek, 03 kwietnia 2015
    • Wielkanoc 2015

      wielkanoc1[obrazek z www.ichtroje.pl]

      W przeciwienstwie do lat ubieglych, tegoroczny Wielki Piatek przyszlo mi spedzac w pracy. Coz, szef moj sie zeni....  a tak,  po raz drugi uklada sobie zycie po rozwodzie i poznal ponoc cudowna kobiete, nie czekal wiec zbyt dlugo i sie oswiadczyl...i slubuja sobie wlasnie w sobote. W zwiazku z tym zmyl sie na kilka dni by nowozencze obowiazki wypelniac,  a my strzezemy domowego ogniska ;).

      Ale pozamykam tylko najpilniejsze sprawy i zmykam przygotowac cos na Swieta. Wczoraj zrobilam cwikle, a dzis w planie mam sernik, babke, zurek, salatki, jakies miesko, etc. Zabieramy sie z Meli za dekorowanie pisanek i domu, a jutro raniutko pedzimy z koszyczkiem na swiecenie pokarmow. Mam wielkie nadzieje, na blogi odpoczynek w niedziele.

      Zycze wam kochani zdrowych, pogodnych Swiat Wielkiej Nocy, tradycyjnego smacznego jajka i mokrego Dyngusa. Zycze kazdemu cudownego, wiosennego nastroju, serdecznych spotkan w gronie rodziny i przyjaciol. Zycze by Zmartwychwstaly Chrystus stal sie symbolem odrodzenia, a sila plynaca z jego Zmartwychwstania dotarla wszedzie tam gdzie potrzeba wiary, nadziei i milosci.

      -Edi z rodzina

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wielkanoc 2015”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 03 kwietnia 2015 20:32
  • poniedziałek, 30 marca 2015
    • I jeszcze jedna Pietnastka. Krysztalowa.

      esb137_grande

      15 lat temu wzielismy z Hubem slub cywilny w Cleveland. Pamietam ten dzien bardzo dokladnie. Pamietam, jak czulam sie troche nieswojo kiedy wystrojeni jak  "na wesele";) pojawilismy sie w tamtejszym sadzie celem zalegalizowania zwiazku malzenskiego przed sedzia. Pary obok wygladaly jakby urwaly sie z choinki, pracy i w przerwie na lunch postanowily wziasc slub. Niektorzy byli w ubraniach roboczych, inni po prostu w jeansach i T-shirtach. A my, po polsku, jak przystalo wystroilismy sie na amerykanski slub;). Po 15 minutach bylo po wszystkim..... wrocilismy do domu, kazdy rozszedl sie do swoich zajec a w weekend tesciowie zaprosili najblizszych znajomych na uroczysty obiad. Ja zadnych znajomych jeszcze wtedy nie mialam, w sumie to bylo mi smutno, ze nie ma mojej rodziny, wiec cieszylam sie, ze mam tesciow i ich znajomych. I tak uczcilismy tamten amerykanski slub. Dwa lata pozniej mielismy mozliwosc nadrobic wszelkie zaleglosci weselne i przy okazji slubu koscielnego w Polsce zorganizowalismy prawdziwe, polskie wesele, z rodzina i przyjaciolmi z wielu etapow naszego zycia oraz "autobusem" miedzynarodowych znajomych z pracy, ktorzy przylecieli na nasz slub z Holandii, gdzie wtedy stacjonowalismy;). Nieskromnie dodam, ze byla to najfajniejsza impreza mojego zycia, co zawdzieczam nie tylko przecudownej polskiej goscinnosci, ale glownie LUDZIOM. No ale o tym moze kiedy indziej.

      Tymczasem,  z okazji tej okraglej rocznicy maz moj zaskoczyl mnie na maksa. On typ nieromantyczny i mocno stapajacy po ziemi zasypal mnie bardzo niepraktycznymi prezentami za jeszcze bardziej nierozsadne pieniadze;). Szczeka mi opadla jak zobaczylam sto roz, dobrego szampana i piekny, przepiekny pierscionek:). Najbardziej podekscytowana calym wydarzeniem byla Ami, ktora chyba jeszcze nie widziala mnie tak wzruszonej;). Mile to bardzo, nie powiem.

      Pierwsze pietnascie za nami. Mam nadzieje, ze jeszcze nie jedno przed nami. I oby kolejne lata byly tak ciekawe jak te dotychczasowe!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „I jeszcze jedna Pietnastka. Krysztalowa.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 marca 2015 20:17
  • czwartek, 26 marca 2015
    • Pietnastka

      Dobrze, ze chociaz ktos monitoruje wszelkie daty i rocznice. Tesciu przypomnial mi wlasnie, ze minela 15 rocznica mojego przyjazdu do US of A oraz, ze zbilza sie 15-ta rocznica naszego slubu. Takie okragle rocznice, trzeba chociaz odnotowac, co niniejszym czynie;).

      Wprawdzie z Polski wyjechalam prawie 16 lat temu, to w Stanach mieszkam od 15. Po malej, jedno-semestrowej przygodzie w szkole w Holandii, wyladowalismy najpierw w Cleveland, a pozniej w Texasie, z malymi przystankami w 4 innych krajach;).

      Przyznam, ze po tych 16 latach od wyjazdu z Polski, zdecydowanie bardziej u siebie czuje sie TU niz TAM. Mysle, ze moj obraz Polski jest bardzo wyidealizowany na poziomie personalnym i relacji miedzyludzkich, ale tez rowniez dosyc wypaczony, jezeli chodzi o codzienna rzeczywistosc. Polska dla mnie to nadal rodzina i przyjaciele. I tego mi brakuje i za tym tesknie. I ciagle mi sie wydaje, ze wszyscy tam spotykaja sie ze soba nonstop, ze wioda nadal studenckie zycie, i tylko mnie tam nie ma...Wiec czekam z utesknieniem kolejnych odwiedzin w Polsce, gdzie moge sie nagadac, powspominac i gdzie na kilkanascie dni przenosze sie w czasie do mojego zycia w Polsce wiele lat temu. I plawie sie  w tych cudownych wspomnieniach, po raz kolejny idealizujac tamte czasy i nasze zycie, co daje mi jednak niesamowicie dobra energie. I zabieram ta energie ze soba i dawkuje ja sobie w ciezkich chwilach jak juz skonczy mi sie zapas sliwki w czekoladzie;).

      I choc czesto gdybam co by bylo gdybym zyla TAM to TUTAJ jest moje zycie, moja rodzina, moj dom, praca, znajomi, codziennosc. W prownaniu z innymi krajami, w Stanach zyje sie latwo, a kraj przyzwyczajony do imigrantow, akceptuje wszelkie rasy, narodowosci, kultury. Poza malymi wyjatkami, nikogo nie dziwi inny akcent czy wyglad. Raczej spotkalam sie ze zdrowa ciekawoscia odnosnie zycia i dorastania w innym kraju niz jakakolwiek dyskryminacja z tego powodu. Nie wszystko jest cacy, nieraz przekrecam oczami na jakies ograniczenia, bzdurne przepisy czy papierologie. Ogolnie jednak dosyc prosto funkcjonuje sie w tym spoleczenstwie, a tysiace ulatwien i zwykla ludzka przychylnosc, wbudowana niejako w system, pomagaja przebrnac nieco bardziej skomplikowane procedury czy sytuacje.

      Mysle, ze nasze pokolenie ma zdecydowanie o wiele latwiej. Nie ciazy na nas az tak olbrzymia presja, ze musi nam sie tu udac bo nie ma odwrotu. Mysle, ze o wiele latwiej zyje sie z mysla, ze jezeli bedziemy chcieli mozemy wrocic do Polski czy Europy. A jak juz nam sie tam znudzi, to moze sprobujemy w Azji?;). Nie mowie, ze takie zrywanie korzeni jest dobre czy latwe. Mowie tylko, ze jest mozliwe. Posiadanie dwoch paszportow, w tym paszportu EU na pewno sprawe ulatwia. Stad tez pewnie taki trend teraz wsrod Amerykanow, ze doszukuja sie najdalszych korzeni w Irlandii, Anglii czy Niemczech zeby powolujac sie na jakich pociotkow stac sie obywatelem EU.

      15 lat to kawal czasu. Tak na dobra sprawe, to cale moje dotychczasowe dorosle zycie.  W tej Pietnastce zawarte jest tysiace miejsc, ludzi, wydarzen, podrozy, ktore wywarly wplyw na naszym zyciu. Sporo opisalam na tym blogu. I choc czasu brakuje bede staralam sie co chwile cos tam dorzucac, aby kontunuowac ta nasza kronike. Ogolnie rzecz biorac, ciekawa byla ta Pietnastka!

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Pietnastka”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 marca 2015 23:27
  • poniedziałek, 16 marca 2015
    • Gdzie bylam jak mnie nie bylo.

      Dla tych, ktorzy zastanawiali sie gdzie zniknelam na taka dluzsza chwile odpowiadam, ze JESTEM i ZYJE. Tylko tyle i az tyle.

      Ostatnie tygodnie to jeden wielki kociol. W pracy, w domu, wszedzie.

      Hub zmienil prace, przeszedl na pelny etat na uniwersytet. Po 15 latach bycia korporacyjnym trybikiem, ma teraz bardzo niezalezne stanowisko i ciekawa prace. To fajne. Ze zmiana pracy wiaze sie jednak cala biurokracja ubezpieczen, planow emerytalnych, przepisywania, zmieniania, dosylania zaswiadczen, itp. Niby wszystko jest w miare zrozumiale, ale ciagle trzeba cos gdzies wyslac, doslac, poprawic, zawiadomic. Tu oddac, tam dodac i mam wrazenie, ze nie robie nic innego jak tylko dzwonie po urzedach, bankach, instytucjach. Mysle, ze jestemy juz na prostej i pozalatwialismy juz wszystko w tej kwestii.

      W mojej pracy tymczasem wali sie i pali. Glownie w Azji. Powazne sprawy, gdzie w gre wchodzi ludzkie zycie i duze pieniadze wymagaja natychmiastowej naszej uwagi. Prowadzenie  takich spraw na odleglosc wiaze sie oczywiscie z wiszeniem na telefonie w srodku nocy, dluuuuugasnymi godzinami spedzanymi w pracy, cala kupa stresu, ciaglymi "updates" dla zarzadu, stawaniu w krzyzowym ogniu pytan mniej wiecej trzy razy dziennie. O ile jest to wszystko stresujace, to w miare do ogarniecia. Za to zupelnie nie moge ogarnac naszych lokalnych oddzialow i ich podejscia do sprawy.  I ciagle sarkastyczne uwagi, ze co my tam wiemy o zyciu i pracy w panstwie X., przeciez siedzimy sobie na cieplych stoleczkach w Ameryce. Nasze instrukcje i propozycje zalatwienia sprawy sa nterpretowane na wlasny uzytek.

      Po kilku tygodniach takiego boksowania, gdzie w jednym narozniku jest Centrala, w drugim lokalsi, a gdzies po srodku ja probujaca zalagodzic konflikt, mam juz tego dosc. Ograniczam sie teraz do odpowiadania na emaile w/g czasu z mojej strefy czasowej i dokumentowania wszystkiego. Produkuje wiec kilkudziesieciostronicowe emaile, memoranda, papierzyska i wysylam do calego swiata, lacznie z prezesem. I podkreslam niektore zdania na grubo i czerwono;).

      Ok, no to sobie wylalam troche zolci;)

      Z lzejszych newsow, to Ami zakonczyla wlasnie ferie wiosenne. Wrocili wlasnie z Hubem z Ohio, gdzie udalo im sie nawet pojezdzic na nartach. Wprawdzie na resztkach sniegu, ale zawsze. Spotkali sie ze wszystkimi znajomymi, posmakowali rarytasow kuchni tesciowej i wrocili zadowoleni i wypoczeci. Ledwo zauwazylam, ze ich nie bylo bo i tak siedzialam w pracy do 11 wieczorem lub wisialam na telefonie do 2-giej nad ranem prawie codziennie.

      Gdzies tam z zakamarkow wynurza sie juz wiosna. Ten tydzien zapowiada sie cieplutki. Skonczyly sie juz chyba anomalie pogodowe - gdzie Texas zostaje przysypany 30 cm warstwa sniegu -  co zdarza sie mniej wiecej raz na 50 lat.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Gdzie bylam jak mnie nie bylo.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 marca 2015 19:04
  • piątek, 06 lutego 2015
    • Osiem Lat

      Pierwszy Luty, to jak co roku swieto naszej Ami. Zrobilismy jej w tym roku niespodzianke i zabralismy ja w dzien urodzin do  sklepu z jej ulubionymi lalkami. Ami totalnie byla zaskoczona i przytloczona wyborem lalek. Dlugo nie mogla sie zdecydowac, ktora lalke wybrac i jakie ubranka jej dokupic. Lalkami American Girl interesuje sie juz od dluzszego czasu, ale jeszcze nigdy nie byla w sklepie firmowym. Unikalismy tego jak moglismy, bo wyprawa do takiego sklepu jest niezla "inwestycja", ale  na 8-e urodziny chcielismy spelnic marzenie Amelki i zabrac ja do sklepu AG. I byl to strzal w dziesiatke. Tak szczesliwego i podekscytowanego dziecka nie widzialam juz dawno. I nie chodzi nawet o lalke, ktora sobie kupila. Sama wyprawa, oraz to, ze trzymalismy to w tajemnicy byly dla Ami atrakcja. Sam sklep tez, rzecz jasna, bardzo jej sie podobal.  Zreszta nie dziwie jej sie, bo sklep to w zasadzie jeden wielki dom dla lalek. Mozna lalkami sie pobawic, poogladac z bliska mebelki i akcesoria, przymierzyc im ubranka, obejrzec ksiazki czy filmy. Mozna nawet  lunch z lalkami sobie zjesc - jak sie nie przyniesie swojej, chetnie lalke wypozycza na miejscu. Jakby ktos juz zupelnie na glowe upadl, mozna rowniez lalke uczesac w "salonie", za jedyne $30;). Szybko wysmialam taki pomysl i dziewczynki z lalkami stojace w kolejce do salonu -  coby Ami taki cudowny pomysl do glowiny nie przyszedl. Ale nie. Cale szczescie, Ami byla bardziej zafrapowana czy do lalki dokupic pizamke czy pieska. Stanelo na pizamce i papetkach;).  Ze sklepu wyszlismy z przeszczesliwa Osmiolatka i swiezo upieczona posiadaczka lalki na swoje podobienstwo zrobionej -  jak rowniez na podobienstwo 80% osmiolatkowej populacji o blond wlosach i niebieskich oczasch;).  A wieczorem wpadli znajomi na urodzinowy tort i mecz Super Ball. Obchody urodzin zakoncza sie za tydzien na lodowisku, gdzie Ami podejmie swoich gosci;).

      Nie moge uwierzyc, ze mamy w domu rezolutna osmiolatke. Strasznie szybko ten czas leci, az chcialoby sie go zatrzymac i rozkoszowac sie cudnym okresem przedszkola... Teraz, panny 8 letnie to juz (niestety) swoje opinie na wszystkie tematy maja, na modzie sie znaja, o technologii nie wspominajac. Juz nie mozesz zbyc  pytan jakas na predce wymyslona odpowiedzia. Wszystko trzeba precyzyjnie i dokladnie wyjasnic, zastanowic sie ze trzy razy czy aby bzdur sie nie plecie, bo Ami zawsze moze wyjasnienie na YouTubie zweryfikowac;). Troche jest przemadrzala ta Ami, nie powiem, ale przy tym slodka i kochana. I czasem wydaje mi sie, ze naprawde rozumie o wiele wiecej niz nam sie wszystkim wydaje. Jest calym naszym swiatem, przynosi mnostwo radosci i dumy. Kochamy ja bardzo! Happy Birthday Amelia!!!!!!!!!!!!!!

      Ami_bday

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „ Osiem Lat”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ezydorek
      Czas publikacji:
      piątek, 06 lutego 2015 00:25

Kalendarz

Lipiec 2015

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    

Wyszukiwarka

Autorzy

Kanał informacyjny

stat4u